Weksel jest papierem cennym. Ustanawia zobowiązanie bezwarunkowe, niezależne od jakiegokolwiek zdarzenia. Ustala dług pieniężny, ściśle określony co do sumy. Zawiera abstrakcyjną obietnicę zapłaty. Obietnicę jednostronną w której wierzyciel ma jedynie prawa, a nie obowiązki. Jest przeważnie papierem obiegowym na zlecenie. Musi zadość czynić pewnym warunkom formalnym, a przede wszystkim zawierać wzmiankę, iż jest wekslem. Zobowiązuje ‘wekslowo’ wszystkie osoby, które się na nim podpiszą.

Ósma rozprawa w sprawie kieleckich weksli

Dziś mniej o samej rozprawie, a więcej przemyśleń na temat systemu prowadzenia spraw karnych w Polsce.

Mniej o sprawie, bo składała się ona z przesłuchań dwóch świadków oraz małej przepychanki o dopuszczenie nowych środków dowodowych. Więcej o systemie, bo dzisiaj jeszcze bardziej jak wcześniej było widać jak marnuje się cenny czas rozpraw.

Pierwszą uwagą jest to, że sprawy są wyznaczane bardzo rzadko. Czasem raz w miesiącu, czasem raz na kilka miesięcy. To jest głównym powodem tego, że sprawy toczą się by(ta już trwa rok z hakiem). Potem skutkuje to tym, że od pierwszej rozprawy do prawomocności mijają dekady. Pomijając już to, co się na rozprawach robi i czy rzeczywiście jest to potrzebne (o tym za chwilę), główną bolączką przewlekłości rozpraw jest zatem to, że nie mogą się one toczyć co tydzień, o rozprawach z dnia na dzień już nie mówiąc. To znaczy mogą się toczyć (są państwa, które dają przykład, że jest to możliwe), ale niestety nie w polskich warunkach. Po pierwsze dlatego, że system organizacji pracy polskiego sędziego jest taki, że nie jest on w stanie przez bity miesiąc zajmować się tylko jedną sprawą. Drugim powodem – bardziej pretekstem podawanym prze sąd – jest to, że musi mieć czas na wzywanie kolejnych świadków (pisałem już kiedyś, że w polskim sądzie doręczyciel jest ważniejszy od sędziego). Wszystko to jest kwestią odpowiedniej organizacji pracy (bynajmniej nie zależnej od sędziów, to nie do nich te uwagi), bo nawet świadków można wezwać wszystkich na zakreślone z góry terminy w czasie tych kilku tygodni, na które można by wyznaczyć prowadzenie sprawy.

Po drugie istnieje zasada, że dowody przeprowadza się na rozprawie. Już z gruntu widać, że zasada ta nie ma racjonalnych podstaw, bo w czym dowód z zeznań świadka na rozprawie miałby być lepszy od takich samych zeznań złożonych w oficjalny sposób na wiele miesięcy przed rozprawą. Można by to jednak przeboleć, gdyby już te dowody przeprowadzane na rozprawach rzeczywiście odzwierciedlały może już znane informacje (z wcześniejszych przesłuchań), byle by były one istotne dla sprawy. Tymczasem w tej sprawie 80% zeznań świadków było mało wartościowych w wyjaśnianiu okoliczności sprawy, pomijając już fakt, że często były to zeznania sprzeczne ze składanymi wcześniej przez te same osoby. Bo jakąż to wartość ma kilkadziesiąt takich samych zeznań świadków o tym, że w latach dziewięćdziesiątych podpisali oni jakieś weksle dla jakiegoś banku? Ustalić, skąd te weksle się wzięły, oczywiście warto, ale czy warto przeznaczać kilka dni (sic!) rozpraw na zeznania osób, które w praktyce nic do sprawy nie wnoszą?

Piszę to trochę pod negatywnym wrażeniem dzisiejszych zeznań dwóch świadków, bo ich treść szczególnie zobrazowała miałkość zasady konieczności osobistego składania zeznań przed sądem.

Jeden pan dzisiaj zeznał, że widział weksel, na którym znajdowała się pieczątka jego firmy i jego podpis, kategorycznie jednak zarzekał się, że pieczątka nie była oryginalna, a podpis nie pochodził od niego. By potem podczas odczytywania jego wcześniejszych zeznań usłyszeć, że jednak przyznaje się do prawdziwości podpisu! Dlaczego zeznał inaczej? Bo nie pamiętał, bo wówczas miał okazywany dokument, a teraz nie. Praktycznie wszyscy dotychczasowi świadkowie zeznawali, że nie pamiętają, albo zeznawali inaczej niż wcześniej, albo na siłę odpowiadali na zadawane pytania nie umiejąc powiedzieć „nie wiem”.

Kiedyś przeprowadzono eksperyment psychologiczny polegający na tym, że zahipnotyzowanej osobie polecano, aby po wyjściu z hipnozy poszła po parasolkę (mimo że nie padało). Osoby wykonywały polecenie, a pytane później dlaczego wzięły parasolkę (nie pamiętały bowiem samego polecenia pójścia po parasolkę) racjonalizowały to tłumacząc to na przykład tym, że chciały za chwilę wyjść na dwór, a może padać i tym podobne. Żadna z nich nie miała na tyle odwagi, aby powiedzieć „kurczę, ale głupota, nie wiem!”

