Weksel jest papierem cennym. Ustanawia zobowiązanie bezwarunkowe, niezależne od jakiegokolwiek zdarzenia. Ustala dług pieniężny, ściśle określony co do sumy. Zawiera abstrakcyjną obietnicę zapłaty. Obietnicę jednostronną w której wierzyciel ma jedynie prawa, a nie obowiązki. Jest przeważnie papierem obiegowym na zlecenie. Musi zadość czynić pewnym warunkom formalnym, a przede wszystkim zawierać wzmiankę, iż jest wekslem. Zobowiązuje ‘wekslowo’ wszystkie osoby, które się na nim podpiszą.

Zgłoszenie wierzytelności wekslowej w postępowaniu upadłościowym – czy potrzebny jest oryginał weksla?

Najciekawszym pytaniem w dzisiejszym dniu bezpłatnych porad wekslowych była niewątpliwie sprawa firm pożyczkowych, lombardowych, które od przyszłego roku będą uraczone przez ustawodawcę nowymi wymaganiami, w tym i takim, że ich działalność będzie musiała przybrać formę spółki z minimum 200 000 zł kapitału. Czy spowoduje to zejście do podziemia prawnego większości małych lombardów, czy też uda się znaleźć jakąś furtkę do dalszej działalności – czas pokaże.

Natomiast zagadnieniem, które się też dzisiaj pojawiło i chciałbym je szerzej poruszyć jest: Czy zgłaszając w postępowaniu upadłościowym wierzytelność z weksla należy dołączyć oryginał weksla, czy wystarczy kopia poświadczona za zgodność z oryginałem przez reprezentującego wierzyciela adwokata lub radcę prawnego.

Zgodnie z art. 239 ustawy Prawo Upadłościowe i Naprawcze, do zgłoszenia dołącza się oryginał lub notarialnie albo przez radcę prawnego lub adwokata poświadczony odpis dokumentu uzasadniającego zgłoszenie.

Wątpliwość pojawia się w kontekście tego, że weksel jest dokumentem szczególnym, i tak aby dochodzić należności w postępowaniu nakazowym należy przedłożyć wyłącznie oryginał weksla – poświadczone odpisy są niewystarczające.

Jednakże przedstawienie oryginału weksla nie jest warunkiem koniecznym do dochodzenia roszczenia z niego – brak oryginału weksla uniemożliwia wyłącznie przeprowadzenie postępowania nakazowego, nie uniemożliwia jednak dochodzenia roszczenia w postępowaniu upominawczym lub na drodze zwykłych rozpraw. Powodem żądania oryginału weksla nie jest zatem sama chęć dochodzenia roszczenia, tylko specjalne przywileje, które otrzymuje wierzyciel w związku z postępowaniem nakazowym, przez co oddanie oryginału weksla sądowi jest motywowane po pierwsze koniecznością dogłębnego zbadania jego prawdziwości, po drugie – uniemożliwieniu puszczenia weksla w obieg podczas gdy wierzyciel będzie już posiadał tytuł wykonawczy (czyli z klauzulą wykonalności).

Zatem w związku z faktem, że oryginał weksla jest niezbędny tylko przy dochodzeniu roszczenia w jednym szczególnym przypadku (postępowanie nakazowe), a w pozostałych przypadkach wystarczą poświadczone odpisy, nie widzę uzasadnienia ku temu, aby przy zgłoszeniu swojej wierzytelności wekslowej w postępowaniu upadłościowym wymagać bezwzględnego dołączenia oryginału weksla. Zgodnie z cytowanym artykułem 239, wystarczy odpowiednio sporządzony i poświadczony odpis. Zgłoszenie wierzytelności w postępowaniu upadłościowym nie daje wierzycielowi przywilejów analogicznych jak w postępowaniu nakazowym, toteż żądanie od niego oryginału weksla nie ma uzasadnienia ani w przepisie, ani w okolicznościach.

Przyznam jednak, że szybkie googlowanie przynosi w wynikach również odmienne stanowiska. Na przykład tutaj pani radca prawny pisze, że do zgłoszenia wierzytelności dołącza się oryginał weksla. Brak tam jest jednak uzasadnienia tego stanowiska.

Powodem uzasadniającym możliwość pozostawienia weksla w rękach jego posiadacza pomimo zgłoszenia wierzytelności jest na przykład chęć puszczenia weksla w obieg, albo dochodzenia roszczenia od innego dłużnika tego weksla.

Jeśli masz na ten temat swoje zdanie, napisz je, proszę, w komentarzach.

Doręczyciel w sprawie cywilnej jest ważniejszy od sędziego

Odpowiednio parafrazując powiedzenie, że „pesymista to optymista dobrze poinformowany” można je zastosować do procedury cywilnej – optymista wierzy, że wyroki wydają sądy. Pesymista wie, że kluczowe słowo ma doręczyciel, a przed doręczycielami drżą nawet sędziowie.

Doręczyciele mają jako swój oręż Rozporządzenie Ministra Sprawiedliwości w sprawie szczegółowego trybu i sposobu doręczania pism sądowych w postępowaniu cywilnym które to rozporządzenie za nic sobie ma wszelkie inne akty prawne, ponieważ na czymkolwiek by sobie powód nie oparł swojego roszczenia, albo na czymkolwiek by nie chciał oprzeć swojej obrony pozwany, rozporządzenie to może obrócić w niebyt ich prawo, na zasadzie „bo tak”.

