Weksel jest papierem cennym. Ustanawia zobowiązanie bezwarunkowe, niezależne od jakiegokolwiek zdarzenia. Ustala dług pieniężny, ściśle określony co do sumy. Zawiera abstrakcyjną obietnicę zapłaty. Obietnicę jednostronną w której wierzyciel ma jedynie prawa, a nie obowiązki. Jest przeważnie papierem obiegowym na zlecenie. Musi zadość czynić pewnym warunkom formalnym, a przede wszystkim zawierać wzmiankę, iż jest wekslem. Zobowiązuje ‘wekslowo’ wszystkie osoby, które się na nim podpiszą.

Doręczyciel w sprawie cywilnej jest ważniejszy od sędziego

Odpowiednio parafrazując powiedzenie, że „pesymista to optymista dobrze poinformowany” można je zastosować do procedury cywilnej – optymista wierzy, że wyroki wydają sądy. Pesymista wie, że kluczowe słowo ma doręczyciel, a przed doręczycielami drżą nawet sędziowie.

Doręczyciele mają jako swój oręż Rozporządzenie Ministra Sprawiedliwości w sprawie szczegółowego trybu i sposobu doręczania pism sądowych w postępowaniu cywilnym które to rozporządzenie za nic sobie ma wszelkie inne akty prawne, ponieważ na czymkolwiek by sobie powód nie oparł swojego roszczenia, albo na czymkolwiek by nie chciał oprzeć swojej obrony pozwany, rozporządzenie to może obrócić w niebyt ich prawo, na zasadzie „bo tak”.

Doręczycielom w sukurs przychodzą Panienki z Okienka (w skrócie: PzO), czyli (kiedyś) osoby pracujące za ladą w Poczcie Polskiej, a obecnie w Inpoście, czyli w różnego rodzaju sklepach, kwiaciarniach, w najlepszym wypadku w SKOKach. (Nota bene: dwuletni okres panowania doręczycieli Inpostu zdaje się dobiega końca w tym roku. Czy ktoś słyszał o nowym przetargu? Czy znów będzie organizowany w drugiej połowie grudnia?).

To, czy postępowanie cywilne będzie lub nie będzie mogło się szczęśliwie zakończyć, zależy od możliwości skutecznego doręczenia przesyłek sądowych. I jest to fragment sprawy, który może być – z pomocą Ministra Sprawiedliwości, doręczycieli i PzO – manipulowany bez wiedzy sądu i bez instancji odwoławczych.

Z punktu widzenia pozwanego krytycznym momentem jest moment odbioru przesyłki. Idealnie byłoby, gdyby pozwany siedział całe dnie w domu i czekał na doręczyciela. Nawet jak dostanie awizo, od razu będzie mógł pójść odebrać. Zakładając oczywiście, że awizo pierwsze i powtórne będzie uczciwie wypisane i włożone do skrzynki, bo jak nie, to… umarł w butach. Dla sądu list dwukrotnie awizowany (to znaczy taki, na którego kopercie napisano, że jest dwukrotnie awizowany) to list skutecznie doręczony i nie ma zmiłuj. Nakaz zapłaty uprawomacnia się.

Gorzej, jeśli pozwany wyjechał na wakacje. Obywatele w Polsce muszą mieć na względzie, że maksymalny bezpieczny okres wyjazdu to 2 tygodnie. Jeśli wyjeżdżasz na dłużej, licz się z tym, że po powrocie do domu skończysz jako prawomocnie zasądzony dłużnik na dowolną kwotę. Umarł w butach.

Zupełnie przechlapane mają emigrujący za granicę za chlebem. I tak jak każdy inny awizowany list polecony może odebrać inna osoba z domu lub rodziny w okienku pocztowym (inpostowym), tak w przypadku listów z sądu Minister Sprawiedliwości nakazuje doręczać osobiście adresatowi, lub osobie posiadającej pełnomocnictwo pocztowe do odbioru przesyłek (jest jeszcze kilka innych wyjątków, ale zupełnie nieistotnych). Niestety w zdecydowanej większości przypadków nikomu do głowy nie przychodzi, aby przed wyjazdem na emigrację, albo przed wyjazdem na 3-tygodniowe wakacje, myśleć o składaniu komuś upoważnienia do odbioru listów. Aby całej sprawie dodać smaczku dodam, że sam byłem świadkiem na poczcie (jeszcze wówczas Poczcie Polskiej), kiedy PzO odmawiała wydania listu z sądu osobie legitymującej się pełnomocnictwem pocztowym, z uwagi na to, że rzekomo pełnomocnictwo to nie obejmuje listów z sądu. Umarł w butach.

