Weksel jest papierem cennym. Ustanawia zobowiązanie bezwarunkowe, niezależne od jakiegokolwiek zdarzenia. Ustala dług pieniężny, ściśle określony co do sumy. Zawiera abstrakcyjną obietnicę zapłaty. Obietnicę jednostronną w której wierzyciel ma jedynie prawa, a nie obowiązki. Jest przeważnie papierem obiegowym na zlecenie. Musi zadość czynić pewnym warunkom formalnym, a przede wszystkim zawierać wzmiankę, iż jest wekslem. Zobowiązuje ‘wekslowo’ wszystkie osoby, które się na nim podpiszą.

Czy można wystawić weksel w Bitcoinie?

Temat Bitcoina jest ostatnio modny. Ci, którzy żałują, że nie kupili go dwa lata temu i nie zarobili dziesiątek razy więcej, twierdzą, że to bańka spekulacyjna. Ci, którzy kupili, uznają go za kryptowalutę z przyszłością. Wszyscy pozostali, w tym i ja, z ciekawością obserwują sytuację rynkową, bez opowiadania się po którejś ze stron :)

Nie wdając się w bezcelowe w tym przypadku dyskusje, czy Bitcoin (lub inne kryptowaluty) to hit, czy kit, warto odpowiedzieć sobie na pytanie, czy można wystawić weksel, którego walutą będzie Bitcoin.

Jednym z ustawowych elementów, które powinien posiadać weksel jest oznaczenie sumy pieniężnej, którą dłużnik ma zapłacić, przy czym do tej pory uznawano, że „suma pieniężna” musi się składać z kwoty oraz waluty.

Czy można zatem wystawić weksel opiewający na walutę 1 Bitcoina?

Jeśli uznamy, że dotychczasowa praktyka i orzecznictwo jest aktualne w czasach internetowych kryptowalut, to odpowiedź brzmi: Jeszcze nie.

Nie, ponieważ wymagane jest, aby w dniu wystawienia weksla opiewał on na walutę, która ma obieg prawny w jakimkolwiek państwie na świecie. A z tego, co wiem, Bitcoin nie jest na razie oficjalnym środkiem płatniczym żadnego państwa.

Jeszcze nie, ponieważ nie można wykluczyć, że w przyszłości któreś z państw wdroży w swoim systemie prawnym oficjalną walutę Bitcoin – obok, albo zamiast swojej dotychczasowej narodowej waluty. Pomysły takie pojawiły się na przykład w Iranie.

TL;DR

Weksel w Bitcoinie będzie można wystawić dopiero wówczas, jeśli dowolne państwo na świecie uzna Bitcoina za swoją oficjalną walutę. Do tego czasu weksle wystawione w tej walucie są bezwzględnie nieważne.

Czy spotkałeś się z podrobionym podpisem na wekslu?

Długopis i kilka linii. Podobno w każdym więzieniu są specjaliści-samoucy umiejący doskonale podrabiać podpisy. Maszyny kaligrafujące dowolny podpis z dowolnie zróżnicowanym naciskiem istnieją już chyba od kilkudziesięciu lat. A w sprawach wekslowych spraw z podrobionym podpisem jak na lekarstwo. Właściwie chciałem napisać, że nie ma w ogóle, ale nie chcę wpaść w zbyt ogólny kwantyfikator.

W kancelarii Remitent nie prowadziliśmy sprawy z weksla, w której podpis byłby oczywiście sfałszowany („oczywiście”, to znaczy aby wystawca szczerze zaprzeczał jego naniesieniu, a nie jedynie nie pamiętał, lub w ten sposób się bronił). Nawet trudno znaleźć taką sprawę wśród współcześnie prowadzonych i gdzieś opisywanych.

Wziąć otrzymany weksel i wpisać sumę niezgodnie z ustaleniami – to się zdarza. Wykraść skądś weksel i go użyć – tak. wyłudzić podpis podstępem lub siekierą – proszę bardzo. Nawet specyficzne sprawy „rodzinne” gdzie mąż podrabia podpis żony (albo na odwrót) – jako poręczyciela lub współwystawcy – nie niosą za sobą dużej dramaturgii, bowiem zwykle odbywa się to za zgodą osoby, której podpis jest fałszowany, i nawet jak po fakcie „strona sfałszowana” chciałaby się uchylić od zapłaty, powołując na ten fakt, to ryzykowałaby sprawę karną wobec współmałżonka. Taktyka procesowa, gdzie obok wielu zarzutów, zgłasza się również zarzut fałszywości podpisu – bardzo częsty przypadek.

Ale sprawa, gdzie posiadacz wziął kartkę papieru i ordynarnie naniósł swoją ręką czyjś podpis – to byłaby wyjątkowa sprawa. Prawie niespotykana.

Składa się na to kilka czynników. Po pierwsze – za weksel wystawca płaci za jego okazaniem. Jeśli zobaczy nie swój podpis, nie zapłaci. Jest to istotna przewaga weksla nad czekiem, gdzie zapłaty za czek dokonywał bank, a nie wystawca, więc istniało bardzo dużo możliwości oszukania banku i wystawcy. Po drugie, podrobienie czyjegoś podpisu na wekslu to ryzyko aż 25-letniej odsiadki. Zagrożenie karą duże, niejako wynikające z „odprysku” – jak wiadomo, nic tak państwa nie razi, jak okradanie jego samego. Dlatego za fałszowanie pieniędzy ustalono tak wysoką karę. A że przy okazji takiej, a nie innej konstrukcji tego przepisu karnego, załapało się pod to jeszcze fałszerstwo weksli… to dobrze, bo może dzięki temu możemy cieszyć się zaufaniem do składanych podpisów na wekslach, i to pomimo faktu, że badania biegłych z zakresu pisma ręcznego to nie jest nauka ścisła i o niejednoznaczność badania nietrudno. Spory na tym tle są jednak tylko marginesem.

