Weksel jest papierem cennym. Ustanawia zobowiązanie bezwarunkowe, niezależne od jakiegokolwiek zdarzenia. Ustala dług pieniężny, ściśle określony co do sumy. Zawiera abstrakcyjną obietnicę zapłaty. Obietnicę jednostronną w której wierzyciel ma jedynie prawa, a nie obowiązki. Jest przeważnie papierem obiegowym na zlecenie. Musi zadość czynić pewnym warunkom formalnym, a przede wszystkim zawierać wzmiankę, iż jest wekslem. Zobowiązuje ‘wekslowo’ wszystkie osoby, które się na nim podpiszą.

Jak nie dać na sobie przeprowadzić postępowania zabezpieczającego, gdy wierzyciel dysponuje nakazem zapłaty w postępowaniu nakazowym?

Nakaz zapłaty w postępowaniu nakazowym wydanym na podstawie weksla posiada dwie istotne zalety dla wierzyciela – natychmiastową wykonalność umożliwiającą egzekucję nawet pomimo wniesienia przez dłużników zarzutów, oraz fakt, że wydany nakaz zapłaty może być od razu podstawą do wszczęcia postępowania zabezpieczającego. Czy jednak sąd może pozbawić prawa wierzyciela do zastosowania zabezpieczenia?

Wielu dłużników, tudzież pełnomocników ich reprezentujących, pamięta o zasadzie natychmiastowej wykonalności nakazu zapłaty w postępowaniu nakazowym wydanym na podstawie weksla i w zarzutach proszą sąd o nienadawanie klauzuli wykonalności. Wniosek taki ma szczególnie sens w przypadku gdy dochodzona przez wierzyciela suma jest duża, że po jej zapłaceniu dłużnik może nie mieć praktycznej możliwości jej odzyskania od przegranego wierzyciela. W wielu przypadkach (próbując oszacować to na „grube oko” jest to około połowa) sąd przychyla się do prośby dłużnika i wykonalność nakazu zapłaty wstrzymuje. Dotyczy to jednak tylko nienadawania klauzuli wykonalności, a tym samym uniemożliwienie wierzycielowi prowadzenia egzekucji. Nie pozbawia go to prawa do wykorzystania nakazu zapłaty do przeprowadzenia postępowania zabezpieczającego – które tak samo może dłużnika pozbawić pieniędzy z konta bankowego, czy utrudnić korzystanie z nieruchomości poprzez obciążenie jej hipoteką – z tą tylko zaletą, że ewentualnie zajęte pieniądze nie są przekazywane nieuczciwemu (z punktu widzenia dłużnika) wierzycielowi, tylko komornikowi, którego kulturę pracy nadzoruje prezes sądu rejonowego, więc na pewno nic złego z jego strony dłużnikowi się nie przytrafi, a po upadku zabezpieczenia pieniądze szybko wrócą do dłużnika.

Czy jednak możemy poradzić coś na to, aby wierzyciel nie nękał dłużnika nawet postępowaniem zabezpieczającym?

Zgodnie z przepisami odpowiedź nie jest jednoznaczna. Co do zasady sąd nie może wstrzymać zabezpieczenia, może je tylko ograniczyć.

Słowo ograniczenie można rozumieć różnorako. Możemy na przykład prosić, aby wierzyciel nie mógł zająć konkretnych składników majątku. Możemy wnioskować, aby suma zabezpieczenia była niższa niż w rzeczywistości wynikająca z nakazu zapłaty.

A jak znieść zupełnie możliwość zabezpieczenia? W teorii się nie da. W praktyce można poprosić sąd o ograniczenie zabezpieczenia do znośnie minimalnej sumy (na przykład jeden złoty).

Można również żądać ograniczenia zabezpieczenia w ten sposób, że zabezpieczenie nie będzie dokonywane przez określony czas, a konkretnie do czasu wydania wyroku w I instancji. Taki sposób ograniczenia zabezpieczenia został uznany przez warszawski sąd rejonowy na korzyść naszego klienta – dłużnika będącego niesłusznie pozwanym z weksla na niebagatelną sumę.

Zupełnie inną sprawą była realna możliwość użycia takiego postanowienia w praktyce – to już temat na odrębny wpis (termin „wolne sądy” nabiera tu zupełnie innego znaczenia:)

Jak pozywasz – to najpierw mediuj (albo choć udawaj)

Na przełomie roku pisałem o kilku zmianach w prawie i procedurze, a jedną z nich był obowiązek wskazywania w pozwie informacji, czy strony podjęły próbę mediacji, a jeśli nie, to dlaczego.

Jeszcze w styczniu widziałem w sądzie pozwy przechodzące bez spełnienia tego warunku formalnego.

Ale później sądy już się nauczyły i w przypadku takich wybrakowanych pozwów zaczęły wzywać do uzupełnienia braków:

mediacje
(jak widać, jeszcze tylko małe poprawki ortograficzne, i wezwanie byłoby idealne;)

Wiadomym jest, że nikt nikogo nie pozywa dla samej przyjemności, a nawet największy pieniacz wolałby dostać pieniądze bez konieczności angażowania sądu. Wiadomo też, że jeśli już jednak sprawa trafia do sądu, to znaczy że do porozumienia między stronami nie doszło i ktoś nie chce zapłacić. Również oczywistym jest, że dla wierzyciela lepiej jest mieć w ręku nakaz zapłaty w postępowaniu nakazowym, i może wówczas mediować, niżby mediować przed wytoczeniem powództwa. Z tego wszystkiego można wyciągnąć wniosek, że mediacja przed wytoczeniem powództwa, przynajmniej w sprawie roszczenia wekslowego, jest potrzebna powodowi jak psu piąta noga.