Nie lepiej będzie tym, którzy się czegoś dorobią i zechcą się przeprowadzić. Jeszcze przez całe lata będą przychodziły do nich listy na stary adres. Niewykluczone, że również pozwy. Nowy właściciel starego mieszkania na pewno chętnie da znak, że na odbiór czeka jakieś awizo, niekiedy jednak nie ma takiej możliwości, a jedynym wyjściem jest pójście na pocztę i poinformowanie PzO, że adresat nie mieszka już pod tym adresem, albo nie daj Boże – już nie żyje. Niestety Minister Sprawiedliwości w swej nieprzebranej mądrości, wykluczył takie sytuacje jako możliwe. Rozporządzenie twardo i uparcie stanowi, że przesyłka awizowana może zakończyć swój żywot jedynie na dwa sposoby. Po pierwsze, może być odebrana wyłącznie przez adresata lub przez osobę dysponującą stosownym pełnomocnictwem. Po drugie, może być odesłana do sądu z adnotacją „nie podjęto w terminie”. Minister surowo zakazuje umieszczania jakichkolwiek innych adnotacji (na przykład „nie mieszka”, „nie żyje”), uznając że adnotacje takie może sporządzić jedynie doręczyciel przy próbie doręczenia, a nie PzO już po awizacji listu, z kolei PzO taktowanie się do Rozporządzenia stosują. Jeśli zatem adresat jakimiś okrężnymi sposobami nie dowie się skąd list nadchodzi, no to… umarł w butach. No, może w jednym, bo jeśli adresat będzie miał twarde dowody na to, że rzeczywiście nie mieszkał pod starym adresem, to może po paru miesiącach walki i z komornikiem na karku uda mu się odkręcić sprawę. Pod warunkiem, że jest co odkręcać, bo jeśli roszczenie jest zasadne, to żadnych zarzutów nie ma sensu składać, ale opłat komorniczych, których by nie było w przypadku dobrowolnej spłaty, nikt już nie zwróci, zwłaszcza nie doręczyciel.

Sytuację miał polepszyć dostęp sądów do bazy Pesel i sprawdzanie adresu zameldowania adresata, ale cóż z tego, skoro w bardzo wielu przypadkach pozwane strony nie mieszkają pod adresem zameldowania? I nie można czynić im z tego zarzutu, kodeks cywilny wyraźnie nakazuje adresować pisma pod adres zamieszkania, a nie zameldowania.

Z punktu widzenia powoda krytycznym momentem jest próba doręczenia pisma z sądu. Trzeba jednak przyznać, że tutaj powód, w porównaniu z pozwanym, dostaje fory, choćby z powodu domniemania doręczenia po dwukrotnej awizacji, która to awizacja często odbywa się w okolicznościach, które w rzeczywistości uzasadniały by zwrot listu z uwagi na brak możliwości doręczenia. Jednakże sprytny i obrotny pozwany skutecznie może unikać swojej odpowiedzialności sądowej, utrzymując dobre stosunki z doręczycielem, który będzie zwracał z odpowiednią adnotacją, najlepiej „adresat wyprowadził się 5 lat temu”. Albo: „budynek został zburzony”.

Adnotacje doręczycieli i PzO są przez sąd traktowane jako prawdy objawione, z którymi nie bardzo jest jak polemizować. Mimo że decyzje organów pocztowych mają istotny wpływ na wynik postępowania sądowego, nie przysługuje na nie zażalenie. Stąd z dużą rezerwą podchodzę do plotek, jakoby gdzieś był jakiś przekupny sędzia. Po co? Wystarczy pół litra dla listonosza i albo powód nigdy sprawy nie wygra, albo pozwany przegra, nawet się o sprawie nie dowiadując ;)

Ten artykuł znaleziono w wyszukiwarce google między innymi poprzez poniższe frazy kluczowe:

  • czy sad ma obowiazek wydac mi list polecony

Komentarze

  1. PF skomentował:

    Można inaczej. W USA w zasadzie w niektórych stanach jest tak, że pozwy doręcza się do rąk własnych pozwanego. Dla skuteczności doręczenia trzeba tylko przekonać sąd, że doręczenie nastąpiło. W praktyce wygląda to tak, jak w polskich filmach z czasów okupacji. Podchodzi do delikwenta na ulicy dwóch smutnych panów i pytają się – John Down, Yes, wręczenie przesyłki, szybka w uliczkę, a trzeci Pan robi fotkę polaroidem.