Jeśli spotkałeś się z rzeczywistym zarzutem podrobienia podpisu na wekslu, będzie mi miło, jeśli podzielisz się uwagami w komentarzu :)

Weksel survivalowy

Jedną z cech weksla jest względnie duża możliwość ukrywania zamiaru stron przekazujących sobie weksel. To, co najważniejsze (czyli kto, komu, ile i kiedy zapłaci) jest jawne, natomiast motywy wystawienia weksla, w przypadku zgody obu stron, mogą pozostać niejawne dla osób postronnych. Czyni to użycie weksla interesującym dla osób wszelakich zainteresowanych transakcjami „poza systemem”, „obok systemu”, ceniących sobie swoją prywatność, albo tworząc transakcje alternatywne i równoległe dla obecnego głównego nurtu.

Nie dziwi zatem fakt, że o wekslach bywały dyskusje w komentarzach na blogu dotyczącym szeroko pojętego survivalu, prowadzonego przez Krzysztofa Lisa. Survivalowcy są bowiem z definicji nieufni do tego, co między innymi „bankowe” lub „państwowe” ;) Zostałem poproszony o przybliżenie czytelnikom tematyki wekslowej, a wpis taki pojawił się tam dzisiaj.

Wspomniałem o przykładowych sposobach wykorzystania weksla: 1. Weksel jako zapłata w sklepie (również w sytuacjach przymusowych, kiedy nastąpił nieoczekiwany brak możliwości zapłaty w innej formie), 2. Weksel jako zapłata za nieruchomość, 3. Weksel jako zabezpieczenie „cichego wspólnika w spółce”, 4. „Weksel rodzinny”, 5. Weksel zamiast umowy pożyczki. Zapraszam do lektury:)

Konferencja o (nie)świadomości prawnej Polaków

Już w ten poniedziałek w gmachu Sądu Najwyższego zorganizowana będzie konferencja pt. „(Nie)świadomość prawna Polaków. Chciałem iść, niestety nie było już dla mnie miejsc :(.

Temat główny bardzo ciekawy.

Co do tematów samych wystąpień:

– Diagnoza świadomości prawnej Polaków 2016

– Rozłam polityczny a autorytet sądów

– O potrzebie edukacji prawnej i jej wpływie na funkcjonowanie państwa,
gospodarki i życia społecznego

– Projekt edukacji prawnej [czegośtam i kogośtam], jako odpowiedź sędziów na głód wiedzy prawnej

– Debata z udziałem zaproszonych gości

…no… są one, jakby tu rzec, bardzo „bezpłciowe”, co dziwne przy tak ciekawym temacie całej konferencji.

Nie wiem co z tego wyjdzie (może ktoś będzie i opowie:), sam temat zagadnienia świadomości i nieświadomości prawnej i związanych z tym konsekwencji jest wdzięcznym tematem na dyskusje na tematy cywilizacyjne, czy nawet filozoficzne.

Z jednej strony można uznać, że społeczeństwo to zbiór wolnych ludzi. W takim przypadku prawo będzie stanowione głównie przez nich samych, w formie dobrowolnie zawieranych umów pomiędzy różnymi uczestnikami tegoż społeczeństwa (jak wiadomo, umowy są też źródłem prawa).

Rola ustaw państwowych ograniczałaby się wówczas po pierwsze do kodowania co ważniejszych zwyczajów w ustawy (tak jak to było na przykład z prawem wekslowym, które jest odbiciem już wcześniej istniejących niekodowanych prawnie zwyczajów), po drugie do eliminowania tak zwanych sytuacji dylematu więźnia (kiedy to jednostkowe racjonalne decyzje wszystkich uczestników danej czynności prawnej dają w efekcie efekt niekorzystny i niepożądany przez ich samych).

Nieodzownym elementem wolności jest odpowiedzialność. Nie ma wolności bez odpowiedzialności. Wolność w kreowaniu stosunków prawnych powoduje, że niektóre decyzje podejmowane przez ludzi, będą błędne, albo będą przynosiły negatywne konsekwencje. Absolutnie nie można wówczas ograniczać tych konsekwencji, krzywdząc innych uczestników.

Na drugim krańcu mamy uznanie, że społeczeństwo to niewolnicy, niezdolni do podejmowania samodzielnych decyzji. Ponieważ aktualnie niewolnictwo nie ma dobrej prasy, ograniczenie w tym zakresie wprowadza się stopniowo. Zaczyna się niewinnie, na przykład od uznania, że czynność prawna niezgodna z zasadami współżycia społecznego jest nieważna. Któż by przeciwko temu zaprotestował, prawda? ;) Ale to jest klin. Potem idziemy dalej. Zróbmy 5000 klauzul niedozwolonych, które nam się nie podobają. Na przykład „w sprawach nieuregulowanych mają zastosowanie przepisy kodeksu cywilnego” ;) Żyjemy w czasach, kiedy nikt nigdy nie wie, czy umowa, którą zawarł, będzie skuteczna, ponieważ państwo może ją unieważnić w całości lub w części post factum. Przykład? BTE. Przez tyle lat istniał, i był zgodny z konstytucją (co potwierdzały odpowiednie organy!), aż nagle przestał być, choć ani konstytucja, ani przepisy o BTE się nie zmieniły.