Z drugiej strony przepis nie nakazuje nawet przeprowadzenia próby mediacji, trzeba jednak podać informację, dlaczego do takiej próby nie doszło.

Aby się zbytnio nie rozwlekać, zaproponowałem kilka przykładów, do dostosowania do konkretnej sytuacji:

„Do próby mediacji nie doszło, ponieważ pozwany kategorycznie odmówił zapłaty za weksel z uwagi na brak środków.”

„…ponieważ pozwany unikał kontaktu”.

„…ponieważ pozwany nie przedstawił propozycji mogącej być przedmiotem dalszego rozważenia”.

i tym podobne, dostosowane jak najlepiej do stanu faktycznego.

Dajcie znać, jakie wy stosujecie uniki mediacyjne ;)

Ten artykuł znaleziono w wyszukiwarce google między innymi poprzez poniższe frazy kluczowe:

  • dlaczego nie było mediacji
  • jak napisać wniosek do sądu o podjęcie mediacij
  • jal napisac ze strony podjely probe mediacji
  • mediacia wekslowa
  • podanie o podjęciu mediacji do sądu
  • wezwanie do mediacji wzór

Co oznacza upaństwowienie komorników?

W ostatnich dniach rozprzestrzeniła się plotka, jakoby miłościwie panująca nam partia zastanawiała się nad „upaństwowieniem” komorników. Komornik miałby być urzędnikiem działającym przy sądzie, zarabiającym pewnie kilka tysięcy złotych miesięcznie.

Pretekstem mają być tak zwane „afery komornicze” (właściwiej powinny być nazywane: aferami sądowymi, o czym niżej). Rzeczywistym powodem są zapewne zakusy na opłaty egzekucyjne, które miały by trafiać do kasy państwa.

Obecne zasady działania kancelarii komorniczych istnieją gdzieś od roku 1997. Komornik jest przedsiębiorcą działającym na własny rachunek, utrzymujący się z opłat egzekucyjnych. Ponadto istnieje konkurencja pomiędzy komornikami – przede wszystkim działającymi w ramach tego samego rewiru, a w szczątkowej formie istnieje także konkurencja pomiędzy komornikami z różnych rewirów. Fakt istnienia konkurencji, oraz fakt, że wynagrodzenie komornika zależy od przeprowadzenia skutecznej egzekucji, powoduje, że cały system ma podstawy na oddolny i nieregulowany rozwój w dobrym kierunku. Pomijając patologie wynikające z regulacji państwowej w systemie tym nie ma zasad, które by miały prowadzić do niepożądanych skutków.

Wiara w to, że komornik na etacie państwowym będzie skutecznym windykatorem jest tak samo naiwna, jak wiara na przykład w to, że państwo będzie lepiej umiało zaopatrzyć obywateli w żywność, niżby zrobili to prywatni wytwórcy i dystrybutorzy. Niestety jestem w takim wieku, że jeszcze pamiętam kolejki za cukrem (jak był). Kolejek do komornika nie chce mi się przeżywać. I czuję gęsią skórkę, jak słyszę takie pomysły jak nacjonalizacja komorników, wygłaszane przez następców Hilarego Minca.

A co można zrobić aby było dobrze? Co do zasady obecny system działania komorników jest bardzo dobry. Oto bowiem prywatni przedsiębiorcy na zasadach wolnej konkurencji i na własny rachunek (i na własne ryzyko) wykonują prace społecznie użyteczne na rzecz obywateli oraz na rzecz państwa.

Ewentualne patologie wynikają (jak zwykle:) tylko z działalności samego państwa.

1) Państwo nadmiernie ogranicza liczbę komorników, co zmniejsza konkurencję między nimi

2) Państwo nadmiernie ogranicza konkurencję pomiędzy istniejącymi już komornikami (niepotrzebna rejonizacja komorników, ograniczenie możliwości przyjmowania przez nich spraw spoza swojego rewiru)

i najważniejsze

3) Państwo nie zapewnia kontroli skargowej działań komorników. Skarga na komornika powinna być rozpatrywana w ciągu godzin, maksymalnie dni, a nie wielu miesięcy, kiedy jest już po ptakach.

Więcej komorników, więcej konkurencji między nimi, oraz realna i błyskawiczna kontrola sądowa nad nimi – przy obecnych zasadach działania kancelarii komorniczych to jedyna (a co ważne: jak najbardziej możliwa) droga do posiadania najlepszego systemu egzekucji na świecie.

Jak widać w osiągnięciu tego celu przeszkadza tylko i wyłącznie indolencja państwa i niemożność prawidłowego działania państwowych sądów. Teraz tylko od umiłowanych przywódców zależy, czy pójdziemy ku drodze państwowych komorników, co spowoduje „siadnięcie” egzekucyj, czy też będziemy mogli się pochwalić światową elitą przedsiębiorców-komorników, i to w dodatku wyłącznie z polskim kapitałem.

Ten artykuł znaleziono w wyszukiwarce google między innymi poprzez poniższe frazy kluczowe:

  • nacjonalizacja komorników

Trzy zmiany

W nowym roku wraz z nadejściem Nowego Roku nastąpią trzy zmiany istotne dla wszystkich aktywnych uczestników obrotu wekslowego.