    Gdybyśmy to w Polsce wprowadzili, to umarł w butach każdy powód, który nie ma zaplecza biura detektywistycznego. Ciemięga sporu sądowego i egzekucji przy takim sposobie doręczania to betka.

    Nie ma co narzekać, obecny system nie jest doskonały, ale też sądy biorą poprawkę na to jak działa Poczta Polska (InPost) i przywracanie terminów jest na porządku dziennym.

  2. @PF: jeszcze nie słyszałem o sytuacji, aby przywrócony został termin w sytuacji kiedy adres był adresem zamieszkania strony, list był teoretycznie poprawnie awizowany, a strona stwierdzała tylko (bo co innego może), że nie było awizo. Jakiś link? ;)

  3. Czy mogę polinkować do własnych doświadczeń?;)

    Pozwana wyprowadziła się z domu rodzinnego. Nie zmieniła meldunku. Pozwy były kierowane na adres figurujący w bazie PESEL. Sąd przywrócił termin, na podstawie krótkiego uzasadnienia (w zasadzie żadnych materialnych dowodów, tylko twierdzenia i wniosek o przesłuchanie świadków na tą okoliczność).
    Pozwany wyprowadził się z domu na wsi do miasta. Pozwy kierowane były na stary adres. Do wniosku o przywrócenie terminu do wniesienia sprzeciwu załączyłem umowę najmu lokalu w mieście. Sąd przywrócił termin.

    Pamiętam jeszcze jak pracowałem w sądzie i z moich obserwacji wynika, że sądy są bardzo wyczulone na prawo strony do podjęcia obrony. Wszelkie przypadki niejednoznaczne a wynikające z wątpliwości co do skutecznego doręczenia pozwu i możliwości podjęcia obrony przez pozwanego są interpretowane na korzyść pozwanego.

    A poczta z sądami też nie ma lekko, każda reklamacja jest dla poczty znaczną uciążliwością i kosztuje dużo pracy z której nie ma żadnego zysku ani dla poczty ani dla doręczyciela.

    Co pełnomocnictw pocztowych, to faktycznie trzeba zaznaczyć że pełnomocnictwo upoważnia także do odbioru korespondencji z sądów powszechnych.

  4. @PF: A i oczywiście możesz, własne doświadczenia są najcenniejsze ;)

    Pozwana wyprowadziła się z domu rodzinnego. Nie zmieniła meldunku. Pozwy były kierowane na adres figurujący w bazie PESEL. Sąd przywrócił termin, na podstawie krótkiego uzasadnienia (w zasadzie żadnych materialnych dowodów, tylko twierdzenia i wniosek o przesłuchanie świadków na tą okoliczność).

    I słusznie – tak jak pisałem – pozew doręcza się na adres zamieszkania, a nie zameldowania.

    Pozwany wyprowadził się z domu na wsi do miasta. Pozwy kierowane były na stary adres. Do wniosku o przywrócenie terminu do wniesienia sprzeciwu załączyłem umowę najmu lokalu w mieście. Sąd przywrócił termin.

    Idem.

    Tyle że to dwa takie same przypadki, w sumie nie takie niebezpieczne dla strony, skoro umiała wykazać niezamieszkiwanie. Chętnie bym poczytał o sytuacji wykazania, że awiza pierwszego i drugiego nie było. Albo – przypadek obecnie nagminny – brak wyłącznie drugiego awiza. Adres w porządku, tylko doręczenie „nie teges” ;)

  5. Abcdef skomentował:

    Ok, to jako (były już) doręczyciel InPostu, kilka moich uwag.

    1. Przetarg trwa od ładnych kilku miesięcy, i PP SA i InPost niezadowolone z jego warunków – poczcie nie podoba się bardzo krótki termin na wprowadzenie EPO i kary za niedotrzymanie terminu doręczenia, InPostowi – dodatkowe punkty za ilość pracowników na umowie o pracę. Łącznie wpłynęły 3 odwołania od SIWZ do KIO. Szczegóły zabawy: http://www.czdsigb.gov.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=173:zamowienia-publiczne&catid=3:zamowienia-publiczne&Itemid=27

    2. Co do PzO z PP SA, która nie chciała wydać listu pełnomocnikowi pocztowemu, mogę zapytać, kiedy miało to miejsce? Art. 139 § 1[1] k.p.c., pozwalający na odbiór przesyłki kpcowskiej z placówki pocztowej operatora pełnomocnikowi pocztowemu obowiązuje od bardzo niedawna.