Doręczycielom w sukurs przychodzą Panienki z Okienka (w skrócie: PzO), czyli (kiedyś) osoby pracujące za ladą w Poczcie Polskiej, a obecnie w Inpoście, czyli w różnego rodzaju sklepach, kwiaciarniach, w najlepszym wypadku w SKOKach. (Nota bene: dwuletni okres panowania doręczycieli Inpostu zdaje się dobiega końca w tym roku. Czy ktoś słyszał o nowym przetargu? Czy znów będzie organizowany w drugiej połowie grudnia?).

To, czy postępowanie cywilne będzie lub nie będzie mogło się szczęśliwie zakończyć, zależy od możliwości skutecznego doręczenia przesyłek sądowych. I jest to fragment sprawy, który może być – z pomocą Ministra Sprawiedliwości, doręczycieli i PzO – manipulowany bez wiedzy sądu i bez instancji odwoławczych.

Z punktu widzenia pozwanego krytycznym momentem jest moment odbioru przesyłki. Idealnie byłoby, gdyby pozwany siedział całe dnie w domu i czekał na doręczyciela. Nawet jak dostanie awizo, od razu będzie mógł pójść odebrać. Zakładając oczywiście, że awizo pierwsze i powtórne będzie uczciwie wypisane i włożone do skrzynki, bo jak nie, to… umarł w butach. Dla sądu list dwukrotnie awizowany (to znaczy taki, na którego kopercie napisano, że jest dwukrotnie awizowany) to list skutecznie doręczony i nie ma zmiłuj. Nakaz zapłaty uprawomacnia się.

Gorzej, jeśli pozwany wyjechał na wakacje. Obywatele w Polsce muszą mieć na względzie, że maksymalny bezpieczny okres wyjazdu to 2 tygodnie. Jeśli wyjeżdżasz na dłużej, licz się z tym, że po powrocie do domu skończysz jako prawomocnie zasądzony dłużnik na dowolną kwotę. Umarł w butach.

Zupełnie przechlapane mają emigrujący za granicę za chlebem. I tak jak każdy inny awizowany list polecony może odebrać inna osoba z domu lub rodziny w okienku pocztowym (inpostowym), tak w przypadku listów z sądu Minister Sprawiedliwości nakazuje doręczać osobiście adresatowi, lub osobie posiadającej pełnomocnictwo pocztowe do odbioru przesyłek (jest jeszcze kilka innych wyjątków, ale zupełnie nieistotnych). Niestety w zdecydowanej większości przypadków nikomu do głowy nie przychodzi, aby przed wyjazdem na emigrację, albo przed wyjazdem na 3-tygodniowe wakacje, myśleć o składaniu komuś upoważnienia do odbioru listów. Aby całej sprawie dodać smaczku dodam, że sam byłem świadkiem na poczcie (jeszcze wówczas Poczcie Polskiej), kiedy PzO odmawiała wydania listu z sądu osobie legitymującej się pełnomocnictwem pocztowym, z uwagi na to, że rzekomo pełnomocnictwo to nie obejmuje listów z sądu. Umarł w butach.

Nie lepiej będzie tym, którzy się czegoś dorobią i zechcą się przeprowadzić. Jeszcze przez całe lata będą przychodziły do nich listy na stary adres. Niewykluczone, że również pozwy. Nowy właściciel starego mieszkania na pewno chętnie da znak, że na odbiór czeka jakieś awizo, niekiedy jednak nie ma takiej możliwości, a jedynym wyjściem jest pójście na pocztę i poinformowanie PzO, że adresat nie mieszka już pod tym adresem, albo nie daj Boże – już nie żyje. Niestety Minister Sprawiedliwości w swej nieprzebranej mądrości, wykluczył takie sytuacje jako możliwe. Rozporządzenie twardo i uparcie stanowi, że przesyłka awizowana może zakończyć swój żywot jedynie na dwa sposoby. Po pierwsze, może być odebrana wyłącznie przez adresata lub przez osobę dysponującą stosownym pełnomocnictwem. Po drugie, może być odesłana do sądu z adnotacją „nie podjęto w terminie”. Minister surowo zakazuje umieszczania jakichkolwiek innych adnotacji (na przykład „nie mieszka”, „nie żyje”), uznając że adnotacje takie może sporządzić jedynie doręczyciel przy próbie doręczenia, a nie PzO już po awizacji listu, z kolei PzO taktowanie się do Rozporządzenia stosują. Jeśli zatem adresat jakimiś okrężnymi sposobami nie dowie się skąd list nadchodzi, no to… umarł w butach. No, może w jednym, bo jeśli adresat będzie miał twarde dowody na to, że rzeczywiście nie mieszkał pod starym adresem, to może po paru miesiącach walki i z komornikiem na karku uda mu się odkręcić sprawę. Pod warunkiem, że jest co odkręcać, bo jeśli roszczenie jest zasadne, to żadnych zarzutów nie ma sensu składać, ale opłat komorniczych, których by nie było w przypadku dobrowolnej spłaty, nikt już nie zwróci, zwłaszcza nie doręczyciel.

Sytuację miał polepszyć dostęp sądów do bazy Pesel i sprawdzanie adresu zameldowania adresata, ale cóż z tego, skoro w bardzo wielu przypadkach pozwane strony nie mieszkają pod adresem zameldowania? I nie można czynić im z tego zarzutu, kodeks cywilny wyraźnie nakazuje adresować pisma pod adres zamieszkania, a nie zameldowania.