Idąc dalej w regulacji w efekcie końcowym dojdziemy do sytuacji, kiedy obywatel będzie miał do wyboru nie tyle możliwość skonstruowania swojej umowy, bacząc oczywiście na klauzule niedozwolone, ale wybór będzie polegał tylko na wyborze treści umów spośród kilku państwowo zatwierdzonych. A potem z tych kilku zrobi się tylko jedna (przecież jak jest kilka umów, to na pewno można wybrać jedną, najlepszą). Powodem, dla którego nie dochodzi do takiego stanu jest tylko to, że wraz z postępem wyzucia społeczeństwa z wolnej woli jest ono podatne na podbój (militarny lub ekonomiczny), co powoduje przyjęcie praw najeźdźców, zwykle lepszych i bardziej prowolnościowych. Jedną z nielicznych zalet wojen jest właśnie to, że zeruje „ustawodawczą sraczkę”, bo na wojnie, i po niej, zwykle nikomu się nie chce kodować prawnie na przykład tego, w co mam ubrać psa, jak chcę z nim wyjść na spacer. Zostają tylko te przepisy, które muszą być.

Odnośnie „edukacji prawniczej” – nie przeceniałbym raczej żadnych form szkolnych przekazywania tej wiedzy. To nic nie da. Są tylko dwie drogi do rozwiązania tego problemu: proste prawo, oraz wolność, czyli odpowiedzialność. Nie ma lepszej formy nauki, jak groźba finansowa. Im więcej zdejmujemy odpowiedzialności, tym gorzej prawnie mamy wyedukowane społeczeństwo, bez względu na to, ile godzin lekcyjnych przeznaczymy na to w szkole.

O wekslu pracowniczym w Parlamencie Europejskim

W ubiegłym miesiącu Parlament Europejski zajmował się petycją pana Krzysztof Bełusa w sprawie zakazu stosowania weksli in blanco w relacjach pomiędzy pracownikiem i pracodawcą. Link do zapisu video znajduje się tutaj. (od 6. minuty).

Treść przemówienia pana Krzysztofa Bełusa jest następująca:

Zwracam się z żądaniem zakazania stosowania zabezpieczeń wekslowych w stosunkach pracy. Opiszę moją historię. W 2008 roku zostałem zatrudniony jako przedstawiciel techniczno-handlowy w zakładzie produkcji okien. Po spisaniu umowy zlecenia na ten okres przekazani mi do podpisania weksel in blanco z klauzulą bez protestu na wypadek, gdybym naraził firmę na jakiekolwiek straty do kwoty 5000 zł. Weksel miał być zwrócony na zakończenie naszej współpracy, jednak na trzy upominające listy adresowane do byłego pracodawcy otrzymałem odpowiedź odmowną.

Byłem świadomy, co podpisuję, i dlatego walczyłem o zwrot weksla. Nie otrzymałem go dobrowolnie i musiałem odzyskać go na drodze sądowej. Właściciel firmy twierdził, że weksel zniszczył przed rozprawą, ale jeśli on tego nie zrobił w rzeczywistości, to taki weksel mógłby wykorzystać w przyszłości, na przykład sprzedając go.

W Polsce Sąd Najwyższy w wyroku z 2011 roku stwierdził, że przepisy i zasady prawa pracy, w szczególności zawarte w dziale V kodeksu pracy, sprzeciwiają się i wykluczają stosowanie weksli gwarancyjnych jako środka dodatkowego zabezpieczenia roszczeń pracodawcy o naprawienie potencjalnych szkód wyrządzonych przez pracownika, co oznacza że takie weksle są nieważne z mocy samego prawa. Sąd ten stwierdził, że ani przepisy, ani zasady prawa pracy nie przewidują stosowania przepisów prawa wekslowego do stosunku pracy.

Przypomnę państwu, że weksel jest papierem wartościowym; pracodawca posiadający prawa do weksla może domagać się od pracownika zapłaty sumy określonej w wekslu lub wpisać wymaganą sumę w wekslu in blanco. W razie braku dobrowolnej zapłaty ze strony pracownika, pracodawca może w sposób stosunkowo łatwy i szybki dochodzić jej na drodze sądowej, a potem egzekucyjnej. W taki sposób pracodawca unika często długotrwałych postępowań przed sądem pracy, a co najważniejsze zostaje zwolniony z konieczności wykazania okoliczności uzasadniających odpowiedzialność pracownika oraz wysokości spowodowanej przez niego szkody.

Możliwe jest również zbycie weksla przez pracodawcę osobie trzeciej. Wówczas nabywca weksla, jeżeli go nabył w dobrej wierze, może dochodzić pełnej kwoty wyrażonej w wekslu, nawet jeśli została przez pracodawcę źle wpisana.

Prawo pracy nie odnosi się wprost do zagadnienia podpisywania przez pracowników weksli oraz zawierania umów wekslowych. Brak jest zapisów wyraźnie dopuszczających bądź wyłączających możliwość stosowania weksli. Brak ograniczeń mógłby wskazywać, że nie ma przeszkód dla pełnego stosowania weksli w celu zabezpieczenia przyszłych roszczeń pracodawcy. W obecnie obowiązującym stanie prawnym pracodawca ma już zagwarantowany szereg możliwości związanych z dochodzeniem od pracownika wyrządzonych przez niego szkód. Powierzając pracownikowi przedmioty wartościowe, czy nawet gotówkę, pracodawca może zadbać o swoje interesy, zawierając z pracownikiem stosowną umowę o odpowiedzialności materialnej. Także kierując pracownika na szkolenie lub studia, pracodawca może się zabezpieczyć, podpisując z pracownikiem umowę regulująca problem ewentualnych rozliczeń po ustaniu stosunku pracy lub w przypadku nieuzasadnionego przerwania kształcenia przez pracownika.

