Weksel jest papierem cennym. Ustanawia zobowiązanie bezwarunkowe, niezależne od jakiegokolwiek zdarzenia. Ustala dług pieniężny, ściśle określony co do sumy. Zawiera abstrakcyjną obietnicę zapłaty. Obietnicę jednostronną w której wierzyciel ma jedynie prawa, a nie obowiązki. Jest przeważnie papierem obiegowym na zlecenie. Musi zadość czynić pewnym warunkom formalnym, a przede wszystkim zawierać wzmiankę, iż jest wekslem. Zobowiązuje ‘wekslowo’ wszystkie osoby, które się na nim podpiszą.

Czy spotkałeś się z podrobionym podpisem na wekslu?

Długopis i kilka linii. Podobno w każdym więzieniu są specjaliści-samoucy umiejący doskonale podrabiać podpisy. Maszyny kaligrafujące dowolny podpis z dowolnie zróżnicowanym naciskiem istnieją już chyba od kilkudziesięciu lat. A w sprawach wekslowych spraw z podrobionym podpisem jak na lekarstwo. Właściwie chciałem napisać, że nie ma w ogóle, ale nie chcę wpaść w zbyt ogólny kwantyfikator.

W kancelarii Remitent nie prowadziliśmy sprawy z weksla, w której podpis byłby oczywiście sfałszowany („oczywiście”, to znaczy aby wystawca szczerze zaprzeczał jego naniesieniu, a nie jedynie nie pamiętał, lub w ten sposób się bronił). Nawet trudno znaleźć taką sprawę wśród współcześnie prowadzonych i gdzieś opisywanych.

Wziąć otrzymany weksel i wpisać sumę niezgodnie z ustaleniami – to się zdarza. Wykraść skądś weksel i go użyć – tak. wyłudzić podpis podstępem lub siekierą – proszę bardzo. Nawet specyficzne sprawy „rodzinne” gdzie mąż podrabia podpis żony (albo na odwrót) – jako poręczyciela lub współwystawcy – nie niosą za sobą dużej dramaturgii, bowiem zwykle odbywa się to za zgodą osoby, której podpis jest fałszowany, i nawet jak po fakcie „strona sfałszowana” chciałaby się uchylić od zapłaty, powołując na ten fakt, to ryzykowałaby sprawę karną wobec współmałżonka. Taktyka procesowa, gdzie obok wielu zarzutów, zgłasza się również zarzut fałszywości podpisu – bardzo częsty przypadek.

Ale sprawa, gdzie posiadacz wziął kartkę papieru i ordynarnie naniósł swoją ręką czyjś podpis – to byłaby wyjątkowa sprawa. Prawie niespotykana.

Składa się na to kilka czynników. Po pierwsze – za weksel wystawca płaci za jego okazaniem. Jeśli zobaczy nie swój podpis, nie zapłaci. Jest to istotna przewaga weksla nad czekiem, gdzie zapłaty za czek dokonywał bank, a nie wystawca, więc istniało bardzo dużo możliwości oszukania banku i wystawcy. Po drugie, podrobienie czyjegoś podpisu na wekslu to ryzyko aż 25-letniej odsiadki. Zagrożenie karą duże, niejako wynikające z „odprysku” – jak wiadomo, nic tak państwa nie razi, jak okradanie jego samego. Dlatego za fałszowanie pieniędzy ustalono tak wysoką karę. A że przy okazji takiej, a nie innej konstrukcji tego przepisu karnego, załapało się pod to jeszcze fałszerstwo weksli… to dobrze, bo może dzięki temu możemy cieszyć się zaufaniem do składanych podpisów na wekslach, i to pomimo faktu, że badania biegłych z zakresu pisma ręcznego to nie jest nauka ścisła i o niejednoznaczność badania nietrudno. Spory na tym tle są jednak tylko marginesem.

Jeśli spotkałeś się z rzeczywistym zarzutem podrobienia podpisu na wekslu, będzie mi miło, jeśli podzielisz się uwagami w komentarzu :)

Trzynasta rozprawa w sprawie kieleckich weksli (Jaka jest kara za bezprawne nagrywanie narady sądowej?)