Z punktu widzenia powoda krytycznym momentem jest próba doręczenia pisma z sądu. Trzeba jednak przyznać, że tutaj powód, w porównaniu z pozwanym, dostaje fory, choćby z powodu domniemania doręczenia po dwukrotnej awizacji, która to awizacja często odbywa się w okolicznościach, które w rzeczywistości uzasadniały by zwrot listu z uwagi na brak możliwości doręczenia. Jednakże sprytny i obrotny pozwany skutecznie może unikać swojej odpowiedzialności sądowej, utrzymując dobre stosunki z doręczycielem, który będzie zwracał z odpowiednią adnotacją, najlepiej „adresat wyprowadził się 5 lat temu”. Albo: „budynek został zburzony”.

Adnotacje doręczycieli i PzO są przez sąd traktowane jako prawdy objawione, z którymi nie bardzo jest jak polemizować. Mimo że decyzje organów pocztowych mają istotny wpływ na wynik postępowania sądowego, nie przysługuje na nie zażalenie. Stąd z dużą rezerwą podchodzę do plotek, jakoby gdzieś był jakiś przekupny sędzia. Po co? Wystarczy pół litra dla listonosza i albo powód nigdy sprawy nie wygra, albo pozwany przegra, nawet się o sprawie nie dowiadując ;)

Pusta sankcja

W jednej ze spraw wytoczonej przez indosatariusza pozwany zarzuca, że z remitentem zawierał jakieś umowy pożyczki i że już je pospłacał. Umów pożyczek nie pokazuje.

Sąd nakazuje indosatariuszowi pokazanie tych umów pożyczek pod rygorem skutków z art. 233 par. 2 kpc.

Rygor ten oznacza, że jeśli indosatariusz umów pożyczek nie pokaże, to sąd odmowie tej może nadać znaczenie według własnego przekonania i wszechstronnego rozważenia zebranego materiału dowodowego (czyli po chłopsku – nie pokazałeś? To znaczy, że umowy są!).

Dochodzi zatem do kilku kuriozalnych sytuacji.

Po pierwsze – pozwany powołuje się na zawarte przez siebie umowy, których nie pokazuje, a sąd kieruje żądanie pokazania umów nie do pozwanego, ani nawet nie do remitenta, tylko do indosatariusza.

Po drugie – być może umów tych w ogóle nie ma.

Po trzecie – indosatariusz nie ma tych umów, ponieważ nie jest ich stroną.

Po czwarte – indosatariusz nie ma tych umów, ponieważ zapewne nie istnieją.

I po piąte – z faktu, że umowa nie istnieje, więc nie ma jej indosatariusz, więc jej nie okaże sądowi, sąd w zawoalowany sposób daje do zrozumienia, że zatem on sobie z tego nieokazania taką umowę „wykreuje”. Bo jak inaczej można rozumieć zastosowanie sankcji z tego rygoru, przy założeniu, że nie jest to pusta sankcja?

Sprawa naprawdę szła w jakiś niebezpieczny wyrok. Na szczęście skończyła się w zupełnie inny, choć też paradny sposób. Ale o tym innym razem ;)

„Klepią bez sprawdzania”

Gdy siedziałem w korytarzu kieleckiego sądu podczas przerwy na ostatniej rozprawie zasłyszałem rozmowę jakiegoś fotografa, chyba z Echa Kielce, który do swojej koleżanki po fachu skomentował tę sprawę:

A sądy wydawały nakazy zapłaty, klepały je bez sprawdzania

Cóż, podchodząc do sprawy czysto formalnie sądy na pewno sprawdzały tyle ile kodeks postępowania cywilnego nakazuje – to znaczy czy weksel jest poprawny formalnie, oraz czy nie budzi uzasadnionych wątpliwości. Wątpliwością może być na przykład podejrzenie sfałszowania podpisu, czy przerobienia treści weksla. Wątpliwością natomiast nie jest niewiedza odnośnie sposobu wypełnienia weksla, czy też fakt, czy weksel kaucyjny (jeśli jest to weksel kaucyjny, ponieważ nie każdy weksel jest taki, o czym wielu zapomina) ma swoje uzasadnienie w stosunku podstawowym, który był nim zabezpieczony – takie zarzuty są bowiem zarzutami możliwymi do podniesienia przez zainteresowaną stronę i nie zadaniem sądu jest z urzędu w nie wnikać, pod rygorem uznania traktowania stron procesu nierównie.

Drugim aspektem jest niewiedza – wśród dziennikarzy, ale nawet i wśród sędziów czymże jest weksel, a jest niczym innym jak właśnie „bezwarunkowym przyrzeczeniem zapłaty”. A skoro jedna osoba bezwarunkowo przyrzeka coś zapłacić drugiej osobie, to już z samego faktu istnienia dokumentu z takim zobowiązaniem wynika roszczenie, bez potrzeby podpierania go dodatkowymi dokumentami lub innymi dowodami.

Skoro nie mamy wątpliwości, że mając umowę pożyczki możemy iść do sądu i domagać się nakazu zapłaty, to tym bardziej możemy tego oczekiwać w przypadku posiadania weksla.

A że ktoś podpisał weksel bez sumy? Równie dobrze mógł podpisać umowę pożyczki bez wskazanej kwoty – rażące niedbalstwo możemy spotkać przy czynności każdego rodzaju.