Problem weksli jest duży, ponieważ Inspekcja Pracy nie ma w tym zakresie instrumentów prawych, aby przeciwdziałać takim zjawiskom. Inspektorzy Pracy nie mają prawa zobligować pracodawców do zaprzestania tego rodzaju praktyk, albo stwierdzić nieważność weksla. Ich zdaniem trudna sytuacja na rynku pracy, powoduje że osoby, chcące podjąć pracę, podpisują weksel, ale często nie zdając sobie sprawy z tego, jaką biorą na siebie odpowiedzialność.

Problem żądania od pracowników weksli in blanco jest zjawiskiem masowym. Weksel powoduje, że pracownik staje się niemal niewolnikiem pracodawcy. Niewiadomo kiedy, i w jakich okolicznościach, zostanie wykorzystany, a obrona na drodze sądowej przed wekslem wymaga od pracownika nakładów finansowych i zatrudnienia pełnomocnika procesowego. Zwykle pracowników nie stać na takie wydatki, dlatego z góry są na przegranej pozycji, i z obawy przed tym, że weksel zostanie użyty przeciwko nim, godzą się na naruszanie ich praw pracowniczych i pracują na niekorzystnych warunkach. W związku z powyższym domagam się wprowadzenia przepisów zakazujących stosowania takich praktyk na terenie całej Unii Europejskiej.

Głos zabrała również popierająca petycję europosłanka Julia Pitera:

Na tym rzecz polega, że jest to nielegalne, i legalne zarazem. W wyroku Sądu Najwyższego zostało stwierdzone, że jest to nielegalne, ale wyrok ten nie ma mocy obowiązującego prawa, ponieważ weksel jest wydawany na mocy przepisów cywilnych, egzekwowanie tego weksla odbywa się w sądach gospodarczych. Skarga pracownicza odbywa się w sądzie pracy. W związku z tym Inspekcja Pracy nie ma żadnych instrumentów do kontrolowania tego zjawiska, ani do karania za stosowania tej metody. Ponieważ nie ma zakazu, to ten problem jakby nie istniał; on istnieje jakby samorodnie. Były próby wprowadzenia do kodeksu pracy takiego zakazu, sejm się tym zajmował, ale niestety nie dokończył. I wszyscy w Polsce zdają sobie z tego sprawę, ponieważ jest to zjawisko bardzo szerokie. Ponadto – jest to metoda stosowana wobec ludzi słabo wykształconych, nie posiadających żadnej znajomości prawnej, sytuowanych ekonomicznie bardzo słabo. W związku z tym pan Bełus zdecydował się na złożenie tej petycji, ponieważ był świadomy tej sytuacji. Znacząca większość (cała reszta) tej świadomości nie ma – nie ma ani pieniędzy na adwokata, ani nie zdaje sobie sprawy z tego, że jest to nielegalne. Zatem kończy się to tym, że taki weksel jest egzekwowany drogą komorniczą; są to weksle in blanco, więc pracodawca wpisuje dowolną kwotę, jaka mu się wydaje, że powinna być mu zapłacona, bardzo często są to dochody wielomiesięczne pracownika.
Chciałam postawić wniosek formalny: po pierwsze, aby te dwie petycje pozostawić otwarte, po drugie: aby przekazać informacje na ten temat do komisji employment; następnie: o wysłanie listu do polskiego rządu, a konkretnie do Ministerstwa Pracy o ustosunkowanie się do tego problemu i do poinformowania jakie kroki rząd polski ma zamiar podjąć, by skończyć z tym procederem definitywnie. Chciałam wezwać komisję, by rozważyła zaproponowany w tej kwestii projekt rozporządzenia, dyrektywy, lub przynajmniej zalecenia, ponieważ zjawisko jest dość ciekawe – dotyczy krajów postkomunistycznych, które ciągle borykają się z pozostałościami po poprzednim systemie. I chciałabym, aby Parlament Europejski pomógł krajom postkomunistycznym uwolnić się wreszcie od tych pozostałości po dawnym systemie.

Moje zdanie na ten temat jest następujące:

Od 6 lat tutaj na blogu zwracam uwagę na fakt niewłaściwej praktyki używania weksli kaucyjnych in blanco, i to nie tylko w relacjach pracowniczych, ale i w większości innych stosunków cywilnych. Tej inicjatywy jednak nie popieram, ponieważ jest ona po pierwsze źle przedstawiająca problem, po drugie sugerująca błędne rozwiązania.

Nie ma najmniejszego powodu, aby zwracać uwagę na złe praktyki wekslowe akurat w stosunkach pracy, zapominając o pozostałych relacjach. Trudno o lepszy przykład, jak samego inicjatora petycji, który walcząc o prawa pracowników, podaje za przykład siebie, czyli osobę nie będącą pracownikiem, wykonującą bowiem pracę na podstawie umowy cywilnoprawnej i w związku z tym podpisującą weksel. Jak rozumiem, ten fakt był powodem wystosowania petycji, oczekiwane rozwiązania nijak się jednak mają do problemu, które pan Krzysztof Bełus miał, i być może mieć w przyszłości, uregulowanie bowiem stosunków wekslowych pomiędzy pracodawcą i pracownikami nie wpłynie na stosunki takie pomiędzy zleceniodawcami i zleceniobiorcami.