Odsetki – nowa nazwa, nowy sposób obliczania

Po wielu dziesiątkach lat istnienia żegnamy odsetki ustawowe, które zostają zastąpione odsetkami ustawowymi za opóźnienie. Będą one tak samo naliczane w przypadku opóźnienia dłużnika wekslowego w zapłacie weksla. Oprócz zmiany nazwy, zmienia się też sposób wyliczania odsetek. I tak jak dotychczas wysokość odsetek ustawowych określał rozporządzeniem Minister Finansów, tak obecnie ich wysokość będzie bliżej skorelowana z wartościami rynkowymi – będą one wynosić dokładnie 5,5 punktu procentowego ponad stopę referencyjną NBP. Ponieważ na dzień dzisiejszy stopa referencyjna NBP wynosi 1,5%, to odsetki za opóźnienie wynoszą aktualnie 7%.

Zmianę sposobu obliczania odsetek można pochwalić. Stopy nie są już sztucznie kreowane przez Ministra, tylko podążają – przynajmniej w teorii – za trendami rynkowymi. Jednakże niemałe zamieszkanie sprawiła sama zmiana nazwy odsetek, tak jakby nie można było uznać, że są to te same odsetki ustawowe, tylko inaczej wyliczane. Zmiana nazwy pociągnęła za sobą konieczność zmian wielu ustaw, które operowały terminem odsetki ustawowe, a nie odsetki ustawowe za opóźnienie, i tak 1 stycznia 2016 roku będziemy mieli nowelę prawa wekslowego, która w art. 48 oraz w art. 49 wprowadza nowy termin „odsetki ustawowe za opóźnienie” w miejsce dotychczasowego „odsetki ustawowe”. Analogiczne zmiany zostały wprowadzone także w prawie czekowym. Do weksli wystawionych przed 1 stycznia 2016, choćby termin płatności był już po tej dacie, będziemy stosować stare przepisy.

Mediujjj!

Pozew, pod rygorem uznania go za posiadającego braki formalne, będzie musiał zawierać informację, czy strony podjęły próbę mediacji lub innego rodzaju pozasądowej próby rozwiązania sporu. W przypadku braku podjęcia takich prób – należy wyjaśnić powód takiego postępowania. W przypadku dochodzenia roszczenia z weksla brnięcie w mediacje jest często bezcelowe – skoro dłużnik nie chce zapłacić, to wierzycielowi bardziej opłaca się skorzystać z przywilejów postępowania nakazowego, niżby mediować i patrzeć, jak majątek dłużnika ucieka. Na szczęście podejmowanie prób mediacji nie jest konieczne. Z kolei samo przedstawienie weksla do zapłaty niewątpliwie jest próbą pozasądowego rozstrzygnięcia sporu :) Jednakże aby formalnościom stało się zadość, trzeba będzie sporządzić jakieś standardowe uzasadnienie do wykorzystania metodą kopiuj-wklej dlaczego właściwie chcemy zawracać głowę sądowi dochodząc swojego jakże prywatnego roszczenia, zamiast sobie „negocjować”.

Wyższe stawki zastępstwa

Każdemu bowiem, kto ma, będzie dodane, tak że nadmiar mieć będzie. Temu zaś, kto nie ma, zabiorą nawet to, co ma (Mt 25,29). Tak można sparafrazować fakt, że od 1 stycznia 2016 zasądzane stawki za zastępstwo procesowe (czyli w sytuacji, kiedy strona jest reprezentowana przez adwokata lub radcę prawnego) w przypadku wygrania procesu wzrastają dokładnie dwukrotnie. Jeśli sprawa zakończy się tylko nakazem zapłaty, zasądzone będzie 75% tej nowej stawki. Zmiany niby słuszne w środkowych wartościach przedmiotu sporu (bo od wartości przedmiotu sporu, czyli w skrócie – od sumy weksla – zależą stawki za zastępstwo), ale tak samo jak dotychczas nic nie rozwiązują w kwestii wartości skrajnych – na przykład w sprawie o wartości do 500zl zamiast 60zł wygrany dostanie 120zł, na zastępstwo z fizyczną obecnością na rozprawie (rozprawach!) to nie starczy, z kolei w dużych sprawach zamiast 7200zł wygrany dostanie 14400zł, gdzie nadwyżka nie zawsze będzie miała odzwierciedlenie w faktycznie poniesionych kosztach, będąc wówczas de facto zarobkiem wygrywającej sprawę strony.

Jedno jest pewne – dłużnikom jeszcze mniej będzie się opłacać przeciąganie sprawy i prowadzenie jałowego sporu sądowego.

Z okazji zbliżającego się nowego roku życzę wszystkim Czytelnikom wszelkiej pomyślności, szczególnie finansowej ;) oraz jak najmniejszej liczby niespłaconych weksli!
:)

Ten artykuł znaleziono w wyszukiwarce google między innymi poprzez poniższe frazy kluczowe:

  • 2017 roku zmiany wekslowe
  • pis zmiany w prawie wekslowym
  • weksle zmiany prawne
  • zmiany wekslowe 2016 roku

Działanie wierzyciela na własną niekorzyść

Miałem okazję przyjrzeć się problematycznej wierzytelności jednego z przedsiębiorców. Zwykłe roszczenie z tak zwanego kredytu kupieckiego, czyli odroczonej płatności za dostarczone towary. Aż się prosi, aby do tego celu zastosować weksel (parafrazując Kononowicza – „od tego on jest”). Ale już pozostawiając na uboczu pytanie dlaczego wierzyciel nie wybrał lepszego sposobu, czytając warunki ograniczające wierzyciela aż mi ostatnie włosy dęba na głowie stawały ze zdziwienia – jak można się było na coś takiego godzić. Chyba tylko z niewiedzy lub z braku spostrzegawczości.