Jak napisać wniosek o zabezpieczenie roszczeń przez komornika – poradnik „zrób to sam”

Dysponując nakazem zapłaty wydanym w postępowaniu nakazowym możemy, od razu jak tylko jako wierzyciel dostaniemy taki nakaz, poprosić komornika o dokonanie zabezpieczenia. Szybsze dokonanie czynności ułatwi nam późniejsze wyegzekwowanie roszczenia – na przykład uniemożliwi „ucieczkę dłużnika z majątkiem”, albo spowoduje, że potrącenia z jego emerytury lub pensji zaczną się wcześniej, to znaczy szybciej dostaniemy całość wyegzekwowanego roszczenia.

W tym celu powinniśmy przede wszystkim wybrać komornika, któremu zlecimy dokonanie czynności. W przypadku dokonywania zajęć takich jak: ruchomości w miejscu zamieszkania dłużnika, emerytura, renta, wynagrodzenie za pracę – będzie to komornik właściwy dla miejsca zamieszkania dłużnika, choć w niektórych przypadkach możemy wybrać innego komornika (wówczas polecam wybrać komornika, do którego sami mamy najbliżej, albo z którym już mieliśmy dobre doświadczenia). W przypadku zabezpieczenia na nieruchomości będzie to komornik właściwy dla położenia nieruchomości.

List (pismo) do komornika składa się z dwóch części – wniosku oraz nakazu zapłaty (bez żadnej klauzuli wykonalności). Nakaz zapłaty mamy już napisany przez sąd :) wniosek musimy napisać samemu.

W nagłówku podajemy swoje dane adresowe i pesel oraz podajemy datę pisma, a następnie podajemy takie same dane dłużnika:

Wrocław, 1 kwietnia 2015r.
Karol Lichwiarski (wierzyciel)
ul. Odsetkowa 286/1
00-000 Wrocław
pesel 11070700071

Dłużniczka:
Anastazja Małorolna
ul. Aluzyjna 33f
00-000 Warszawa
pesel 97050501277

Wskazujemy również wybranego przez nas komornika:

Komornik Jędrzej Śniadecki
ul. Bankowa 9
00-000 Warszawa

Przyjęło się, że każde pismo zawiera tytuł ułatwiający zorientowanie się o co c’man:

Wniosek o wszczęcie postępowania zabezpieczającego

Następnie w skrócie wyjaśniamy komornikowi o co nam chodzi:

Na podstawie tytułu egzekucyjnego – nakazu zapłaty w postępowaniu nakazowym wydanym przez Sąd Rejonowy we Wrocławiu II Wydział Cywilny sygnatura II Nc 1515/15 proszę o wszczęcie postępowania zabezpieczającego w celu zabezpieczenia następujących roszczeń:

Wymieniamy roszczenia, które mamy w nakazie zapłaty:

1) Należności głównej 5000zł
2) Odsetek ustawowych od ww. sumy za okres od 10 grudnia 2013r. do dnia zapłaty
3) Kosztów procesu 30zł

Teraz najważniejsza rzecz – wskazujemy czynności, które nasz biedny komornik powinien wykonać, aby zabezpieczyć roszczenie, na przykład:

Proszę o dokonanie następujących czynności:
1) zajęcie rachunku bankowego, który dłużnik posiada w banku mbank oraz PKO BP
2) zajęcie ruchomości będących we władaniu dłużnika w miejscu jego zamieszkania
3) zajęciu wynagrodzenia za pracę, które dłużnik otrzymuje od pracodawcy RETOX sp. z o.o. KRS 000151515 ul. Słupska 1; 05-794 Koralowo

Ostatnim elementem pisma jest oczywiście nasz podpis. Nie podajemy swojego konta bankowego, ponieważ na tym etapie komornik nie będzie nam przekazywał zabezpieczonych środków.

Co ważne, dokonanie zabezpieczenia przez komornika wiąże się z koniecznością uiszczenia przez nas odpowiednich opłat, zatem po złożeniu odpowiedniego wniosku warto dowiadywać się jakie opłaty naliczył komornik i wpłacić je niezwłocznie. Możemy oczywiście czekać, aż komornik wezwie nas listownie do ich uiszczenia, ale po co czekać? Czas to pieniądz :)

Co najbardziej przeszkadza wierzycielowi w odzyskaniu pieniędzy. Sąd? Komornik…?

Popularne wśród wierzycieli są utyskiwania na organy państwa, z monopolu których wierzyciel jest zobowiązany korzystać przy odzyskiwaniu swoich słusznych roszczeń. Sąd – że się długo czeka (zgoda), komornik – że „nic nie odzyskał”.

Jednakże w mojej ocenie największym problemem wierzyciela jest brak pieniędzy. U dłużnika. Jesteśmy – jako społeczeństwo – po prostu biedni. Dużo ludzi zarabia (mniej lub bardziej oficjalnie) tylko pensję minimalną, na koncie trzymają niewielki tak zwany osad („mało kasy”), meble w domu często nie przedstawiają wartości handlowej, a nawet jeśli dłużnik ma nowy telewizor, to czy będzie chętny na jego zakup? Kto – chcąc sobie kupić używany telewizor lub samochód, zamiast na allegro lub na giełdę, idzie szukać okazji na licytacjach komorniczych? A jak już znajdziemy, to będziemy czekać miesiąc na licytację, aby w końcu się dowiedzieć, że wierzyciel dogadał się z dłużnikiem i z upatrzonej przez nas okazji nic nie będzie.

