Weksel jest papierem cennym. Ustanawia zobowiązanie bezwarunkowe, niezależne od jakiegokolwiek zdarzenia. Ustala dług pieniężny, ściśle określony co do sumy. Zawiera abstrakcyjną obietnicę zapłaty. Obietnicę jednostronną w której wierzyciel ma jedynie prawa, a nie obowiązki. Jest przeważnie papierem obiegowym na zlecenie. Musi zadość czynić pewnym warunkom formalnym, a przede wszystkim zawierać wzmiankę, iż jest wekslem. Zobowiązuje ‘wekslowo’ wszystkie osoby, które się na nim podpiszą.

Czy na otrzymany pozew warto składać zarzuty nie mające szans powodzenia? (i czy „zapłaci” to to samo co „zapłacę”?)

Moje rozmowy z osobami, wobec których wysuwane są roszczenia z wystawionych przez nich weksli zazwyczaj zaczyna się od tego, że osoby te przedstawiają swoje argumenty za tym, dlaczego według nich nie powinny za weksel płacić. Ja w tym przypadku wykorzystuję całą swoją wiedzę i doświadczenie do tego, aby wykazać, dlaczego te osoby się mylą. Czasem nawet wydaje mi się, że przesadzam, i wyjaśniam, że taka jest właśnie moja rola – nie taka, aby przytakiwać, tylko aby szukać słabych punktów w argumentacji dłużnika. Po ustaleniu z zainteresowaną osobą, jakie zarzuty mają szansę powodzenia, zazwyczaj dostaję pytanie – czy warto podnosić te wszystkie pozostałe zarzuty, które są wątpliwe. Odpowiadam wówczas, że tak, że im więcej tym lepiej (a nawet jeśli nie lepiej, to na pewno nie gorzej), że nawet jeśli masz ochotę jako zarzut podnieść swoje ustne zeznania, że ten milion spłaciłeś wierzycielowi w reklamówce, to istnieje niezerowe prawdopodobieństwo, że jakiś sąd może ci uwierzyć (i to jest bardzo smutne). Opłaty sądowe związane z zarzutami nie zależą od ich liczby, więc eksperymentowanie nic nie kosztuje. Można także podać wiele orzeczeń sądów, które na zwykły chłopski rozum nie powinny przejść, a jednak się czasem udaje wygrać sprawę absurdalnym zarzutem.

Swego czasu jeden z czytelników bloga został pozwany jako poręczyciel z weksla, który w swej treści w kontekście przyrzeczenia zapłaty brzmiał:

Dnia 12.12.2009 zapłaci za ten weksel bez protestu na zlecenie…

Oprócz całej masy wątpliwych zarzutów ze stosunku podstawowego, które być może miałyby szansę „zaskoczyć”, nasza kancelaria reprezentująca czytelnika podniosła również zarzut braku przyrzeczenia zapłaty. Przyrzeczenie zapłaty powinno bowiem brzmieć „zapłacę”. Słowo „zapłaci” to nie jest przyrzeczenie, tylko tryb przypuszczający, w dodatku sugeruje, że nie jest to weksel własny, tylko weksel trasowany (w wekslu wystawca nie przyrzeka, tylko wskazuje kogoś, kto za weksel miałby zapłacić), a w przypadku braku wskazania osoby trasata (co miało miejsce w tym wekslu), należałoby weksel uznać za nieważny. Dodatkowo sprawę komplikował fakt, że na użytym blankiecie weksla było miejsce na wpisanie trasata, co jeszcze bardziej utrudniało jednoznaczne wykazanie, czy celem wystawcy było wystawienie weksla własnego, czy trasowanego.

Nie wierzyłem w powodzenie tego zarzutu, ponieważ sądziłem, że sąd, zgodnie z dotychczasowym orzecznictwem, dokona wykładni treści weksla i orzeknie, że nie ma sporu odnośnie tego, czy jest to weksel własny, czy trasowany (opierając się na całej treści weksla), a użycie w treści weksla własnego przyrzeczenia zapłaty w formie „zapłaci”, zamiast „zapłacę” będzie uznane tylko za błąd w odmianie tego słowa, który nie wpływa na istotę zobowiązania.