Na rozprawie był czas, aby jeden z oskarżonych (Dariusz K., ten, który nabywał weksle) złożył z własnej woli obszerne wyjaśnienia dotyczące tej sprawy i zebranego materiału dowodowego.

Wyjaśniał, że dla niego sprawa zaczęła się, jak przyszedł do niego jeden z obecnych współoskarżonych (Marcin S.) z propozycją sprzedaży mu weksli. Weksle miały być w posiadaniu drugiego współoskarżonego (Pawła K.), który miał je otrzymywać od wystawców w zamian za udzielane im pożyczki. Składający ofertę sprzedaży weksli wywoływał presję czasową, twierdząc, że jest wielu innych kupców zainteresowanych tą transakcją. Weksle miałby być sprawdzone przez prawników „w Warszawie”, którzy potwierdzili ich prawdziwość. Wówczas nic nie wzbudzało wątpliwości pana Dariusza. Ponadto reakcja wystawców weksli, którzy niemal wszyscy twierdzili, że weksli nie podpisywali, utwierdzała go w przekonaniu, że weksle są poprawne – tłumaczenia wystawców bowiem były kłamstwem (pobieżna analiza grafologiczna wykazała, że podpisy pochodzą z rąk wystawców, okazało się to potem faktem – żaden z podpisów na wekslu nie został nigdy oceniony jako sfałszowany). Jego wątpliwości nie budziły też duże sumy na wekslach – zgodnie z zebranymi przez niego statystykami, emeryci są w Polsce najbardziej zadłużoną grupą społeczną. Nadto oskarżony zasięgnął informacji od osób i firm, które zajmują się tego typu pożyczkami – czy zdarzają się pożyczki na kwoty takiego rzędu. Odpowiedź była twierdząca.

Dopiero po zakupie weksli, w październiku 2013, Dariusz K. dowiedział się, że osoba wpisana na wekslach jako remitent, w rzeczywistości nie była obecna przy wręczaniu wszystkich weksli [w rzeczywistości nie była przy wręczaniu żadnego weksla – LM]. Wówczas do Dariusz K. postanowił porozmawiać z remitentem i nagrać te rozmowy z nim. W rozmowach tych remitent nadal podtrzymywał fałszywą wersję, że sam pożyczał tym ludziom pieniądze, a oni mu wręczali za to weksle. Poproszony o udzielenie takiej odpowiedzi na piśmie, potwierdził w nim, że to on udzielał pożyczek.

Nadto Dariusz K. zwraca uwagę, że w dniach jego spotkań ze współoskarżonymi, analiza rozmów (billingów) i logowań ich telefonów komórkowych wskazuje, że przed i po spotkaniach z nim, współoskarżeni nasilali swoje kontakty między sobą. Ma to wspierać linię obrony Dariusza K. , zgodnie z którą to on jest osobą poszkodowaną przez dwóch współoskarżonych, którzy doprowadzili go do tego, że weksle te kupił za sumę 500 000 zł.

Dariusz K. przedstawił rozpiskę na temat tego, jak wystawcy reagowali na kierowane do niego żądania do zapłaty. Większość z nich zaprzeczała, że składała podpisy na wekslu (choć jedne z wystawców potwierdził fakt wystawienia weksla i nawet dobrowolnie go spłacił). Na etapie przedsądowym żaden z wystawców nie wskazywał, że weksle te były przez niego wystawiane, ale mogły zabezpieczać roszczenie innego podmiotu [dziś wiemy, że weksle te wypłynęły z obecnego Getin Noble Bank SA]. W związku z takimi zarzutami, posiadacz weksli zdecydował się na wytoczenie serii powództw sądowych, aby w procesie sądowym zostało ustalone, czy podpisy na wekslach są prawdziwe. Dopiero po nagłośnieniu spraw sądowych, zaczęły wypływać na wierzch inne zarzuty wekslowe. Pozywający z weksli oskarżony jednak nigdy nie prowadził z nich egzekucji komorniczej, ani postępowania zabezpieczającego, chcąc poczekać na prawomocne zakończenie spraw. Nie doczekał się, ponieważ do akcji wkroczył prokurator.