Nieruchomości? Wydaje się być tu lepiej – choćby dlatego, że przedstawiają większą wartość i są większe szanse na sprzedaż. Wierzyciel kierujący egzekucję do nieruchomości może – przynajmniej na początku – czuć się jakby złapał Boga za nogi. Ale i tutaj dużo licytacji nie sprzedaje się w pierwszym terminie przy rozpoczęciu sprzedaży od 75% wartości – samo to jest podejrzane. Niesprzedanie na drugiej licytacji – za 66% – daje pewność, że problemem jest błędna wycena, przez co 66% wartości oszacowania jest wyższe od wartości rynkowej. Efekt? Para w gwizdek, nieraz kilka lat i grube tysiące poniesione przez wierzyciela.

Udzielając komuś kredytu w dowolnej formie (pożyczka, kredyt kupiecki, przyjęcie weksla) zawsze należy mieć na uwadze, że dłużnik daje tylko obietnicę zapłaty. To, czy będzie mógł ją spełnić, albo czy będziemy mogli ją wyegzekwować zależy od tego, czy odpowiednio dobraliśmy nasz kredyt zaufania wobec niego do jego możliwości.

Często rozmawiam z wierzycielami i widzę jak błędnie mogą oni oceniać zdolność finansową dłużnika. „Ma drogi samochód” – być może, ale w leasingu, „Właściciel dłużnika-spółki prowadzi też inną działalność” – świetnie, ale to nie właściciel jest ci winien, tylko spółka, „zobacz, komornik sprzedaje nieruchomość dłużnika, możemy się dołączyć?” – nie możemy, bo nieruchomość wchodzi w skład wspólnoty majątkowej, a ty nie pytałeś się żony dłużnika czy zgadza się na zobowiązanie męża.

Nawet teraz na allegro ktoś (wbrew zasadom regulaminu zabraniającego tam wystawiania na sprzedaż wierzytelności) próbuje sprzedać wierzytelność z pożyczki i weksla, na nominalną sumę liczoną w setkach tysięcy, za 10%. „Dłużnik ma nieruchomość, po prostu potrzebuję szybko pieniędzy i nie chcę czekać” – nawet jest skan księgi wieczystej. Sprawdzam treść księgi wieczystej na stronie – współwłasność z żoną, podpis na wekslu tylko jeden… „Ale żona zrzekła się tej nieruchomości” – odpowiada wierzyciel – cóż, od wierzyciela pożyczającego 150 000zł wymaga się jednak trochę większej wiedzy i mniejszej naiwności, pod rygorem utraty 150 000zł ;)

Dwa kolejne przykłady – przesłane weksle do windykacji lub zakupu. Pierwszy – przedawniony („ale doradca prawny dał mi opinię, że ten weksel nie jest przedawniony” – cóż, ja mogę sporządzić inną opinię), drugi – z taką datą wystawienia, że właściwie są to dwie daty (a jeśli jedna, to nie wiadomo która) – dlaczego wierzyciel wyrządził sobie taką krzywdę, zgadzając się na otrzymanie takiego weksla – nie rozumiem.

Doświadczenie życiowe pokazuje mi, że są dwa główne powody, dla których wierzyciel zostaje z niczym – brak pieniędzy u dłużnika występujący i będący możliwym do zauważenia w momencie zadłużania się oraz błędy wierzyciela popełnione również na tym początkowym etapie. W sądzie zazwyczaj ten nakaz zapłaty w postępowaniu nakazowym będzie jednak wydany (co właściwie rekompensuje ewentualną perspektywę długiego późniejszego procesu), a komornik jakoś z zabezpieczeniem się upora – jeśli oczywiście będzie na czym się zabezpieczyć.

Największym zagrożeniem dla wierzyciela jest niestety on sam. Dobrą stroną tej sytuacji jest to, że z zagrożeniem tym można sobie poradzić. Ale tylko przed faktem, a nie po fakcie.

Można upaść po nowemu – czyli szansa na wyjście z prywatnych długów

Długi niewątpliwie należy spłacać. Do niedawna osobom fizycznym był taki obowiązek przypisany dożywotnio, a nieraz i pośmiertnie, w postaci spadku. Na pierwszy rzut oka dla wierzyciela możliwość ścigania dłużnika do końca jego dni wydaje się kusząca, podczas gdy długi firm (spółek) w każdej chwili mogły być objęte postępowaniem upadłościowym. Zwykle z postępowania takiego wierzyciel nieuprzywilejowany (uprzywilejowany jest między innymi skarb państwa i pracownicy dłużnika) wychodził z niczym.

Od kilku lat dłużnikom „prywatnym” bankrutować pozwala nowela odpowiedniej ustawy z 2009 roku, jednakże stawiane tam dłużnikom do upadłości warunki były tak wyśrubowane, że rocznie ilość skutecznych upadłości można było policzyć na palcach niedużej grupki osób. Czy od tego wierzycielom było lepiej? Niekoniecznie. Istnieje pewna granica zadłużenia, po przekroczeniu której dłużnikowi jest wszystko jedno – i tak nic nie zapłaci. Ciążące na nim zadłużenie nie pozwala mu jednak nawet wrócić do normalnej egzystencji gospodarczej, spychając go do szarej lub czarnej strefy do końca jego życia lub zmusza go do przeniesienia swojej aktywności życiowej za granicę (nie każdy wierzyciel chce, umie, może, opłaca mu się prowadzić egzekucję za granicą).