Po drugie zbyt dużą wagę przykłada się do orzeczenia Sądu Najwyższego z 2011 roku, uznającego taki weksel za „nieważny” – i na tej podstawie sugeruje się generalne rozwiązania prawne, aby wszystkie tego typu weksle uznać za „nieważne”. Tymczasem w orzeczeniu tym doszło do dość szkolnego błędu pomylenia nieważności weksla z nieważnością zobowiązania wekslowego, czy choćby jego sprzeczność z art. 32 prawa wekslowego, i naprawdę nie ma powodu, aby błąd ten powielać w proponowanych rozwiązaniach prawnych.

Po trzecie – skupianie się tylko na pracownikach powoduje powstanie niejako rozumowania a contrario – iż skoro z pracownikami czegoś nie wolno, to wolno z innymi grupami. Podam ciekawy przykład – kodeks wykroczeń karze wierzyciela, który na zabezpieczenie kredytu konsumenckiego przyjmuje weksel nie zawierający klauzuli nie na zlecenie. Przepis słuszny, ale dochodzi o kuriozum, kiedy bank zabezpieczając pożyczkę w kwocie 5000zł przyjmuje weksel z klauzulą nie na zlecenie, natomiast zabezpieczając kredyt tysiąc razy większy, takiej klauzuli już nie dopuszcza, bowiem tak duży kredyt nie jest już kredytem konsumenckim.

Parlament, jak sama nazwa wskazuje (z francuskiego parle) służy do gadania. Przysłuchując się temu gadaniu trudno uznać, aby problem był należycie rozważony, podobnie jak proponowane rozwiązania. Najbardziej rozbawiło mnie podkreślanie, że sprawa dotyczy „weksli własnych in blanco”, zapominając o tym, że w przypadku takiego zakazu natychmiast rozpoczęło by się żądanie wystawiania weksli trasowanych, albo nawet weksli własnych, które jednak nie byłyby in blanco.

W rzeczywistości sprawa jest trywialna do załatwienia jednym artykułem, z korzyścią dla wszystkich, a nie tylko pracowników.

Kto, przyjmując na zabezpieczenie spłaty innego zobowiązania, weksel mający funkcję weksla gwarancyjnego lub kaucyjnego, to znaczy takiego, w którym strony w umowie wekslowej wzruszają bezwarunkowy charakter zobowiązania wekslowego, nie zawierający klauzuli nie na zlecenie, nie wymieniający remitenta oraz nie wymieniający daty wystawienia weksla, podlega karze…

Wzmianka o remitencie i dacie wystawienia ma spowodować, aby prawnicy znów zbyt dosłownie (to znaczy bez pomyślunku, jak to jest w zwyczaju) nie podeszli do tej regulacji i nie zaspokajali się poniższym wekslem:)

Kredyt konsumencki a weksle

Temat działalności firm pożyczkowych jest ostatnio modny, zwłaszcza w kontekście przyszłorocznych zmian w prawie (ustawa o kredycie konsumenckim, ustawa prawo bankowe, ustawa o nadzorze nad rynkiem finansowym), zobowiązujących „instytucje pożyczkowe” (to taki nowy byt prawny) do działania pod ściśle określonymi rygorami – między innymi wyłącznie w formie spółki z kapitałem nie mniejszym niż 200 000 zł. Jak się to ma do „pożyczek na weksel”? Dogłębne opisanie tego zagadnienia to na pewno zadanie na sążnistą opinię prawną, niemniej jednak niech do zaczątku dyskusji na ten temat będzie poniższy felieton autorstwa Błażeja Sarzalskiego.

Wraz ze zmianami ustaw regulujących działalność wielu firm pożyczkowych zajmujących się tzw. chwilówkami, ich działalność stanie się prawdopodobnie nieopłacalna. Pożyczkodawcy prowadzący na niewielką skalę swoje biznesy wskazują, że ustawa faworyzuje dużych graczy rynkowych z obcym kapitałem i odpowiednią skalą biznesu. Chociaż nowe regulacje uderzą we wszystkich to właśnie duzi gracze tak czy siak spiją śmietankę. Małe firmy padną, a duże parabanki sobie poradzą, odbijając sobie limity kosztów pozaosetkowych zwiększeniem ilości klientów, przejętych po małych biurach.

Abstrahując od tego jak oceniamy samą działalność pożyczkową, jak i proponowane zmiany, faktem jest, że przedsiębiorcy szukają alternatyw. Chcą uciec od kredytu konsumenckiego i szukają opcji. Czy opcją jest wykorzystanie weksli?

Przyjrzyjmy się problemowi z bliska. Umową o kredyt konsumencki jest umowa o kredyt w wysokości nie większej niż 255 550 zł albo równowartość tej kwoty w walucie innej niż waluta polska, który kredytodawca w zakresie swojej działalności udziela lub daje przyrzeczenie udzielenia konsumentowi, czyli osobie fizycznej, która nie działa w ramach swojej działalności gospodarczej. Czy więc jeżeli konsument przyjdzie do firmy pożyczkowej i wystawi weksel, który ta firma wykupi zapewniając odpowiednie dyskonto, podpadać będzie pod „umowę o kredyt konsumencki”?