Oskarżony odniósł się też do stawianego mu zarzutu, jakoby wspólnie z współoskarżonymi umówili się na indos weksli, aby uniemożliwić wystawcom obronę zarzutami wynikającymi ze stosunku podstawowego. Dariusz K. uznaje ten zarzut za niesłuszny, ponieważ w tej sprawie wszystkie indosy zostały dokonane w dacie po terminie płatności weksla, zatem miały charakter zwykłych przelewów wierzytelności, a posiadacz weksli nie był chroniony przed zarzutami osobistymi wystawców (brak ochrony wynikającej z art. 10 lub art. 17 prawa wekslowego).

***

Trzynasta, nomen omen, rozprawa była pechowa dla jednego z oskarżonych, który pozostawił włączony dyktafon na czas przerwy związanej z naradą sądu. Wezwany sądowy informatyk stwierdził, że nawet po skasowaniu plików z nagraniem, będą one mogły być odzyskane przez wyspecjalizowaną w tym osobę. Zatem sąd zarekwirował dyktafon do czasu zakończenia sprawy, i nałożył na jego posiadacza grzywnę w wysokości 3000zł.

***

Z serii „przedszkole”.
Jeden z oskarżonych po przerwie powiedział sądowi, że współoskarżony go kopnął, na co ma świadków. Kopiący mówił, że to tamten podstawił mu nogę jak sam szedł :)

„Cierpliwie czekać”

Zaorać i zrobić od nowa – to chyba jedyna metoda na poprawienie szybkości działania sądów. Nic nie jest dobre, może z wyjątkiem sędziów, którzy dzielnie próbują działać w takim systemie.

W polskim filmie Enen możemy znaleźć dialog, który wiernie oddaje sytuację w polskim sądownictwie. Zniecierpliwiony klient w rozmowie ze swoim adwokatem, rozważa możliwość złożenia skargi, aby przyspieszyć toczone się w jego sprawie postępowanie. Adwokat sprowadza go do realiów – „Jest pan w gorącej wodzie kąpany. Skarga opóźni jeszcze procedury. Najlepiej cierpliwie poczekać.”

Dlaczego sprawy trwają długo? W powszechnej opinii dlatego, że sędziowie nic nie robią. Na pierwszy rzut oka może się tak wydawać, skoro mamy podobno dużo sędziów (w przeliczeniu na mieszkańca) w porównaniu z innymi europejskimi krajami. Jednak po sprawdzeniu z iloma sprawami na raz zmaga się sędzia, trzeba przyznać rację, że „nicnierobienie”, to nie to, co sędzia robi. Jak się ma prowadzonych 300 spraw, to nie sposób zajmować się każdą co tydzień i nic dziwnego, że terminy rozpraw są co pół roku.

Może zatem zwiększyć liczbę sędziów? Ale i tak mamy ich dużo. Jak będzie więcej, to powstanie prozaiczny problem sal sądowych, których brakuje. Przynajmniej takie było uzasadnienie pewnego sądu tego, że rozprawy wyznacza tak rzadko.

Załóżmy jednak, że sędziów i sal będziemy mieli w bród, czy to spowoduje, że sprawy będą rozpatrywane szybko? Niestety nie, ponieważ na przeszkodzie stoi „procedura”. To procedura jest winna temu, że wyrok wydany rok temu, jeszcze nie jest prawomocny, mimo braku apelacji, bo „apelacja źle złożona”, „bo wniosek o zwolnienie z kosztów”, „bo odwołanie od odrzucenia apelacji” – i tak te kilka decyzji, które sędzia musiał w tej sprawie podjąć rozciągnęło się na rok, bo…