Kolejna nowela ustawy, z grudnia 2014 roku, zwiększa szansę na przeprowadzenie skutecznej upadłości. Czy to znaczy, że można zadłużać się bezkarnie? Oczywiście nie. Niewypłacalność nie może być zawiniona przez dłużnika. Fakt, że ktoś po prostu pozadłużał się na duże kwoty (powystawiał weksle;) nie jest automatyczną przesłanką do ogłoszenia upadłości.

Jeśli chciałbyś lub chciałabyś porozmawiać na temat możliwości wyjścia ze spirali zadłużenia, zapraszam do kontaktu mailowego z kancelarią Remitent. Pomagamy osobom w całym kraju.

Jak żyć zgodnie z komornikiem – poradnik początkującego wierzyciela

Nie ma cudów – jeśli jako wierzyciel używasz weksli regularnie, prędzej czy później staniesz przed jakże ekscytującym zadaniem przeprowadzenia egzekucji komorniczej. Jeśli jeszcze nigdy wcześniej tego nie robiłeś, możesz być narażony na popełnienie wielu błędów, które przedłużą upragniony moment odzyskania pieniędzy. Bazując na swoich doświadczeniach, jak i na relacjach czytelników bloga remitent.pl zebrałem kilka najważniejszych zasad, o których warto pamiętać przy prowadzeniu swojej egzekucji.

Wśród zaprawionych w boju windykatorów, mecenasów, sędziów i innych praktyków może wywołać uśmiech pogląd, jakoby z wekslem można iść od razu do komornika – jest on jednak dość popularny wśród początkujących wierzycieli. Wydaje im się, że mając weksel, można ominąć postępowanie sądowe. Procedura taka „na chłopski rozum” nie jest pozbawiona sensu – skoro weksel ma być bezwarunkowym przyrzeczeniem zapłaty, logicznym byłoby iść z jego egzekucją od razu do komornika, a sąd co najwyżej rozpatrywałby powództwo przeciwegzekucyjne, jeśli dłużnik kwestionowałby prawdziwość podpisu lub zarzut, że to nie on był wystawcą tego weksla. Fakt, że wierzyciel mógłby sfałszować weksel i rozpocząć egzekucję nie jest argumentem przeciwko temu, jeśli bowiem mamy wierzyciela-fałszerza, to równie dobrze (i łatwiej!) może on sfałszować tytuł wykonawczy – w obu przypadkach egzekucja się rozpocznie, i w obu przypadkach na początku źle ma dłużnik (a potem źle ma wierzyciel). Ponadto – w końcu z czekiem szliśmy od razu po wypłatę do banku, to nie ma przeszkód, abyśmy z wekslem szli od razu do organu uprawnionego do przymuszania do zapłaty. Zasada taka ułatwiła by także przyswojenie sobie faktu, że za weksel się płaci, a nie podpisuje a następnie wymyśla zarzuty do sądu (bo jak się zamierza nie płacić, to o wiele łatwiej jest po prostu weksla nie wystawiać). Zostawiając jednak na boku rozważania de lege ferenda trzeba pamiętać, że z wekslem odwiedzamy sąd, a komornika odwiedzamy z wydanym przez na podstawie weksla nakazem zapłaty.

Drugim mitem jest to, jakoby komornik zajmował się windykacją wierzytelności. Wierzyciel-żółtodziób żyje w przeświadczeniu, że wystarczy pójść do komornika, zostawić tytuł wykonawczy (czyli prawomocny nakaz zapłaty), a komornik zajmie się dalszymi czynnościami. Sprowadzając to do analogii samochodowej, wierzyciel chciałby zamówić taksówkę, która dowiozła by go pod wskazane miejsce. Tymczasem komornik jest tylko i wyłącznie przedłużoną ręką wierzyciela z kilkoma dodatkowymi uprawnieniami. Nie jest taksówką, a wypożyczonym przez wierzyciela samochodem – aby się przejechać, trzeba otworzyć drzwi odpowiednim kluczem, zatankować (to ważne!), odpalić silnik, ustawić bieg (można skorzystać z automatycznej skrzyni, ale wychodzi drożej), nacisnąć gaz i przez cały czas patrzeć na drogę i kierować do wybranego przez wierzyciela celu.

Wierzyciel musi zatem sam wybrać z jakiego komornika chce skorzystać oraz złożyć mu odpowiedni wniosek. We wniosku powinien napisać z jakiego majątku chce prowadzić egzekucję. Podstawowe czynności komornika podlegają opłacie pobieranej z góry. W uproszczeniu można przyjąć, że jeśli wierzyciel nie chce sprzedawać nieruchomości dłużnika, zaliczka na wydatki komornika to koszt rzędu kilkuset złotych. Jeśli mamy to szczęście i chcemy prowadzić egzekucję z domu, działki dłużnika lub innej nieruchomości – można liczyć się z kosztami od kilku to kilkunastu tysięcy złotych. Następnie – w trakcie prowadzenia postępowania – wierzyciel musi cały czas „patrzeć na drogę i kierować” – czyli sprawdzać, czy zlecone komornikowi czynności są wykonywane oraz wskazywać kolejne czynności do wykonania. To wierzyciel, a nie komornik, prowadzi egzekucję, od niego zależy jej przebieg, komornik jest tylko sługą wykonującym to, co wierzyciel nakaże.