Wszystko pozostaje kwestią tego w jakim rozumieniu w przepisach ustawy o kredycie konsumenckim występuje słowo „kredyt”. Możliwe warianty są dwa: wariant wąski – a więc kredyt w rozumienniu przepisów prawa bankowego, bądź szerokim, który nie ma nic wspólnego z umową kredytową zawartą w prawie bankowym. Sama ustawa podpowiada, że mamy do czynienia z kredytem w rozumieniu szerszym, gdyż wprost do kategorii czynności kredytowych ustawodawca zalicza np. umowę pożyczki, czy odroczenie spełnienia świadczenia pieniężnego za wynagrodzeniem.

To szerokie pojęcie kredytu obejmuje, według znaczeń przypisywanych temu słowu w języku polskim nie tylko więc formę pożyczania pieniędzy, na określony czas, z zastrzeżeniem ich zwrotu wraz z odsetkami, ale także kupno lub sprzedaż towarów bez pieniędzy z odroczonym terminem płatności. Czy więc kupno weksla, papieru wartościowego osoby trzeciej jest kredytem w rozumieniu tej ustawy?

Tego typu kupno z dyskontem niewątpliwie ma funkcję kredytową. Sprzedający dostaje pieniądze, zobowiązuje się wcześniej, choć pod innym tytułem prawnym, że te pieniądze odda. Finansuje swoje potrzeby kreując papier wartościowy. Czy jest to więc udzielenie kredytu? Niewątpliwie w tym najszerszym rozumieniu, rozumieniu ekonomicznym, mamy do czynienia z kredytem. Weksel pozwala przecież uzyskać świadczenie niepieniężne od kontrahenta bez natychmiastowej zapłaty, albo środki pieniężne, które później będą podlegać zwrotowi.

O ile wątpliwości moje budzi sytuacja, w której ktoś jest prawnym posiadaczem weksla osoby trzeciej i chce go zbyć, bądź nawet zbywa swój własny weksel, który wystawił wcześniej, niekoniecznie z zamiarem uzyskania kredytu od konkretnej osoby (np. zbycie weksla który jest wekslem in blanco w zakresie oznaczenia remitenta) to absolutnie nie budzi mojej wątpliwości sytuacja, w której ktoś dokonuje czynności wekslowych z pobudki uzyskania kredytu na konkretnych warunkach od konkretnego pożyczkodawcy – przedsiębiorcy. Taki przypadek to modelowy przykład kredytu konsumenckiego, do którego stosujemy ustawę z całym jej dobrodziejstwem.

Inną sprawą jest kwestia tego, czy w procesie sądowym będzie w stanie wykazać, że weksel został wręczony z takich, a nie innych pobudek… albo kwestia tego czy organy nadzoru finansowego będą widziały w działalności przedsiębiorców trudniących się skupem weksli działalność pożyczkową.

Co ma wspólnego podpisanie weksla z gwałtem?

„Nie mam dowodu na to, ale krzyczano na mnie, abym podpisała weksel” […] „czy mogę bronić się tym, że przy podpisywaniu weksla zastosowano groźby bezprawne?” – ostatnio z takimi propozycjami linii obrony przed podpisanym wekslem spotkałem się w swoich rozmowach kilkukrotnie.

Na ile mogą być skuteczne? Niewątpliwie podpisanie weksla pod wpływem błędu, groźby bezprawnej, podstępu nie rodzi zobowiązania po stronie osoby podpisanej. Nie oznacza to nieważności samego weksla (o różnicy pomiędzy nieważnością zobowiązania wekslowego a nieważnością weksla już pisałem).

Tyle że z tymi groźbami przy podpisaniu weksla jest jak z gwałtem. Jak do niego doszło, to wiesz o tym już najdalej następnego dnia. I już wówczas możesz zacząć środki zaradcze, przede wszystkim po stronie postępowania karnego. Jeśli jednak o gwałcie przypominasz sobie jak gwałciciel po 3 latach postanawia się z tobą rozstać (lub, analogicznie do weksla: jak przychodzi żądanie zapłaty z tego weksla), to wiarygodność twierdzenia, że w momencie podpisywania weksla było coś nie tak – mocno spada.

Czasem po prostu myli się groźby bezprawne, czy wykorzystywanie podstępu, ze zwykłą niewiedzą po stronie dłużnika. Wierzycielowi nic nie można zarzucić, poza tym, że dłużnik nie do końca wiedział co podpisuje. Czy zatem złożenie swojego podpisu pod oświadczeniem, którego się nie rozumie może zwolnić z odpowiedzialności?

Co do zasady nie, zgodnie z zasadą, że nieznajomość prawa nie zwalnia od odpowiedzialności. Jest to bardzo przydatna fikcja, stosowana masowo we wszelkich umowach. I już nie mówimy o wekslu, którego idea działania jest prosta jak budowa cepa – ale każde inne powszechnie obowiązujące wzorce umów. Weźmy na przykład umowy o kredyt bankowy – przeczyta je zapewne kilka procent kredytobiorców, a zrozumie kilka promili (i wcale nie twierdzę, że akurat ja byłbym w tych kilku promilach). A mimo to nikt nie postuluje, aby z tego powodu masowo unieważniać umowy kredytowe.

Czasem jednak można spotkać sprawy wyjątkowe, jak na przykład ta, w której sąd zwolnił z odpowiedzialności wekslowej 18-letnią poręczycielkę, ponieważ „nie wiedziała co czyniła”. Wyrok trochę, pisząc kolokwialnie, głupi, bo skoro normalnie myśląca, zdrowa psychicznie osoba może wywinąć się z tak prostego zobowiązania jak poręczenie weksla, to należałoby oczekiwać, że tak na oko kilkadziesiąt procent umów o kredyty (a zwłaszcza frankowe ;) można by w analogiczny sposób zakwestionować. A o takich sytuacjach nie słyszałem.