… bo listonosz. Który jest ważniejszy od sędziego w postępowaniu cywilnym. Bo to on decyduje czy, jak i kiedy doręczy pismo z sądu, a adnotacje listonosza na liście lub zwrotce mają moc większą niż decyzja sędziego, który musi się im podporządkować. Dużo decyzji sędziów, choćby najbardziej słusznych, nie może być szybko ogłoszonych i działających, bo trzeba to zrobić na piśmie i pocztą (miesiąc w plecy). A jak stronie zachce się polemizować z tą decyzją, to i dłużej, bo przecież na polemikę też sąd musi odpowiedzieć, choćby ją odrzucając (miesiąc w plecy), a jakby jeszcze stronie się to nie podobało, to i z sądem wyższej instancji może popolemizować (kilka miesięcy w plecy). A sprawa stoi. Dość powiedzieć, że na gruncie teorii, jest możliwość przedłużania na przykład postanowienia odrzucającego źle złożoną apelację w nieskończoność. I wówczas tylko autorytatywne postanowienie „dość tej dziecinady, nie stosujemy już kodeksu postępowania cywilnego” pozwala na zakończenie tej karuzeli. Oczywiście postanowieniu temu służy zażalenie do sądu wyższej instancji. Procedurę kpc trzeba napisać od nowa.

Do naprawy jest też wiele sekretariatów sądów – co z tego, że sąd wyda postanowienie szybko, jak list zostanie wysłany po 3 miesiącach…

Czasem nawet w obecnej procedurze brakuje po prostu sędziemu ikry, aby szybko zakończyć spór, tak jak w sprawie przerobionego weksla, gdzie sąd po 4 latach wydał wyrok taki, jaki mógł wydać już na pierwszej rozprawie.

Jak już będziemy zmieniać, to jestem zwolennikiem prowadzenia spraw „ciągiem” na podstawie dowodów przedstawionych przez strony. Świadkowie, biegli, wszelkie dowody – to problem strony, która powinna się przygotować do rozprawy (od tego masz pełnomocnika, albo uważasz, że sam sobie poradzisz, aby do sprawy się rzetelnie przygotować). Składającym zarzuty oczywiście taki czas trzeba dać. Dowody zebrane? Wyznaczamy 3 dni rozprawy, a sąd osądza. Jeśli świadek nie przyszedł, to jest już problem strony go powołującej, że jej się środki dowodowe rozłażą. W obecnej procedurze cywilnej, o ile byśmy nie zwiększyli obsady sędziów, albo ile byśmy ich nie chłostali po plecach, aby pracowali, to nie zwiększymy istotnie szybkości postępowania, błędy są bowiem systemowe, a nie ludzkie.

Choć te drugie też się zdarzają – tak jak rok czekania na klauzulę wykonalności, bo „sędzia nie uważa postępowań klauzulowych za ważne” (prawa autorskie cytatu do sekretariatu SR Warszawa Praga-Północ).

A co w obecnym stanie? Skoro to blog o wekslach, to trzeba wskazać na zaletę weksla – nakazy zapłaty są wydawane względnie szybko, a z weksla otrzymasz nakaz zapłaty w postępowaniu nakazowym. Na podstawie niego możesz prowadzić zabezpieczenie, a nieraz i egzekucję, jeszcze przed ostatecznym wyrokiem. Pozwala to trochę łagodniej znieść trudy, jeśli okaże się, że twoja sprawa będzie się toczyła jeszcze przez wiele lat.

Cierpliwie czekać.

Dwunasta rozprawa w sprawie kieleckich weksli

Na dzisiejszej rozprawie byli przesłuchiwani dwaj świadkowie.

Pierwszy z nich miał pomóc wyjaśnić pochodzenie weksli. Był funkcjonariuszem Centralnego Biura Śledczego, który w latach ’90 brał udział w przeszukaniu firmy obsługującej bank, z którego zaginęły weksle. Zeznał, że podczas przeszukania nie widział w tej firmie żadnego weksla. Jest to o tyle istotne, że jedna z zarzucanych poszlak polega na tym, że weksle zostały wówczas w czasie przeszukania zajęte przez CBŚ, a stamtąd wykradzione przez jednego ze współoskarżonych, który jest byłym policjantem.