Oto bowiem dłużnik swoje zamówienia na zakupy na kredyt wystosowywał faksem, tudzież skanem, stosując swój własny formularz zamówienia, ładnie się pod nim podpisując i opieczętowując. Jeśli by jednak ktoś myślał, że takie ładne pismo potem ułatwi odzyskanie zapłaty, to się może czasem zdziwić.

Pośród wielu wyglądających na neutralne zapisów można było znaleźć takie oto dwa „kwiatki”:

niekorzystne 1

niekorzystne 2

Co my tutaj mamy?
Zakaz cesji wierzytelności połączony z właściwością sądową ustanowioną wedle siedziby dłużnika, a nie wierzyciela.

Z powyższych zapisów wychodzą dwie praktyczne konsekwencje dla wierzyciela.

Po pierwsze – wierzytelności tej nie zbędzie przez cesję. A trzeba zauważyć, że cesja może istotnie usprawnić proces odzyskiwania wierzytelności – czy to przez to, że wiele firm windykacyjnych działa po uprzednim dokonaniu na nich cesji wierzytelności, czy choćby przez to, że znajdując dłużnika naszego dłużnika możemy mu sprzedać (dokonać cesji) naszej niezapłaconej wierzytelności otrzymując w zamian zapłatę pomniejszoną jedynie o umówione dyskonto.

Po drugie – ewentualny spór sądowy będziemy musieli prowadzić nie w sądzie w naszym mieście, tylko w sądzie w mieście dłużnika.

Zważywszy na fakt, że kwota wierzytelności była rzeczywiście niewielka, nadto że miasto dłużnika było istotnie daleko od miasta wierzyciela, mogłoby się okazać, że koszty samego fizycznego prowadzenia sprawy sądowej mogły by przekroczyć wartość wierzytelności.

I tak się zastanawiam, dlaczego ten ogon (dłużnik) tak machał psem (wierzycielem)? Może czasem warto zadbać o swój interes wierzycielu? Uwaga – przed! udzieleniem kredytu…

Zgłoszenie wierzytelności wekslowej w postępowaniu upadłościowym – czy potrzebny jest oryginał weksla?

Najciekawszym pytaniem w dzisiejszym dniu bezpłatnych porad wekslowych była niewątpliwie sprawa firm pożyczkowych, lombardowych, które od przyszłego roku będą uraczone przez ustawodawcę nowymi wymaganiami, w tym i takim, że ich działalność będzie musiała przybrać formę spółki z minimum 200 000 zł kapitału. Czy spowoduje to zejście do podziemia prawnego większości małych lombardów, czy też uda się znaleźć jakąś furtkę do dalszej działalności – czas pokaże.

Natomiast zagadnieniem, które się też dzisiaj pojawiło i chciałbym je szerzej poruszyć jest: Czy zgłaszając w postępowaniu upadłościowym wierzytelność z weksla należy dołączyć oryginał weksla, czy wystarczy kopia poświadczona za zgodność z oryginałem przez reprezentującego wierzyciela adwokata lub radcę prawnego.

Zgodnie z art. 239 ustawy Prawo Upadłościowe i Naprawcze, do zgłoszenia dołącza się oryginał lub notarialnie albo przez radcę prawnego lub adwokata poświadczony odpis dokumentu uzasadniającego zgłoszenie.

Wątpliwość pojawia się w kontekście tego, że weksel jest dokumentem szczególnym, i tak aby dochodzić należności w postępowaniu nakazowym należy przedłożyć wyłącznie oryginał weksla – poświadczone odpisy są niewystarczające.

Jednakże przedstawienie oryginału weksla nie jest warunkiem koniecznym do dochodzenia roszczenia z niego – brak oryginału weksla uniemożliwia wyłącznie przeprowadzenie postępowania nakazowego, nie uniemożliwia jednak dochodzenia roszczenia w postępowaniu upominawczym lub na drodze zwykłych rozpraw. Powodem żądania oryginału weksla nie jest zatem sama chęć dochodzenia roszczenia, tylko specjalne przywileje, które otrzymuje wierzyciel w związku z postępowaniem nakazowym, przez co oddanie oryginału weksla sądowi jest motywowane po pierwsze koniecznością dogłębnego zbadania jego prawdziwości, po drugie – uniemożliwieniu puszczenia weksla w obieg podczas gdy wierzyciel będzie już posiadał tytuł wykonawczy (czyli z klauzulą wykonalności).

Zatem w związku z faktem, że oryginał weksla jest niezbędny tylko przy dochodzeniu roszczenia w jednym szczególnym przypadku (postępowanie nakazowe), a w pozostałych przypadkach wystarczą poświadczone odpisy, nie widzę uzasadnienia ku temu, aby przy zgłoszeniu swojej wierzytelności wekslowej w postępowaniu upadłościowym wymagać bezwzględnego dołączenia oryginału weksla. Zgodnie z cytowanym artykułem 239, wystarczy odpowiednio sporządzony i poświadczony odpis. Zgłoszenie wierzytelności w postępowaniu upadłościowym nie daje wierzycielowi przywilejów analogicznych jak w postępowaniu nakazowym, toteż żądanie od niego oryginału weksla nie ma uzasadnienia ani w przepisie, ani w okolicznościach.