Jaki majątek można wskazać komornikowi do egzekucji?

Lista jest otwarta, oto przykłady:

1. Gdzie dłużnik ma konto – nie musisz znać jego numeru. Wystarczy wskazać nazwę banku. Możesz wskazać kilka banków, nawet jeśli nie jesteś pewny, czy dłużnik ma tam konto – próba zajęcia konta w banku, w którym dłużnik takiego konta nie posiada, nie wiąże się z negatywnymi konsekwencjami. Możesz zlecić komornikowi, aby poszukał dla ciebie (w tak zwanym systemie OGNIVO) w jakich bankach dłużnik ma konto i zażądał ich zajęcia.

2. Gdzie dłużnik pracuje na etacie, umowie zlecenie, umowie o dzieło – jeśli znasz pracodawcę lub zleceniodawcę dłużnika, wskazujesz komornikowi jego nazwę i adres poleceniem zajęcia wynagrodzenia. Jeśli nie znasz, zażądaj od komornika ustalenia w ZUSie i Urzędzie Skarbowym, kto odprowadza za dłużnika składki oraz zaliczki na podatek dochodowy – na tej podstawie ustalicie gdzie dłużnik legalnie pracuje. W samym urzędzie skarbowym można także zająć przysługujący dłużnikowi zwrot podatku dochodowego lub VAT, a w ZUSie można sprawdzić, czy dłużnik nie pobiera renty, emerytury lub zasiłku chorobowego.

3. Zażądaj od komornika, aby zajął ruchomości (meble, komputery, inny sprzęt elektroniczny, AGD…) w miejscu zamieszkania dłużnika – podaj jego adres.

4. Zażądaj od komornika zajęcia samochodu dłużnika – niestety musisz podać adres, gdzie samochód może się znajdować. Możesz polecić komornikowi sprawdzenie w bazie CEPiK, czy dłużnik ma zarejestrowany na siebie pojazd.

5. Zastanów się, czy twój dłużnik ma swoich dłużników (na przykład: kontrahentów nie płacących mu za faktury, czeka na odszkodowanie od ubezpieczyciela za rozbity samochód, może prowadzi z kimś spór sądowy jako wierzyciel?). Komornik może na twoje polecenie zająć te wierzytelności. Dłużnicy twojego dłużnika będą musieli spłacać należność twojemu komornikowi, a nie dłużnikowi.

6. Czy dłużnik może być właścicielem nieruchomości? Wskaż komornikowi jak najwięcej danych ją identyfikujących – jej adres i numer księgi wieczystej. Jeśli nie posiadasz tych danych, zleć komornikowi ich odnalezienie. Swego czasu komornicy mieli możliwość sprawdzenia po numerze pesel dłużnika, czy jest właścicielem jakiejkolwiek nieruchomości w Polsce. Z tego co wiem, obecnie system ten nie działa (był za dobry?), zawsze jednak można wysłać zapytanie do odpowiednich urzędów miast i gmin z poleceniem odpowiedzi, czy dłużnik jest właścicielem leżącej na ich terenie nieruchomości.

Którego komornika wybrać?

1. Jeśli będziesz chciał sprzedać nieruchomość dłużnika – sprawdź gdzie leży nieruchomość, zobacz jaki sąd okręgowy rejonowy jest właściwy miejscowo dla tego adresu – wówczas musisz wybrać komornika działającego przy sądzie, w którego okręgu położona jest nieruchomość.

W pozostałych przypadkach możesz wybrać dowolnego komornika, przy czym:

2a. Może się zdarzyć, że z uwagi na ilość prowadzonych spraw komornik będzie musiał odmówić przyjęcia wniosku spoza jego rewiru

2b. Jeśli chcesz zajmować rzeczy w mieszkaniu dłużnika, wybierz komornika działającego na terenie dłużnika, ponieważ dłużnik nie zwróci ci kosztów dojazdu komornika spoza rewiru

2c. Jeśli planujesz przeprowadzić tylko „zajęcia korespondencyjne” – czyli takie czynności, które komornik może wykonać tylko przez pocztę (zajęcie konta w banku, zajęcie wynagrodzenia za pracę lub emerytury) – możesz wybrać (z zastrzeżeniem punktu 2a – komornik z zaległościami odmówi przyjęcia sprawy) dowolnego komornika, jeśli nie masz własnego typu (z polecenia innych wierzycieli) – zacznij testowanie od komornika mającego siedzibę najbliżej ciebie, przynajmniej będzie wygodnie.

Sama egzekucja może się toczyć trzema torami – jak kamień w wodę, jak krew z nosa, i jak w masło. Ale o tym kiedyś indziej ;)

Kolejna obniżka stopy lombardowej

Od dziś stopa lombardowa NBP wynosi 3%.

To oznacza, że maksymalne możliwe do umówienia się, otrzymania i zasądzenia odsetki wynoszą 12%. Również te na wekslu. To, co powyżej, to „lichwa”, cokolwiek to znaczy.

Co ciekawe, odsetki za zwłokę wynoszą 13%. Po raz pierwszy widzę, aby odsetki maksymalne były niższe od odsetek ustawowych. Który zapis będzie miał w tym przypadku pierwszeństwo?