Drugi świadek zeznawał na okoliczność… nawet nie wiem na jaką, gdyby rzeczywiście przed przesłuchaniem świadków w tej sprawie zadano by sobie pytanie, co oni mają wnieść do sprawy, to okaże się, że 90% z nich jest zbędnych :)

Tak czy siak miał on zeznać, że dawał, albo nie dawał jednemu z oskarżonych pieniądze na zakup weksli od ich rzekomego uprawnionego posiadacza. Zeznał, że takich pieniędzy nie dawał. Nie to jest jednak istotne, ale ujawniona przy okazji dykteryjka, która znów pokazuje, że mam chyba zupełnie inny tok rozumowania niż obecni na sali prawnicy.

Otóż świadek ten był winny pewnej firmie 400 000zł z tytułu zapłaty za roboty budowlane. Następnie wierzytelność tę wierzyciel, nazywany tutaj EKOTERM, przelał na zasadzie cesji na jednego z oskarżonych w niniejszej sprawie. Po cesji oskarżony, na zabezpieczenie wierzytelności, przyjął wystawiony przez świadka-dłużnika weksel na swoją rzecz, a następnie za pomocą tego weksla uzyskał na siebie tytuł wykonawczy.

Świadek czuje się poszkodowany, ponieważ:
1) Firma EKOTERM rzekomo wypowiedziała umowę cesji wierzytelności
2) Następnie należność odzyskała od Urzędu Miasta, jako solidarnie odpowiedzialnego na podstawie przepisów szczególnych o solidarnej odpowiedzialności za roszczenia za roboty budowlane.

I oczywiście pytania do nabywcy wierzytelności – dlaczego nadal dochodzi należności z weksla, skoro dłużnik pierwotny jest już zaspokojony.

Tymczasem – nie doszło do cesji zwrotnej, na pewno nie dokonywał jej nabywca, a „wypowiedzenie” cesji wierzytelności przez zbywcę nie jest możliwe.

Zatem, jeśli już doszło tu do jakiegoś oszustwa, to takiego, że firma EKOTERM doprowadziła do otrzymania od Urzędu Miasta wierzytelności, której już nie posiadała. Tego wątku jednak nikt nie poruszył. W sumie słusznie, bo nie jest to przedmiotem tej sprawy, dlaczego jednak czynić cesjonariuszowi zarzut, że dochodzi należności, i dlaczego miałby zaprzestać takich działań, „bo dłużnik spłacił niewierzyciela”. Znów widzę tutaj niezrozumienie istoty zagadnień, które się komuś zarzuca. I takie mam właśnie wrażenia z tej już kilkuletniej sprawy.

Ten artykuł znaleziono w wyszukiwarce google między innymi poprzez poniższe frazy kluczowe:

  • 27 02 2017 rozprawa w sprawie weksli

Poprawianie bilansu wekslami

Jak za pomocą weksla poprawić sobie wyniki finansowe? Bez oszukiwania, wszystko legalnie?

Firma starała się o pewien okołokredytowy produkt. Jednym z elementów wniosku było wskazanie informacji o „przeterminowanych” (nie lubię tego określenia, bo jest mylone z „przedawnionych”) zobowiązaniach i należnościach, to znaczy takich, których termin płatności upłynął (w tym przypadku) ponad 60 dni temu.

wniosek

Okazało się, że takich przeterminowanych należności trochę jest. I po stronie zobowiązań, i po stronie należności. Że jest źle, jak długi są po stronie zobowiązań, to oczywiste. Ale i przeterminowane należności dla przedsiębiorcy mogą obniżać mu jego ocenę finansową – jako że świadczy to o tym, że ma problemy ze ściągalnością wierzytelności.

„I wtedy mu powiedziałem” ;) – weź ty te faktury popłać wekslami, a od swoich dłużników przyjmij weksle. Tyle ile się da, możesz poprawić swoje wyniki na papierze. Należność zapłacona wekslem przestaje być widoczna jako przeterminowana, ponieważ jest zapłacona (przepraszam za tautologię:)

walesa

I kto tu jest remitentem? Spór musiał rozstrzygnąć sąd

Kilka lat temu temu zgłosił się czytelnik, który właśnie dostał z sądu pozew wraz z zaproszeniem na rozprawę z weksla wystawionego (wypełnionego) na sumę 30 000zł. Weksel wyglądał tak:
weksel remitent

Moje wątpliwości wzbudziło oczywiście wskazanie remitenta:

Adam Nowak, prowadzący działalność gospodarczą pod firmą KAPITOL Karol Kowalski

Co ważne, powodem nie był Adam Nowak, tylko Karol Kowalski. W takim przypadku trudno uznać, że Karol Kowalski jest jest legitymowany formalnie z weksla, skoro wskazanym z imienia i nazwiska remitentem jest Adam Nowak, który miałby prowadzić firmę o takiej dziwnej nazwie („KAPITOL Karol Kowalski”).