Sąd, czyniąc nam dużą niespodziankę, zgodził się z tym zarzutem i powództwo oddalił. Doszedł do wniosku, że weksel nie zawiera przyrzeczenia zapłaty, a „przyrzeczenie” zamiast „polecenia” zapłaty stanowi jedyne kryterium rozróżnienia weksla własnego od trasowanego. Stąd w przypadku istnienia na wekslu polecenia zapłaty, z jednoczesnym brakiem wskazania osoby trasata, powoduje nieważność weksla. Nadto, odpowiadając na argument powoda, aby dokonać wykładni treści weksla sąd uznał, że nie jest możliwe usunięcie wady weksla polegającej na braku przyrzeczenia zapłaty, i uznaniu, że polecenie zapłaty („zapłaci”) stanowi de facto przyrzeczenie zapłaty, ponieważ w wekslu istnieje już zwrot „zapłaci za ten weksel”. w granicach którego sąd musi operować, a dokonanie wykładni weksla sprzecznej z jego treścią jest niemożliwe.

Skuteczność tego zarzutu była dla mnie takim zaskoczeniem, że wręcz żałowałem, że nie udało się namówić wystawcy, aby wraz z poręczycielem złożył ten sam zarzut, co skutkowałoby oddaleniem powództwa także wobec niego, a nie tylko wobec poręczyciela. Doszliśmy bowiem do pewnego paradoksu, kiedy wobec jednej osoby sąd swoim autorytetem popartym klauzulą wykonalności, nakazuje zapłacić określoną sumę, a wobec drugiej osoby z tego samego roszczenia stwierdza, że źródło roszczenia jest wadliwe :)

Drugą niespodzianką był dla mnie fakt, że powód nie wniósł apelacji, która miałaby niemałą szansę powodzenia.

Czy wyrok uważam za słuszny? Jest nowatorski i kontrowersyjny, ale nie uważam go za błędny. Z jednej strony, dotychczasowe orzecznictwo pozwalało na utrzymanie w mocy weksla, w którym zamiast słowa „zapłacę” zastosowano słowo „zapłaci”, „zapłacisz”, czy nawet słowo „zapłac”, które było nadrukowane na wielu blankietach i nie zostało uzupełnione o odpowiednią końcówkę fleksyjną – i tutaj byłaby duża szansa, że w apelacja byłaby zasadna. Z drugiej strony – precedensów w Polsce nie ma, a patrząc na sprawę bardzo formalnie – „zapłaci” to nie jest „zapłacę”, czyli przyrzeczenia brak. Orzeczenie nie jest zatem pozbawione logiki i nie można mu zarzucić braku oparcia w przepisach.

Comments

  1. „nawet jeśli masz ochotę jako zarzut podnieść swoje ustne zeznania, że ten milion spłaciłeś wierzycielowi w reklamówce, to istnieje niezerowe prawdopodobieństwo, że jakiś sąd może ci uwierzyć”

    Nie no, bez przesady… Co innego, gdy pozwany zorganizuje sobie fikcyjnego świadka (za flaszkę albo bardziej wartościową zachętę), wtedy już powód powinien drżeć i może o taką sytuację Ci chodziło. Jak tak przegrałem sprawę – sąd uwierzył „świadkowi” że pozwany zwrócił 50 tys. zł bez pokwitowania – z rączki do rączki.

  2. Dodajmy, ze powód jest wobec takiej sytuacji zupełnie bezradny, bo co…. ma przekupić „świadka” który zezna że był cały czas z powodem u jego boku przez lata i pozwany ani razu do powoda nie podszedł z pieniędzmi?