    3. W InPost uczula się doręczycieli, żeby – gdy tylko to możliwe – nie zwracali przesyłek sądowych, tylko je awizowali (zwłaszcza zaś nie zwracali ich z powodu „adresat nie mieszka”). W pewien sposób ma to nawet sens – w jaki sposób doręczyciel ma zweryfikować twierdzenie mieszkańca o tym, że adresat się wyprowadził? Gdyby ot tak sobie pisać wszędzie „nie mieszka”, to sprytny pozwany byłby nieuchwytny (wszak pierwsze pismo w sprawie musi być albo doręczone albo zwrócone po dwukrotnym awizowaniu, żeby można było uznać doręczenie za skuteczne, art. 136 § 2 k.p.c. stosuje się tylko do następnych doręczeń).

    4. Z drugim awizo faktycznie InPost ma problem. Po pierwsze, w przeciwieństwie do listów zwykłych nie płaci ani grosza doręczycielom za jego wrzucenie do skrzynki (choć przecież wrzucenie drugiego awizo i wrzucenie listu jest równie czasochłonne). Po drugie, na niektóre rejony doręczyciel chodzi co dwa dni, więc ciężko trafić, żeby drugie awizo doręczył wtedy, kiedy trzeba, a nie dzień-dwa później. Po trzecie, nie chcą tam zrozumieć, ze data zwrotu przesyłki to ósmy dzień od drugiego awiza, a nie szesnasty od pierwszego, więc nikt nie sprawdza, kiedy to drugie awizo faktycznie zostało doręczycielowi wydane, tylko wpisuje się mechanicznie „awizowano powtórnie” ósmego dnia po pierwszym awizo.

  6. @Abcdef – serdecznie dziękuję za komentarz. Na marginesie spytam – czy jako doręczyciel Inpostu musiałeś podpisać weksel in blanco? Chętnie dowiem się o szczegółach :)

    Brak możliwości odbioru listu na pełnomocnictwo miał miejsce dość dawno, jeszcze za czasów sądzenia przez doręczycieli Poczty Polskiej. Mogę założyć, że 2-3 lata temu. Fajnie, że naprawili „błąd”, gorzej że w ogóle trzeba było to naprawiać…

  7. Abcdef skomentował:

    A z wekslem to była dość ciekawa sprawa :)

    Oczywiście, że bym go nie podpisał, jeszcze do końca nie zwariowałem. Tylko, że yyyynteligentna pani z kadr kazała mi zeskanowane dokumenty wysłać… mailem. Wobec czego, podpisałem grzecznie weksel, zeskanowałem im, następnie zaś podarłem na kawałki i wywaliłem do kosza. I niech teraz dochodzą czego chcą, dysponując… skanem weksla, którego oryginał już nie istnieje :)

  8. @Abcdef – ty przebiegły typie! ;)

  9. Robert skomentował:

    No aż tak to nie jest aby każdy powód mógł sobie załatwić u listonosza fikcyjne dwukrotne awizowanie dla pozwanego. Albo nie każdemu przychodzi do głowy tak to załatwić. I dlatego są skorumpowani sędziowie a mający z nimi układy prawnicy powiedzą powodowi aby się nie martwił. Cóż miałby prawnik z przekupienia listonosza… ;-)

    Zresztą, sprawy wygrywają też pozwani ;-)

  10. Robert skomentował:

    P.S. Znaczy się, jeżeli już pozew prawnik wniósł to owszem, przekupienie listonosza i jemu jest na rękę.