Nie wiem jaka musiała być impreza, aby wierzyciel (wierzyciele?) zgodzili się na otrzymanie takiego weksla ;) niemniej jednak nawet wówczas można by sprawę uratować, gdyby z powództwem wystąpił Adam Nowak. To, że być może nigdy nie prowadził on działalności o nazwie „KAPITOL Karol Kowalski” w mojej ocenie nie niweczyło by jego legitymacji wekslowej, ważniejsze byłoby bowiem jego imię i nazwisko jako osoby, na zlecenie której weksel jest wystawiony, i fakt posiadania przez niego weksla.

Z pozwem wystąpiła jednak inna osoba (Karol Kowalski). Niestety dla niej to, że nazywa się ona tak samo jak firma remitenta to jeszcze za mało, aby można było ją uznać za uprawnioną do żądania zapłaty z weksla.

Zapewne takie wątpliwości od razu miał sąd, nie wydając nakazu zapłaty. W wyroku pierwszej instancji (prawomocnym) sąd oddalił powództwo. Powoda taka lekcja kosztowała, oprócz straty możliwości dochodzenia 30 000zł, dodatkowe 2400zł kosztów zastępstwa procesowego. Myślę, że niewiele, mając na uwadze jak cennych informacji się dowiedział ;)

Jedenasta rozprawa w sprawie kieleckich weksli

Na dzisiejszej rozprawie zostały odsłuchane nagrania z rozmów osobistych i telefonicznych prowadzonych pomiędzy remitentem weksli – Pawłem K. i jednym z ich nabywców Dariuszem K. Rozmowy były nagrywane przez tego nabywcę weksli.

W rozmowach, odbytych już wówczas, jak zaczęło się okazywać, że weksle mogą nie mieć legalnego pochodzenia, możemy usłyszeć, jak remitent potwierdza, że weksle te zostały wystawione albo na jego rzecz, albo na rzecz jego kolegi, z którym mieli pożyczać wystawcom weksli pieniądze. Nabywca weksli wielokrotnie prosi remitenta o potwierdzenie tych informacji w jakiejkolwiek formie pisemnej, tłumacząc, że nawet niepotwierdzenie przez remitenta tego faktu, to znaczy przyznanie się, że remitenta nie było w rzeczywistości przy wystawianiu weksli, spowoduje, że będzie on mógł wycofać sprawy z sądu. Bez takiego jednoznacznego stwierdzenia ze strony remitenta nabywca nie chciał wycofywać spraw z sądu, ponieważ mógł mieć potem utrudnioną możliwość do dochodzenia roszczenia zwrotnego od nieuczciwego remitenta.

Ostatecznie do jasnego i pisemnego zdeklarowania się remitenta nie doszło.

Zdaniem nabywcy weksla jest to dowód na to, że był gotów wycofać sprawy z sądu, gdyby dostał od remitenta wiarygodną informację o jego nieuczciwości, oraz na to, że remitent zapewniał go o tym, że weksle pochodzą z legalnego źródła.

Zdaniem jednej z poszkodowanych osób jest to dowód na to, że oskarżeni uzgadniali swoje zeznania.

***

Przyszła odpowiedź z ośrodka badawczego na pytanie, czy jest możliwość zbadania wieku (czasu) naniesienia pisma maszynowego. Badanie takie nie jest możliwe do przeprowadzenia, ponieważ tusz maszyny do pisania nie ulega rozkładowi w czasie w taki sposób, aby można było (przynajmniej w tym ośrodku) określić wiek pisma. Jest to możliwe tylko w przypadku pisma naniesionego pastą długopisową, czyli pisma ręcznego.