    Czytelnicy, macie przykład powyżej, jakie mamy „prawo” które to „prawo” daje sędziom nieograniczoną władze nad nami – nad naszymi majątkami, zdrowiem (psychicznym zwłaszcza), życiem…

  3. @Robert – nie tak samo absurdalną, ale nadal absurdalną sprawę niestety mieliśmy – pierwsza instancja zasądziła klientowi, a druga przyjęła dowody zupełnie „od czapy”, i… nawet nie ma od tego instancji odwoławczej, aby ktoś na takie rozumowanie spojrzał innym okiem, bo to wyrok II instancji – ja to nazywam „sądonawjwyższowanie” – czyli wyrokowanie jak się chce, bo wiadomo, że nie ma odwołania, i zupełnie inaczej niż sąd niższej instancji. Jakby się temu przyjrzeć, to jest nawet uchybienie dwuinstancyjności orzeczeń, bo jest tak, że są możliwe do podjęcia przez sąd decyzje, które nie podlegają żadnemu zaskarżeniu. Kiedyś pewnie o tym napiszę:)

  4. W skrócie to jest tak – jak pierwszy sąd powie, że „A”, to sąd drugi może to jeszcze ocenić. Jak sąd pierwszy powie, że „B”, to tak samo. Czyli decyzja, czy jest A, czy B, jest podejmowana zgodnie przez dwa sądy. Ale jeśli pierwszy sąd mówi „A”, drugi mówi „B” i to „B” jest na wierzchu, to… jest to właściwie jednoinstancyjność w podejmowaniu decyzji. Wówczas szkoda pieniędzy na dwie instancje, zróbmy tak, że wyrok pierwszego sądu od razu jest prawomocny i nie bawmy się w pozory dwuinstancyjności. ALBO: jeśli sąd pierwszy powie A, a sąd drugi uzna, że B, to powinna być jeszcze jedna droga odwoławcza, która potwierdziłaby, że rzeczywiście B.

  5. No wiesz, w I instancji masz jednego sędziwego a w II instancji masz trzech sędziów, czyli teoretycznie są łącznie co najmniej trzy razy mądrzejsi i mniej omylni (chyba wiesz z lektury mojego bloga co ja o tym myślę).

  6. Z moich doświadczeń wynika, że sąd odwoławczy zupełnie inaczej podchodzi do spraw gdzie skarga kasacyjna przysługuje a inaczej do tych gdzie nie…. Co do zarzutów, to warto oczywiście podnosić jak najwięcej, na zasadzie „a może coś chwyci” co oczywiście nie oznacza że warto w sprawach oczywistych gdzie na prawdę nie ma żadnych podstaw do kwestionowania nakazu „wymyślać” zarzuty.

  7. Prawnik z Poloneza says:

    a jest szansa na sygnaturę lub skan uzasadnienia?

  8. Jakiej sprawy?

  9. Prawnik z Poloneza says:

    Tej gdzie chwycił zarzut braku przyrzeczenia zapłaty:)

  10. No dobrze, ale co z tą moją sprawą z komentarza – sąd uwierzył że pozwany oddał 50 tys. zł gdyż prawdopodobnie „świadek” (a nie świadek) pozwanego tak zeznał. A zali to nie bulwersuje Szanownych Komentatorów?

  11. Lechu, żyjesz? Wróciłeś z Pragi cało? Dlaczego nie odpowiedziałeś prawnikowi z Poloneza?

  12. Żyję. Odpowiedziałem, ale na priv. Bulwersuje, ale felernych wyroków jest tak dużo, że człowiek już stwierdził, że szkoda zdrowia, i może rzeczywiście tu tylko jakaś orka pomoże :)

  13. Przygody Dobrego Wojaka Szwejka:

    „Skąd jesteś? Z Pragi? A znam, to przedmieście Warszawy.”

  14. „felernych wyroków jest tak dużo, że człowiek już stwierdził, że szkoda zdrowia, i może rzeczywiście tu tylko jakaś orka pomoże :)”

    Obywatelskie upublicznianie will do.

Speak Your Mind

*