Jak to już kiedyś ktoś napisał tu na blogu „polski sąd może zasądzić wszystko” i czasem nawet absurdalne zarzuty się ostaną. Trzeba jednak mieć na uwadze, że najlepszą obroną przed niepożądanymi konsekwencjami jest niedopuszczanie do nich, szanowanie swojego podpisu i nie składanie go pod byle czym bez znajomości zasady działania podejmowanego zobowiązania. Tylko tyle i aż tyle.

Wyższa kultura fałszerstwa – czyli o centralnej bazie orzeczeń sądowych

Przeczytałem dzisiaj w Rzeczpospolitej (w gazecie, dlatego bez „y”) o tym, że ma powstać centralna elektroniczna baza orzeczeń sądowych.

Dlaczego?

Podobno komornicy coraz częściej prowadzą egzekucję na podstawie sfałszowanych tytułów wykonawczych.

Rzeczywiście, przeprowadzenie takiego oszustwa jest dosyć pracochłonne, ale nie niemożliwe, a zyski potencjalnie nieograniczone. Sfałszowanie tytułu wykonawczego do kwestia podrobienia odpowiednich pieczęci i naniesienia zwykłych podpisów. Należy również założyć firmę-słupa, lub osobę-słupa, która będzie udawać wierzyciela. Trzeba również wybrać ofiarę-dłużnika, która jest na tyle bogata, że komornik szybko wyegzekwuje pieniądze, na przykład z konta bankowego. Na koniec trzeba ustalić sposób szybkiej „ewakuacji” środków z konta bankowego (kont bankowych) na które będzie przelewał je komornik „wierzycielowi”. Po takich przygotowaniach jest już z górki – komornik w ciągu kilku dni przelewa wyegzekwowane środki do oszusta i ślad się po nich urywa, zanim ofiara zdąży się zorientować o co chodzi.

Podrabianie weksli przy tym to amatorszczyzna i proszenie się o kłopoty ;) zresztą weksli fałszować się nie opłaca.

Inaczej w sprawie tytułów wykonawczych. Co prawda należy być przygotowanym na dużo pracy wstępnej, ale jak już opanuje się podstawy, to za jednym zamachem można oszukać tysiące dłużników – komorników w Polsce jest chyba coś około 600, do każdego z nich bez wzbudzania podejrzeń można jednocześnie wysłać kilka zajęć, zakładając „tylko”, że znajdziemy 1800 firm, z na których kontach bankowych znajdziemy 100 tysięcy złotych rzutem na taśmę w ciągu tygodnia moglibyśmy wzbogacić się o 180 000 000 zł. A każdy komornik w podskokach wykona zajęcie trzech firm łącznie na 300 000zł, wiedząc że w chwilę zarobi 24 000 zł. Ech, rozmarzyłem się; niech lepiej taka baza orzeczeń już powstanie ;)

(zdarza się, że tytułu wykonawczego „strzegą” takie podpisy: u góry podpis sekretarza „za zgodność odpisu z oryginałem”, u dołu podpis sędziego pod klauzulą wykonalności)
podpisy na tytule

5 lat Remitenta

To już dokładnie 5 lat od pierwszego wpisu na blogu Remitent.pl. Ale ten czas leci ;)

Z drugiej strony – co to jest, w porównaniu do 79 lat, które za dokładnie za 20 dni będzie obchodzić ustawa prawo wekslowe!

Dziękuję wszystkim klientom, czytelnikom, komentatorom, forumowiczom, oraz wszystkim innym uczestnikom obrotu wekslowego ;)

Martwe weksle w służbie nauki

Można znać prawo wekslowe i nie umieć wystawić dobrego weksla, można nie znać prawa wekslowego i poprawnie używać weksli. Tutaj niewątpliwie praktyka jest przed teorią. Można przeczytać cały komentarz, a i tak przed napisaniem weksla będzie się miało wątpliwości, czy rzeczywiście będzie on mógł tak wyglądać, jeśli się wcześniej weksla nie widziało. Prawo wekslowe, jako jedno z nielicznych, nie kreuje praktyki, tylko praktyka wykreowała prawo wekslowe. Weksel nie istnieje dlatego, że powstało prawo wekslowe, tylko prawo wekslowe istnieje dlatego, że *wcześniej* istniał już weksel. Z tego powodu przepisy nie definiują „co to jest weksel” tylko co najwyżej „co powinien zawierać”, zgodnie ze staroencykopedyczną zasadą „koń jaki jest, każdy widzi”.

Na czymże zatem mają ćwiczyć studenci, prawnicy, przedsiębiorcy, hobbyści? Lektura przepisów nie jest dobrym pomysłem, tak samo jak jeżdżenia samochodem nie nauczymy się czytając prawo o ruchu drogowym. Czy mamy ćwiczyć na żywym organizmie swoich spraw lub spraw swoich klientów? Moje doświadczenie dowodzi, że najłatwiej i najciekawiej nauczyć się weksli na przykładach.

Zapraszam zatem na stronę, która składa się wyłącznie ze skanów weksli, wraz z ich krótkim i konkretnym opisem. Na początek wybrane 9 weksli, ale obiecuję że ich ilość będzie tylko większa :) Strona wykonana jest w blogowym standardzie WordPressa, więc polecam zasubskrybowanie, jeśli korzystasz z takiej formy prenumeraty treści.