Przyznam jednak, że szybkie googlowanie przynosi w wynikach również odmienne stanowiska. Na przykład tutaj pani radca prawny pisze, że do zgłoszenia wierzytelności dołącza się oryginał weksla. Brak tam jest jednak uzasadnienia tego stanowiska.

Powodem uzasadniającym możliwość pozostawienia weksla w rękach jego posiadacza pomimo zgłoszenia wierzytelności jest na przykład chęć puszczenia weksla w obieg, albo dochodzenia roszczenia od innego dłużnika tego weksla.

Jeśli masz na ten temat swoje zdanie, napisz je, proszę, w komentarzach.

Doręczyciel w sprawie cywilnej jest ważniejszy od sędziego

Odpowiednio parafrazując powiedzenie, że „pesymista to optymista dobrze poinformowany” można je zastosować do procedury cywilnej – optymista wierzy, że wyroki wydają sądy. Pesymista wie, że kluczowe słowo ma doręczyciel, a przed doręczycielami drżą nawet sędziowie.

Doręczyciele mają jako swój oręż Rozporządzenie Ministra Sprawiedliwości w sprawie szczegółowego trybu i sposobu doręczania pism sądowych w postępowaniu cywilnym które to rozporządzenie za nic sobie ma wszelkie inne akty prawne, ponieważ na czymkolwiek by sobie powód nie oparł swojego roszczenia, albo na czymkolwiek by nie chciał oprzeć swojej obrony pozwany, rozporządzenie to może obrócić w niebyt ich prawo, na zasadzie „bo tak”.

Doręczycielom w sukurs przychodzą Panienki z Okienka (w skrócie: PzO), czyli (kiedyś) osoby pracujące za ladą w Poczcie Polskiej, a obecnie w Inpoście, czyli w różnego rodzaju sklepach, kwiaciarniach, w najlepszym wypadku w SKOKach. (Nota bene: dwuletni okres panowania doręczycieli Inpostu zdaje się dobiega końca w tym roku. Czy ktoś słyszał o nowym przetargu? Czy znów będzie organizowany w drugiej połowie grudnia?).

To, czy postępowanie cywilne będzie lub nie będzie mogło się szczęśliwie zakończyć, zależy od możliwości skutecznego doręczenia przesyłek sądowych. I jest to fragment sprawy, który może być – z pomocą Ministra Sprawiedliwości, doręczycieli i PzO – manipulowany bez wiedzy sądu i bez instancji odwoławczych.

Z punktu widzenia pozwanego krytycznym momentem jest moment odbioru przesyłki. Idealnie byłoby, gdyby pozwany siedział całe dnie w domu i czekał na doręczyciela. Nawet jak dostanie awizo, od razu będzie mógł pójść odebrać. Zakładając oczywiście, że awizo pierwsze i powtórne będzie uczciwie wypisane i włożone do skrzynki, bo jak nie, to… umarł w butach. Dla sądu list dwukrotnie awizowany (to znaczy taki, na którego kopercie napisano, że jest dwukrotnie awizowany) to list skutecznie doręczony i nie ma zmiłuj. Nakaz zapłaty uprawomacnia się.

Gorzej, jeśli pozwany wyjechał na wakacje. Obywatele w Polsce muszą mieć na względzie, że maksymalny bezpieczny okres wyjazdu to 2 tygodnie. Jeśli wyjeżdżasz na dłużej, licz się z tym, że po powrocie do domu skończysz jako prawomocnie zasądzony dłużnik na dowolną kwotę. Umarł w butach.

Zupełnie przechlapane mają emigrujący za granicę za chlebem. I tak jak każdy inny awizowany list polecony może odebrać inna osoba z domu lub rodziny w okienku pocztowym (inpostowym), tak w przypadku listów z sądu Minister Sprawiedliwości nakazuje doręczać osobiście adresatowi, lub osobie posiadającej pełnomocnictwo pocztowe do odbioru przesyłek (jest jeszcze kilka innych wyjątków, ale zupełnie nieistotnych). Niestety w zdecydowanej większości przypadków nikomu do głowy nie przychodzi, aby przed wyjazdem na emigrację, albo przed wyjazdem na 3-tygodniowe wakacje, myśleć o składaniu komuś upoważnienia do odbioru listów. Aby całej sprawie dodać smaczku dodam, że sam byłem świadkiem na poczcie (jeszcze wówczas Poczcie Polskiej), kiedy PzO odmawiała wydania listu z sądu osobie legitymującej się pełnomocnictwem pocztowym, z uwagi na to, że rzekomo pełnomocnictwo to nie obejmuje listów z sądu. Umarł w butach.