„Zapłacę w terminie od-do” to nieważny weksel

weksel dwie daty
To już cztery lata minęły (ach, jak dużo czasu potrzeba, aby sąd rozpatrzył tylko w jednej instancji z gruntu proste zarzuty) jak opisywałem początek sprawy powyższego weksla, do którego najważniejszym zarzutem było przerobienie jego tekstu.

Warszawski sąd rejonowy oddalił właśnie powództwo z tego weksla. Uzasadnieniem oddalenia był fakt, że weksel posiadał dwa terminy płatności, a zatem był wekslem nieważnym. W toku postępowania (prokuratorskiego, ponieważ sąd zgłosił sprawę do prokuratury pod pretekstem fałszerstwa dokumentu) ustalono, że dopiski „W terminie…” oraz data z 2009 roku pochodzą od posiadacza weksla, który w ten sposób prawdopodobnie chciał uniknąć zarzutu przedawnienia – pozostawienie samej daty płatności z 1999 roku rodziłoby bowiem taki skutek.
Wyrok uznaję za słuszny, przy czym na miejscu sądy wydałbym go już na pierwszej rozprawie – kilka lat temu :)

Iura novit curia? Czy sąd zna prawo?

Są takie chwile, kiedy wszystkie witki opadają po otrzymaniu listu z sądu, i aż się chce sparafrazować popularne powiedzenie „Ach, jak małą ilością mądrości jest rządzony ten świat” w odniesieniu do… sądzenia.

Jeszcze w pamięci mam wybryki pleszewskiego sądu, dla którego przedłożony poprawny weksel to było za mało, aby mieć podstawę nie tylko do wydania nakazu zapłaty, ale w ogóle do zasądzenia roszczenia, czy też drobne potknięcie jednego z sądów, który sam z siebie nie wiedział z czego wynika solidarność zobowiązania dłużników wekslowych, i gdy myślałem, że nic mnie już nie zdziwi – tak znów zostałem zaskoczony, tym razem sądem w Gdyni, który odmawia wydania nakazu zapłaty, z uwagi na „brak dowodu przedstawienia weksla do zapłaty”.

nieprzedstawienie-wezwanie
Z pozoru żądanie wygląda logicznie – sąd, chcąc zasądzić odsetki od daty przedstawienia weksla do zapłaty, chce mieć dowód dokonania takiego przedstawienia. Tylko że wygląda na to, że sąd nie do końca wie na czym polega przedstawienie weksla do zapłaty, oraz co się działo w tym temacie w dotychczasowych orzeczeniach sądów oraz poglądach komentatorów do prawa wekslowego gdzieś tak w ostatnich stu latach, jeśli nie więcej.

Jakkolwiek zgodziłbym się ze stanowiskiem sądu, gdyby powód w pozwie jawnie przyznał, że weksla do zapłaty nie przedstawił – bowiem wówczas z samych opisanych przez wierzyciela okoliczności wynikałoby, że roszczenie jest przedwczesne, to w tym przypadku w pozwie powód prawidłowo oświadczył, że weksel w terminie jego płatności został przedstawiony do zapłaty. Samo żądanie sądu jest błędne przynajmniej z trzech powodów.

Po pierwsze, na etapie wydawania nakazu zapłaty takie oświadczenie ze strony powoda jest wystarczające. Zważywszy na fakt, że przedstawienie weksla do zapłaty nie przybiera „formy pisemnej”, tylko polega na dokonaniu odpowiednich czynności – czyli pójściu z wekslem w terminie płatności do miejsca jego płatności i okazanie go wystawcy, czy nawet na samej obecności wierzyciela w miejscu płatności, podczas gdy dłużnika tam nie zastano – nie sposób sobie wyobrazić innego „dowodu” na przedstawienie weksla niż taki, że powód oświadcza, że weksel do zapłaty przedstawił.

Po drugie, ewentualne nieprzedstawienie weksla do zapłaty może być przedmiotem zarzutu ze strony pozwanego. Jeśli zatem sąd, nie proszony o to przez pozwanego, sam z siebie podnosi wobec roszczenia wysuwanego w pozwie zarzuty, których podnoszenie jest przywilejem pozwanego, naraża się na zarzut nierównego traktowania stron procesu.