Zachęcam również do współtworzenia strony przez przesyłanie ciekawych przykładów weksli.

Ps. udanej zabawy sylwestrowej! ;)

wekslepl

Weksel jako droga do wyzwolenia się z XXI-wiecznego niewolnictwa

„Przed wojną płaciło się wekslami, a dzisiaj robi się przelewy” – pisze w komentarzu prawnik-bankowiec. Nie musimy używać weksli, bo mamy przelewy, banki, kredyty. Czy rzeczywiście współczesne instrumenty finansowe wyłączają sens używania weksli?

Niewątpliwie ze strony banków zawsze będzie wychodziła chęć swoim objęciem wszelkiego ruchu finansowego (podobnie jak producenci wody chcieliby, aby konsumenci pili tylko wodę butelkowaną)- pieniądz tylko bezgotówkowy, wszystkie transakcje dokonywane przelewem lub kartą, każda osoba i firma żyjąca dzięki kredytom. Przykładem absurdu tego ostatniego postulatu było wpędzanie kredytobiorców w pętlę jeszcze większego zadłużenia poprzez zaciąganie większego niż wymagany kredyt (na zakup nieruchomości) i lokowanie nadwyżek w inwestycje w fundusze – sytuacja nie tak daleka, ale równie absurdalna, jak brać kredyt, aby zainwestować pozyskane środki na lokacie. Oto przykład idealnego klienta współczesnego banku.

Wracając do początkowego komentarza – czy prawdą jest, że teraz nie płacimy wekslami, bo robimy przelewy? Czy rzeczywiście jest tak, że przedwojenny weksel jest dzisiejszym przelewem? Nie sposób zgodzić się z tym stwierdzeniem, ani na gruncie obecnych, ani na gruncie przedwojennych czasów. Weksel jest narzędziem, dzięki któremu możemy zapłacić, nawet jeśli nie mamy pieniędzy, albo nie chcemy ich używać. Weksel nie jest i nie był substytutem przelewu bankowego.

Jeśli naszym celem jest natychmiastowa zapłata pieniędzmi (czy to posiadanymi przez nas, czy pochodzącymi z kredytu bankowego), obecnie użyjemy przelewu (albo innej formy elektronicznej płatności) lub gotówki, przed wojną użylibyśmy gotówki lub czeku.

Jeśli naszym celem jest zapłata pieniędzmi dopiero w przyszłości, przed wojną wystawilibyśmy weksel, obecnie udzielilibyśmy (zazwyczaj bardzo słabo udokumentowanego pod względem dowodowym) kredytu kupieckiego. W żaden sposób nie sposób się zgodzić, że przelew jest sposobem na odroczenie terminu zapłaty (jest właśnie czymś przeciwnym – natychmiastową zapłatą). Teza z pierwszego zdania niniejszego wpisu została zatem zanegowana.

Zgadzam się, że obecnie wygoda korzystania z banków i udzielanego przez nie kredytu jest bardzo duża. Dochodzi jednak do sytuacji, kiedy firmy wiarygodne finansowo nie wykorzystują swojej wiarygodności wobec kontrahentów-wierzycieli, tylko wobec banku, który udziela im kredytu. A to zawsze kosztuje więcej i jest bardziej ryzykowne. Firma taka staje się de facto niewolnikiem banku, a w skrajnym przypadku, bank może doprowadzić firmę do upadku (na skutek natychmiastowego wypowiedzenia jej kredytów lub nieudzielenia nowych), czy to przez działanie niecelowe (zaostrzenie wymagań odnośnie limitu i zabezpieczeń kredytu z uwagi na kryzys finansowy lub spadki wartości zabezpieczeń), czy to – na skutek przestępczej zmowy – działając na zlecenie konkurencji kredytobiorcy.

Mówi się nawet o XXI-wiecznym niewolnictwie – o zakredytowaniu się ludzi na 30 lat wyłącznie w celu nabycia podstawowego dobra, jakim jest mieszkanie. Wiele firm działa wyłącznie dzięki kredytom bankowym. Z drugiej strony rzesza podmiotów szuka możliwości zainwestowania wolnych środków.

Weksle dają możliwość ominięcia systemu bankowego w procedurze kojarzenia się inwestorów i kredytobiorców. Ocena wiarygodności kredytującego się dłużnika jest przeniesiona od bankowych analityków, do bezpośrednio zainteresowanych kontrahentów, którzy najczęściej już pozostają w relacjach handlowych z dłużnikiem, co powoduje, że ocena wiarygodności jest wyznaczana na bardziej rzeczywistym poziomie, niż wynikającym wyłącznie z suchej analizy bilansów. I wreszcie – co bardzo ważne – wystawca sam weksla decyduje o terminie spłaty swoich zobowiązań, zmiana humorów wierzycieli nie spowoduje zaskoczenia koniecznością natychmiastowej spłaty kredytu.

TL;DR:

1. Kredyt bankowy nie jest jedyną możliwością pozyskiwania środków na działalność firmy.
2. Zamiast (albo oprócz) kredytu bankowego, możesz kredytować się wystawionymi przez siebie wekslami.
3. Zamiast bankowego kredytu hipotecznego, możesz wystawiać weksle zabezpieczone hipoteką – rozszerzy to krąg kontrahentów, którzy będą zainteresowani otrzymaniem takich weksli.
4. Rezygnacja lub ograniczenie kredytów w banku pozwoli ci na samodzielne decydowanie o działalności firmy i zmniejszenie ryzyka zewnętrznego związanego z finansowaniem.