Nie lepiej będzie tym, którzy się czegoś dorobią i zechcą się przeprowadzić. Jeszcze przez całe lata będą przychodziły do nich listy na stary adres. Niewykluczone, że również pozwy. Nowy właściciel starego mieszkania na pewno chętnie da znak, że na odbiór czeka jakieś awizo, niekiedy jednak nie ma takiej możliwości, a jedynym wyjściem jest pójście na pocztę i poinformowanie PzO, że adresat nie mieszka już pod tym adresem, albo nie daj Boże – już nie żyje. Niestety Minister Sprawiedliwości w swej nieprzebranej mądrości, wykluczył takie sytuacje jako możliwe. Rozporządzenie twardo i uparcie stanowi, że przesyłka awizowana może zakończyć swój żywot jedynie na dwa sposoby. Po pierwsze, może być odebrana wyłącznie przez adresata lub przez osobę dysponującą stosownym pełnomocnictwem. Po drugie, może być odesłana do sądu z adnotacją „nie podjęto w terminie”. Minister surowo zakazuje umieszczania jakichkolwiek innych adnotacji (na przykład „nie mieszka”, „nie żyje”), uznając że adnotacje takie może sporządzić jedynie doręczyciel przy próbie doręczenia, a nie PzO już po awizacji listu, z kolei PzO taktowanie się do Rozporządzenia stosują. Jeśli zatem adresat jakimiś okrężnymi sposobami nie dowie się skąd list nadchodzi, no to… umarł w butach. No, może w jednym, bo jeśli adresat będzie miał twarde dowody na to, że rzeczywiście nie mieszkał pod starym adresem, to może po paru miesiącach walki i z komornikiem na karku uda mu się odkręcić sprawę. Pod warunkiem, że jest co odkręcać, bo jeśli roszczenie jest zasadne, to żadnych zarzutów nie ma sensu składać, ale opłat komorniczych, których by nie było w przypadku dobrowolnej spłaty, nikt już nie zwróci, zwłaszcza nie doręczyciel.

Sytuację miał polepszyć dostęp sądów do bazy Pesel i sprawdzanie adresu zameldowania adresata, ale cóż z tego, skoro w bardzo wielu przypadkach pozwane strony nie mieszkają pod adresem zameldowania? I nie można czynić im z tego zarzutu, kodeks cywilny wyraźnie nakazuje adresować pisma pod adres zamieszkania, a nie zameldowania.

Z punktu widzenia powoda krytycznym momentem jest próba doręczenia pisma z sądu. Trzeba jednak przyznać, że tutaj powód, w porównaniu z pozwanym, dostaje fory, choćby z powodu domniemania doręczenia po dwukrotnej awizacji, która to awizacja często odbywa się w okolicznościach, które w rzeczywistości uzasadniały by zwrot listu z uwagi na brak możliwości doręczenia. Jednakże sprytny i obrotny pozwany skutecznie może unikać swojej odpowiedzialności sądowej, utrzymując dobre stosunki z doręczycielem, który będzie zwracał z odpowiednią adnotacją, najlepiej „adresat wyprowadził się 5 lat temu”. Albo: „budynek został zburzony”.

Adnotacje doręczycieli i PzO są przez sąd traktowane jako prawdy objawione, z którymi nie bardzo jest jak polemizować. Mimo że decyzje organów pocztowych mają istotny wpływ na wynik postępowania sądowego, nie przysługuje na nie zażalenie. Stąd z dużą rezerwą podchodzę do plotek, jakoby gdzieś był jakiś przekupny sędzia. Po co? Wystarczy pół litra dla listonosza i albo powód nigdy sprawy nie wygra, albo pozwany przegra, nawet się o sprawie nie dowiadując ;)

Ten artykuł znaleziono w wyszukiwarce google między innymi poprzez poniższe frazy kluczowe:

  • czy sad ma obowiazek wydac mi list polecony

Pusta sankcja

W jednej ze spraw wytoczonej przez indosatariusza pozwany zarzuca, że z remitentem zawierał jakieś umowy pożyczki i że już je pospłacał. Umów pożyczek nie pokazuje.

Sąd nakazuje indosatariuszowi pokazanie tych umów pożyczek pod rygorem skutków z art. 233 par. 2 kpc.

Rygor ten oznacza, że jeśli indosatariusz umów pożyczek nie pokaże, to sąd odmowie tej może nadać znaczenie według własnego przekonania i wszechstronnego rozważenia zebranego materiału dowodowego (czyli po chłopsku – nie pokazałeś? To znaczy, że umowy są!).

Dochodzi zatem do kilku kuriozalnych sytuacji.

Po pierwsze – pozwany powołuje się na zawarte przez siebie umowy, których nie pokazuje, a sąd kieruje żądanie pokazania umów nie do pozwanego, ani nawet nie do remitenta, tylko do indosatariusza.

Po drugie – być może umów tych w ogóle nie ma.

Po trzecie – indosatariusz nie ma tych umów, ponieważ nie jest ich stroną.

Po czwarte – indosatariusz nie ma tych umów, ponieważ zapewne nie istnieją.

I po piąte – z faktu, że umowa nie istnieje, więc nie ma jej indosatariusz, więc jej nie okaże sądowi, sąd w zawoalowany sposób daje do zrozumienia, że zatem on sobie z tego nieokazania taką umowę „wykreuje”. Bo jak inaczej można rozumieć zastosowanie sankcji z tego rygoru, przy założeniu, że nie jest to pusta sankcja?

Sprawa naprawdę szła w jakiś niebezpieczny wyrok. Na szczęście skończyła się w zupełnie inny, choć też paradny sposób. Ale o tym innym razem ;)

„Klepią bez sprawdzania”

Gdy siedziałem w korytarzu kieleckiego sądu podczas przerwy na ostatniej rozprawie zasłyszałem rozmowę jakiegoś fotografa, chyba z Echa Kielce, który do swojej koleżanki po fachu skomentował tę sprawę:

A sądy wydawały nakazy zapłaty, klepały je bez sprawdzania

Cóż, podchodząc do sprawy czysto formalnie sądy na pewno sprawdzały tyle ile kodeks postępowania cywilnego nakazuje – to znaczy czy weksel jest poprawny formalnie, oraz czy nie budzi uzasadnionych wątpliwości. Wątpliwością może być na przykład podejrzenie sfałszowania podpisu, czy przerobienia treści weksla. Wątpliwością natomiast nie jest niewiedza odnośnie sposobu wypełnienia weksla, czy też fakt, czy weksel kaucyjny (jeśli jest to weksel kaucyjny, ponieważ nie każdy weksel jest taki, o czym wielu zapomina) ma swoje uzasadnienie w stosunku podstawowym, który był nim zabezpieczony – takie zarzuty są bowiem zarzutami możliwymi do podniesienia przez zainteresowaną stronę i nie zadaniem sądu jest z urzędu w nie wnikać, pod rygorem uznania traktowania stron procesu nierównie.