  11. Ja miałem bardzo ciekawą sprawę dotyczącą doręczenia. Sąd zamiast zawiadomienia o terminie rozprawy wysyła pismo, które kieruje do innego Sądu o wypożyczenie akt sprawy. Powód (wnioskodawca, ubezpieczony) potwierdza odbiór takiej przesyłki. Następnie odbywa się rozprawa, o której powód oczywiście nie ma pojęcia i Sąd wydaje niekorzystne dla niego orzeczenie. Dopiero Sąd II instancji po apelacji w sprawie o wznowienie postępowania przyznał rację powodowi, stwierdzając, że „zwrotka” automatycznie nie oznacza prawidłowego zawiadomienia, a jednocześnie, że oryginał zawiadomienia zamiast do powoda powędrował do Sądu, do którego wystąpiono o wypożyczenie akt :-)

    Sprawę opisałem tutaj: http://niepoprawneprawo.blog.pl/2015/07/12/niepoprawna-przesylka/

    To tak na marginesie do komentarza PF, że Sądy są wyczulone na zapewnienie możliwości ochrony swoich praw.

  12. j skomentował:

    Potwierdzam wszystkie słowa z artykułu. Największą „zabawę” miałem kilka lat temu z uznaniem przez Sąd Okręgowy za doręczony nakazu zapłaty na 130 tys. zł + koszty, SO odrzucił i sprzeciw i wniosek ewentualny o przywrócenie terminu, gdy w ogóle nie było ani pierwszego ani powtórnego awiza w skrzynce, o sprawie dowiedziałem się przypadkowo z listu pełnomocnika strony przeciwnej informującego rutynowo z sygn. akt o zmianie adesu swojej kancelarii, listonosz szedł w zaparte, a „dokumentem urzędowym” była odpowiedź naczelniczki UP na reklamację sądu. Szczęśliwie w całej sprawie roszczenie było bezpodstawne (powód miał burdel w ksiegowości i odstąpili od powództwa, przegraliby przeciwegzekucyjne, ale kogo stać na zajęcie 200 tys. zł i dopiero szarpanie sięz egzekucją?)
    Ten sam listonoszyk często wycina podobne numery, chyba zamontuję kamerę w skrzynce, jakieś GoPro.

  13. @j – skoro nakaz zapłaty formalnie się uprawomocnił, to powództwo przeciwegzekucyjne z uwagi na „bezpodstawność roszczenia” nie byłoby zasadne (bezpodstawność należało bowiem wykazywać w sprzeciwie, a nie w powództwie przeciwegzekucyjnym); niemniej jednak dobrze, że skończyło się „sprawiedliwie” :)

  14. Paweł skomentował:

    Witaj Lechu niestety powiedziałeś mi smutną rzecz. Nie można udowodnić faktu, że doręczyciel nie dał żadnego awiza. Mam właśnie taką sytuację. Jeden z domowników 24 godziny na dobę w domu, a nie podjęta została próba doręczenia. E-sąd (organizacja przestępcza) wysłał przy użyciu Poczty Polskiej i nie doręczył mi nic. Mam potwierdzenie, że opłacałem cztery razy w tym czasie rachunki na poczcie (mała miejscowość, wszyscy się znają) i nie było przesyłki z sądu dostępnej do odebrania w czasie kiedy niby awiza miałyby być zostawione. Obecnie jestem na etapie odrzuconego wniosku o przywrócenie terminu, a potem jak mi złodzieje ukradną pieniądze z konta to chyba tylko sam muszę się sądzić o odzyskanie pieniędzy z tytułu ścigania przedawnionego i spłaconego długu.

  15. @Paweł – ponownie cię zmartwię, nikogo nie ścigniesz z powodu ściągania „spłaconego i przedawnionego długu”, ponieważ zarzut spłacenia lub przedawnienia powinieneś był podnieść w tych „hipotetycznych” zarzutach do nakazu zapłaty. Brak zarzutów i późniejsze dowodzenie, że dług został spłacony (przed wydaniem nakazu zapłaty) nic nie da.

  16. Paweł skomentował:

    Z początku myślałem, że firma windykacyjna podała fałszywy adres do sądu i dlatego nie dostałem przesyłki. Wysłałem: zażalenie na klauzulę wykonalności, wniosek o przywrócenie terminu, sprzeciw oraz wniosek o odpis nakazu zapłaty w oparciu o podanie przez powoda nieprawidłowego adresu. Okazało się jednak, że to nasza kochana Poczta najprawdopodobniej (teraz to już tylko po czterech latach, jest tak jak mówisz hipotetyczne spekulacje) w ogóle nie podjęła próby doręczenia. Pytam więc, gdy komornik mi zajmie pensję, to będąc pokrzywdzoną stroną, która spłaciła dług za rachunek telefoniczny w 2002, a sprawa w 2011 w EPU, czy mogę i na jakiej podstawie odzyskać moje pieniądze od firmy windykacyjnej?