Podobnie w tej sprawie. Czy podpisywał pan weksel? Pan nie odpowie „nie pamiętam”. Pan odpowie „nie”, bo skoro padło pytanie, musi być konkretna odpowiedź. Każdą osobę z poszkodowanych pytano, czy podpisywały deklarację wekslową, chyba żadna z nich nie spytała się „co to jest deklaracja wekslowa”. Odpowiedzi padały różne, że tak, że nie, nie miały one jednak żadnej wartości, były tylko swoistym racjonalizowaniem – skoro było pytanie, to muszę odpowiedzieć, a że nie pamiętam, to powiem, że nie. Konia z rzędem temu, kto udowodni mi, że w grupie kilkudziesięciu osób wszystkie dokładnie czytały podsuwane przez bank dokumenty, czy na przykład wiedzą co to jest deklaracja wekslowa.

W drugiej części rozprawy był rozpatrywany wniosek dowody Dariusza K. (nabywcy weksli) polegający na przeprowadzeniu ekspertyzy przez biegłego billingów rozmów telefonicznych pomiędzy oskarżonymi wraz z badaniem miejsca prowadzonych rozmów na podstawie danych z BTSów. Pisząc w wielkim skrócie, dowód miałby wykazać, że dwaj pozostali oskarżeni byli w zmowie przeciwko Dariuszowi K., który kupił od nich weksle stając się ofiarą ich intrygi, a nie jej współtwórcą. Przyznam się, że wniosek ten wytrącił mnie z lekkiego letargu – pomyślałem – w końcu jakieś „mięsko”. W końcu chociaż jakaś próba ustalenia kto tu jest przekręcającym, a kto przekręconym; to clou tej sprawy.

Tymczasem na widowni „ooo, chcą przedłużyć sprawę”. Prokurator oponuje, że wszystko jest przecież w aktach (w postaci gołych plików excelowskich, którymi nikt się do tej pory nie zajmował, skoro tak ważne jest przeprowadzanie dowodów na rozprawie, więc?), sąd zdaje się zniecierpliwiony, bo już musi rozprawy na wrzesień wyznaczać. Tak jakby się niektórym wydawało, że sprawa polega tylko na tym, że się przesłucha samych poszkodowanych (którzy tak naprawdę niewiele wnoszą do sprawy jako takiej). A dla mnie postępowanie dowodowe dopiero się rozpoczęło.

Jeśli się w ogóle rozpocznie, bo może sąd odrzuci taki wniosek. Jest dużo poszkodowanych, musi się znaleźć winny, bez względu na prawdę ;)

Komentarze

  1. Kiedyś w jednej sprawie (pracowniczej) sąd postanowił sobie zaplanować wzorowo poprowadzenie sprawy i wyznaczył na jeden dzień przesłuchanie 4 świadków, a na następny dzień przesłuchanie stron.
    Pierwszego dnia stawił się jeden świadek, drugi przesłał informację że jest w szpitalu, dwaj pozostali wnieśli o przesłuchanie ich w drodze pomocy prawnej. Drugiego dnia stawiła się jedna strona.
    Wyrok zapadł jakieś 10 miesięcy po efektownie zaplanowanych terminach przesłuchań.

  2. Lech skomentował:

    No cóż, wyrok jednak powinien zapaść trzeciego dnia – zasądzający/oddalający roszczenie, w zależności co wynika z materiału dowodowego uwzględniwszy brak świadków. W końcu jak strona zgłasza świadka, to strona ponosi konsekwencje jego nieobecności :) Pomijając już fakt, że powinna być procedura sądowego przesłuchania przedprocesowego – na procesie powinno się już tylko zapoznać z tym, co wszystko zostało już przygotowane. Robienie wszystkiego na rozprawie to chyba jakiś anachronizm z czasów przedalfabetycznych.

  3. Lech skomentował:

    …niemniej jednak trzeba pochwalić sąd, że chciało mu się rzeźbić – na pewno w wielu sprawach daje to pozytywny rezultat.

  4. rewt skomentował:

    Dobra, już znalazłem.

    Ta kwalifikacja z 286 jest conajmniej wydumana. „Doprowadził sąd do niekorzystnego rozporządzenia mieniem pozwanej poprzez wydanie nakazu zapłaty z dnia [data] na kwotę [suma] oraz kosztów postępowania [suma].”.

    Wydanie nakazu zapłaty nie skutkuje rozporządzeniem mienia pozwanej bo w jej mieniu (stanie majątkowym oraz prawach rzeczowych) nic się nie zmienia. Pozwana, ujmując sprawę kolokwialnie, tak przed wydaniem nakazu zapłaty, jak i po jego wydaniu i uprawomocnieniu ma dokładnie tyle samo co miała.

    Ale jak znam życie to są zbyt zniuansowane sprawy dla prokuratora.

  5. Już niedługo w wyroku okaże się, na ile „karny system sądowniczy” rozumie niuanse prawa wekslowego. Może być ciekawie ;)

Napisz komentarz

*