Drugim aspektem jest niewiedza – wśród dziennikarzy, ale nawet i wśród sędziów czymże jest weksel, a jest niczym innym jak właśnie „bezwarunkowym przyrzeczeniem zapłaty”. A skoro jedna osoba bezwarunkowo przyrzeka coś zapłacić drugiej osobie, to już z samego faktu istnienia dokumentu z takim zobowiązaniem wynika roszczenie, bez potrzeby podpierania go dodatkowymi dokumentami lub innymi dowodami.

Skoro nie mamy wątpliwości, że mając umowę pożyczki możemy iść do sądu i domagać się nakazu zapłaty, to tym bardziej możemy tego oczekiwać w przypadku posiadania weksla.

A że ktoś podpisał weksel bez sumy? Równie dobrze mógł podpisać umowę pożyczki bez wskazanej kwoty – rażące niedbalstwo możemy spotkać przy czynności każdego rodzaju.

Jak napisać wniosek o zabezpieczenie roszczeń przez komornika – poradnik „zrób to sam”

Dysponując nakazem zapłaty wydanym w postępowaniu nakazowym możemy, od razu jak tylko jako wierzyciel dostaniemy taki nakaz, poprosić komornika o dokonanie zabezpieczenia. Szybsze dokonanie czynności ułatwi nam późniejsze wyegzekwowanie roszczenia – na przykład uniemożliwi „ucieczkę dłużnika z majątkiem”, albo spowoduje, że potrącenia z jego emerytury lub pensji zaczną się wcześniej, to znaczy szybciej dostaniemy całość wyegzekwowanego roszczenia.

W tym celu powinniśmy przede wszystkim wybrać komornika, któremu zlecimy dokonanie czynności. W przypadku dokonywania zajęć takich jak: ruchomości w miejscu zamieszkania dłużnika, emerytura, renta, wynagrodzenie za pracę – będzie to komornik właściwy dla miejsca zamieszkania dłużnika, choć w niektórych przypadkach możemy wybrać innego komornika (wówczas polecam wybrać komornika, do którego sami mamy najbliżej, albo z którym już mieliśmy dobre doświadczenia). W przypadku zabezpieczenia na nieruchomości będzie to komornik właściwy dla położenia nieruchomości.

List (pismo) do komornika składa się z dwóch części – wniosku oraz nakazu zapłaty (bez żadnej klauzuli wykonalności). Nakaz zapłaty mamy już napisany przez sąd :) wniosek musimy napisać samemu.

W nagłówku podajemy swoje dane adresowe i pesel oraz podajemy datę pisma, a następnie podajemy takie same dane dłużnika:

Wrocław, 1 kwietnia 2015r.
Karol Lichwiarski (wierzyciel)
ul. Odsetkowa 286/1
00-000 Wrocław
pesel 11070700071

Dłużniczka:
Anastazja Małorolna
ul. Aluzyjna 33f
00-000 Warszawa
pesel 97050501277

Wskazujemy również wybranego przez nas komornika:

Komornik Jędrzej Śniadecki
ul. Bankowa 9
00-000 Warszawa

Przyjęło się, że każde pismo zawiera tytuł ułatwiający zorientowanie się o co c’man:

Wniosek o wszczęcie postępowania zabezpieczającego

Następnie w skrócie wyjaśniamy komornikowi o co nam chodzi:

Na podstawie tytułu egzekucyjnego – nakazu zapłaty w postępowaniu nakazowym wydanym przez Sąd Rejonowy we Wrocławiu II Wydział Cywilny sygnatura II Nc 1515/15 proszę o wszczęcie postępowania zabezpieczającego w celu zabezpieczenia następujących roszczeń:

Wymieniamy roszczenia, które mamy w nakazie zapłaty:

1) Należności głównej 5000zł
2) Odsetek ustawowych od ww. sumy za okres od 10 grudnia 2013r. do dnia zapłaty
3) Kosztów procesu 30zł

Teraz najważniejsza rzecz – wskazujemy czynności, które nasz biedny komornik powinien wykonać, aby zabezpieczyć roszczenie, na przykład:

Proszę o dokonanie następujących czynności:
1) zajęcie rachunku bankowego, który dłużnik posiada w banku mbank oraz PKO BP
2) zajęcie ruchomości będących we władaniu dłużnika w miejscu jego zamieszkania
3) zajęciu wynagrodzenia za pracę, które dłużnik otrzymuje od pracodawcy RETOX sp. z o.o. KRS 000151515 ul. Słupska 1; 05-794 Koralowo

Ostatnim elementem pisma jest oczywiście nasz podpis. Nie podajemy swojego konta bankowego, ponieważ na tym etapie komornik nie będzie nam przekazywał zabezpieczonych środków.