  17. Tak jak pisalem, jeśli nie udowodnisz, ze nie doszlo do skutecznego doręczenia, to o zadnym pokrzywdzeniu ciebie nie ma mowy, podobnie jak nie ma w takim sciąganiu bezprawnego dzialania wierzyciela.

  18. Paweł skomentował:

    Dziękuję za szybkie odpowiedzi. Teraz będę próbował to udowodnić (pewnie bezskutecznie). Ale niezależnie od tego jutro złożę pozew z powództwa przeciwegzekucyjnego do sądu, to może uchronię pensję. Pozdrawiam i jeszcze raz dziękuję.

  19. Szkoda opląty na powództwo przeciwegzekucyjne, bedzie ono oddalone (nie można w takim powództwie bronić sie splatami sprzed wydania nakazu zaplaty, jak i wykazywać braku doręczenia, bo na to jest inna procedura)

  20. Paweł skomentował:

    W moim przypadku będzie to 5% od kwoty 4000 pln, czyli 200 pln. Jeśli to może ocalić moją wypłatę to myślę, że warto. Sytuacja dotyczy niezapłaconego rachunku za telefon, a mam potwierdzenie z kasy operatora o zapłaceniu tego rachunku oraz wezwanie przez powoda do zapłaty tego rachunku z potwierdzeniem, że jeśli go opłacę to nie będzie już rościł sobie innych kwot. Poza tym jest to przedawnione rok 2002. W powództwie przeciwegzekucyjnym można obalić nakaz zapłaty jak poniżej, postanowienie innego sądu: Jak stwierdził Sąd Apelacyjny w Warszawie w wyroku z dnia 25 października 2001 r. (I ACa 280/01, OSA 2003/6/22) Postępowanie o nadanie klauzuli wykonalności stanowi fragment postępowania egzekucyjnego, a zatem wyłączona jest możliwość podnoszenia przez dłużnika zarzutów merytorycznych. Sąd badając przesłanki dopuszczalności nadania klauzuli wykonalności ogranicza się do ustalenia, czy powołany tytuł odpowiada warunkom formalnym tytułu egzekucyjnego (art. 777 k.p.c.), lub czy zostały spełnione inne przesłanki określone w art. 778 -794 k.p.c. do wydania tytułu wykonawczego określonym podmiotom lub w celu prowadzenia egzekucji np. z danych składników majątkowych. Jeżeli klauzula wykonalności została wydana z naruszeniem przepisów prawa (albo w wypadku odmowy), to stronie służy zażalenie – art. 795 k.p.c. To wskazuje, że z kognicji sądu odwoławczego w postępowaniu zażaleniowym została wyłączona dopuszczalność badania, czy osoba wskazana w niej jako dłużnik jest dłużnikiem w rzeczywistości.

  21. Lech skomentował:

    Coz, zatem 200zl będzie cie kosztować sprawdzenie, ze nie masz racji. Cytowanego orzeczenia widzę ze nie przeczytales ze zrozumieniem :) (wylaczona jest możliwość podnoszenia zarzutów merytorycznych, a takim jest zarzut przedawnienia, lub splacenia przed wydaniem nakazu zaplaty). Ale wiem, ze mi nie wierzysz, wiec z mojej strony eot ;)

  22. Paweł skomentował:

    Wiesz, jak to mówią człowiek wierzy, w to co chce wierzyć. Ja chcę odzyskać moje pieniądze, które w białych rękawiczkach mi ukradną. Twoja pewność i sposób rozumowania są niestety słuszne. Zatem nie będę puki co sprawdzał tego postępowania przeciwegzekucyjnego (pewnie w ogóle jak od innej osoby również to usłyszę) tylko poczekam aż mi odpiszą na moją skargę od uchylenia przywrócenia terminu. Bo cóż mi więcej pozostało.

  23. Paweł skomentował:

    Witam ponownie, dziś dostałem z E-Sądu postanowienie o przywróceniu terminu. Dołączyłem do odwołania zeznania światków i poskutkowało. To chyba jakiś cud bo sam w to nadal nie wierzę. Niestety komornik ponad 2 miesiące temu mi zablokował pieniądze na koncie. Myślę, że będzie dobrze bo dług był spłacony w 2004 roku za usługi telekomunikacyjne i mam potwierdzone opłaty. Poinformuję jak to się zakończy.

Napisz komentarz

*