Ograniczenie dotyczy nominalnej stopy odsetek w czynnościach prawnych, a nie innych kosztów, dzięki czemu banki nadal mogą dawać kredyty na RRSO 30% lub więcej. Podobna swoboda kształtowania umów obejmuje również pozostałe podmioty i osoby. Trzeba tylko pamiętać, że wyrażanie tego, co dłużnik ma zapłacić za pożyczkę, wyłącznie w formie odsetek, staje się coraz mniej opłacalne.

Uproszczenie postępowania

Chyba sąd coś namotał w opłacie sądowej.

Mam weksel, gdzie wartość przedmiotu sporu wynosi 3780zł. Opłata standardowa (5%) wynosi 189zł, a 1/4 jej w postępowaniu nakazowym – 48zł. Tyleż wpłacam. Tymczasem w zarządzeniu sądu widzę:

3. Opłatę od pozwu ustalić na kwotę – 25,00 zł – uiszczono 48,00 zł

A w samym nakazie zapłaty zasądza mi się już 30zł:
koszty1

Wygląda zatem, że muszę napisać pismo z prośbą o poprawkę. A może o zwrot 18zł?

Drugi weksel, pozew złożony w tym samym czasie do tego samego wydziału, kwota 3960zł, opłacam zatem uczciwie jak biały człowiek 50zł opłaty sądowej, tymczasem:

3. Opłatę od pozwu ustalić na kwotę – 25,00 zł – uiszczono 50,00 zł

Ale w samym nakazie już prawidłowo:
koszty2

Zastanawiałem się jeszcze nad jedną opcją – opłatę sądową wyliczałem jak z postępowania nieuproszczonego (5% – 1.25%), bo często sądy nie uznają powództwa opartego na wekslu jako postępowania uproszczonego, ale może w tym przypadku sąd jednak uznał to za postępowanie uproszczone (100zł opłaty za te wartości przedmiotu sporu w przypadku obydwu weksli), wówczas zgadzałoby się, że 1/4 tej opłaty to 25zł, czyli 30zł zasądzonej minimalnej stawki. Tylko dlaczego w jednym nakazie zasądzone 30zł, a w drugim 50zł?

Pogubiłem się:)

Dochodzenie należności z weksla w elektronicznym postępowaniu upominawczym (EPU)

Elektroniczne postępowanie upominawcze to nowy sposób dochodzenia należności na drodze sądowej. od 1 stycznia 2010r. rozpoczął działanie XVI Wydział Sądu Rejonowego w Lublinie, do którego mogą wpływać pozwy o zapłatę z całego kraju – w formie elektronicznej. Ma być szybciej, i chyba jest, skoro od początku roku sąd wydał pół miliona nakazów zapłaty, podczas gdy przykładowo jeden z warszawskich wydziałów sądu gospodarczego obsługuje rocznie tylko 10 tysięcy nakazów zapłaty. Czas oczekiwania jest jednak podobny – „elektroniczny pozew” przeobraża się w przesyłkę z nakazem zapłaty dla pozwanego w około miesiąc, co jest wynikiem średnim, powiedziałbym, że zwyczajnym.

Weksel w EPU?

Na wstępie wyjaśnijmy sobie: sąd „elektroniczny” nie wydaje nakazów zapłaty w postępowaniu nakazowym. Jest to zatem główny powód, dla którego wierzyciel wekslowy – jeśli ma weksel i chciałby dochodzić swoich racji w sądzie – powinien iść do sądu tradycyjnego. Po pierwsze – zapłaci mniejszą opłatę sądową (opłata sądowa wynosi 1/4 standardowej opłaty, tak samo jak w tradycyjnym sądzie przy postępowaniu nakazowym), po drugie – dostanie mocniejszy nakaz zapłaty, bo w postępowaniu nakazowym, a nie upominawczym.

Może jednak weksel w EPU? Poteoretyzujmy…

Jedną z cech Elektronicznego Postępowania Upominawczego, która może początkowo dziwić, jest to, że do pozwu nie dołącza się załączników, a tylko je wskazuje, że istnieją. Również otrzymany przez pozwanego pozew w formie papierowej ich nie zawiera. Próbując zatem dochodzić należności z weksla, nawet nie trzeba by dołączać go do pozwu. Jest to główny powód, dla którego na miejscu sędziego, nie wydałbym na tej podstawie nakazu zapłaty, nawet w postępowaniu upominawczym. Nasuwa się zbyt dużo wątpliwości o prawdziwość weksla, o odpowiednią legitymację formalną powoda itp.

100-letnia tradycja nakazuje dołączać weksel do pozwu, który pozostaje w aktach na zawsze, dając w zamian powodowi nakaz zapłaty. Nie powinno się dopuszczać do tego, by pomimo wytoczenia powództwa, istniało ryzyko dalszego kursowania danego weksla (indos), czy jego zginięcia. Pozwany, płacąc zgodnie z nakazem zapłaty, nie ma pewności, że dany weksel nie powróci do niego po raz drugi, a jeśli nastąpi to po indosie, to zarzut zapłaty za nakaz może już nie być brany pod uwagę.

Moim zdaniem…

Nie ma racjonalnego powodu, aby wierzyciel dochodził należności z weksla w elektronicznym postępowaniu upominawczym. Ciekawy jestem jednak jak do takiego pozwu podszedłby sąd w Lublinie.
Jeśli ktoś chciałby to przetestować, albo już przetestował, będę wdzięczny za informację.

Zapraszam również do wyrażenia swojego zdania w komentarzu :)