Co ważne, dokonanie zabezpieczenia przez komornika wiąże się z koniecznością uiszczenia przez nas odpowiednich opłat, zatem po złożeniu odpowiedniego wniosku warto dowiadywać się jakie opłaty naliczył komornik i wpłacić je niezwłocznie. Możemy oczywiście czekać, aż komornik wezwie nas listownie do ich uiszczenia, ale po co czekać? Czas to pieniądz :)

Co najbardziej przeszkadza wierzycielowi w odzyskaniu pieniędzy. Sąd? Komornik…?

Popularne wśród wierzycieli są utyskiwania na organy państwa, z monopolu których wierzyciel jest zobowiązany korzystać przy odzyskiwaniu swoich słusznych roszczeń. Sąd – że się długo czeka (zgoda), komornik – że „nic nie odzyskał”.

Jednakże w mojej ocenie największym problemem wierzyciela jest brak pieniędzy. U dłużnika. Jesteśmy – jako społeczeństwo – po prostu biedni. Dużo ludzi zarabia (mniej lub bardziej oficjalnie) tylko pensję minimalną, na koncie trzymają niewielki tak zwany osad („mało kasy”), meble w domu często nie przedstawiają wartości handlowej, a nawet jeśli dłużnik ma nowy telewizor, to czy będzie chętny na jego zakup? Kto – chcąc sobie kupić używany telewizor lub samochód, zamiast na allegro lub na giełdę, idzie szukać okazji na licytacjach komorniczych? A jak już znajdziemy, to będziemy czekać miesiąc na licytację, aby w końcu się dowiedzieć, że wierzyciel dogadał się z dłużnikiem i z upatrzonej przez nas okazji nic nie będzie.

Nieruchomości? Wydaje się być tu lepiej – choćby dlatego, że przedstawiają większą wartość i są większe szanse na sprzedaż. Wierzyciel kierujący egzekucję do nieruchomości może – przynajmniej na początku – czuć się jakby złapał Boga za nogi. Ale i tutaj dużo licytacji nie sprzedaje się w pierwszym terminie przy rozpoczęciu sprzedaży od 75% wartości – samo to jest podejrzane. Niesprzedanie na drugiej licytacji – za 66% – daje pewność, że problemem jest błędna wycena, przez co 66% wartości oszacowania jest wyższe od wartości rynkowej. Efekt? Para w gwizdek, nieraz kilka lat i grube tysiące poniesione przez wierzyciela.

Udzielając komuś kredytu w dowolnej formie (pożyczka, kredyt kupiecki, przyjęcie weksla) zawsze należy mieć na uwadze, że dłużnik daje tylko obietnicę zapłaty. To, czy będzie mógł ją spełnić, albo czy będziemy mogli ją wyegzekwować zależy od tego, czy odpowiednio dobraliśmy nasz kredyt zaufania wobec niego do jego możliwości.

Często rozmawiam z wierzycielami i widzę jak błędnie mogą oni oceniać zdolność finansową dłużnika. „Ma drogi samochód” – być może, ale w leasingu, „Właściciel dłużnika-spółki prowadzi też inną działalność” – świetnie, ale to nie właściciel jest ci winien, tylko spółka, „zobacz, komornik sprzedaje nieruchomość dłużnika, możemy się dołączyć?” – nie możemy, bo nieruchomość wchodzi w skład wspólnoty majątkowej, a ty nie pytałeś się żony dłużnika czy zgadza się na zobowiązanie męża.

Nawet teraz na allegro ktoś (wbrew zasadom regulaminu zabraniającego tam wystawiania na sprzedaż wierzytelności) próbuje sprzedać wierzytelność z pożyczki i weksla, na nominalną sumę liczoną w setkach tysięcy, za 10%. „Dłużnik ma nieruchomość, po prostu potrzebuję szybko pieniędzy i nie chcę czekać” – nawet jest skan księgi wieczystej. Sprawdzam treść księgi wieczystej na stronie – współwłasność z żoną, podpis na wekslu tylko jeden… „Ale żona zrzekła się tej nieruchomości” – odpowiada wierzyciel – cóż, od wierzyciela pożyczającego 150 000zł wymaga się jednak trochę większej wiedzy i mniejszej naiwności, pod rygorem utraty 150 000zł ;)

Dwa kolejne przykłady – przesłane weksle do windykacji lub zakupu. Pierwszy – przedawniony („ale doradca prawny dał mi opinię, że ten weksel nie jest przedawniony” – cóż, ja mogę sporządzić inną opinię), drugi – z taką datą wystawienia, że właściwie są to dwie daty (a jeśli jedna, to nie wiadomo która) – dlaczego wierzyciel wyrządził sobie taką krzywdę, zgadzając się na otrzymanie takiego weksla – nie rozumiem.

Doświadczenie życiowe pokazuje mi, że są dwa główne powody, dla których wierzyciel zostaje z niczym – brak pieniędzy u dłużnika występujący i będący możliwym do zauważenia w momencie zadłużania się oraz błędy wierzyciela popełnione również na tym początkowym etapie. W sądzie zazwyczaj ten nakaz zapłaty w postępowaniu nakazowym będzie jednak wydany (co właściwie rekompensuje ewentualną perspektywę długiego późniejszego procesu), a komornik jakoś z zabezpieczeniem się upora – jeśli oczywiście będzie na czym się zabezpieczyć.

Największym zagrożeniem dla wierzyciela jest niestety on sam. Dobrą stroną tej sytuacji jest to, że z zagrożeniem tym można sobie poradzić. Ale tylko przed faktem, a nie po fakcie.