I w końcu po trzecie – ciężar dowodu zarzutu nieprzedstawienia weksla do zapłaty spoczywa na tym, kto taki zarzut składa. Zatem to nie powód jest zobowiązany do przeprowadzenia dowodu przedstawienia weksla do zapłaty, tylko zarzucająca to strona jest zobowiązana do przeprowadzenia dowodu na okoliczność nieprzedstawienia weksla do zapłaty.

Pomijając już fakt, że wspomniany w piśmie art. 38 prawa wekslowego nie stanowi, że „nieprzedstawienie weksla do zapłaty rodzi skutek w postaci utraty możliwości dochodzenia odsetek”. Skutku takiego doszukiwałbym się w innych przepisach.

Powód złożył pismo z wyjaśnieniem tych zawiłych kwestii – czy skutecznie – to się okaże ;)

Ten artykuł znaleziono w wyszukiwarce google między innymi poprzez poniższe frazy kluczowe:

  • iura novit curia

Fałszywe wyroki u komorników, kolejna dęta afera

Co ma wspólnego sprawa fałszywych wyroków ze sprawami afer wekslowych? Wbrew pozorom wiele. W oby przypadkach dziennikarze nie umieją opisać sprawy, po wgłębieniu się w temat z afery zostaje niewiele, a prokuratura zatrzymuje nie tych, co powinna.

Na Onecie możemy przeczytać (mirror) o aferze polegającej na tym, że źli ludzie preparowali wyroki fałszywych sądów, kierowali sprawy do komorników, którzy egzekwowali wielomilionowe roszczenia z majątku polskich przedsiębiorców.

Pierwsze co rzuca się w oczy to fakt, że operacja w opisany sposób w ogóle nie powinna móc zajść. Czytamy bowiem, że:

Oszuści założyli fikcyjne międzynarodowe sądy arbitrażowe – jeden w Rydze, a drugi w Warszawie. Sądy te wydawały fikcyjne wyroki. Te trafiały do kancelarii komorniczych i na ich podstawie komornicy zajmowali mienie przedsiębiorców.

Ta opowiastka to bujda. Niemożliwe jest, aby mając wyrok sądu arbitrażowego, można było od razu na jego podstawie wszczynać egzekucję komorniczą – potrzebna jest jeszcze klauzula wykonalności nadawana przez polski sąd powszechny (taki z orzełkiem:)

CBŚP zatrzymało rzekomych wierzycieli i zadowolone, a tymczasem:

– niemożliwym jest, aby sprawa odbyła się tak, jak zostało to opisane, ponieważ nieprawdą jest, że komornik może działać na podstawie wyroku sądu arbitrażowego bez klauzuli wykonalności

– jeśli jednak komornik działał na podstawie wyroku bez klauzuli wykonalności, to dlaczego CBŚP nie chwali się zatrzymaniami komorników?

– jeśli jednak komornik działał na podstawie wyroku z klauzulą wykonalności, to dlaczego CBŚP nie chwali się zatrzymaniami sędziów nadających klauzulę wykonalności na wyroki nieistniejących sądów?

Jest jeszcze możliwość, że źli ludzie fałszowali również klauzule wykonalności, ale gdyby już dochodziło do takiego fałszerstwa dokumentu, to nie byłoby potrzeby „zakładać fikcyjnego sądu i wydawać fikcyjny wyrok”, bo wystarczyłoby tylko spreparować nawet polski tytuł wykonawczy.

Nie zdziwiłbym się, gdyby się w końcu okazało, ze wyroki były poprawne, roszczenia słuszne, a afera wzięła się z tego, że komuś się nie chciało bronić w czasie do tego przeznaczonym…

Ten artykuł znaleziono w wyszukiwarce google między innymi poprzez poniższe frazy kluczowe:

  • komornik egzekwowal falszywe wyroki

Weksle poznańskiej Akademii Sztuk Wizualnych

W Poznaniu toczy się sprawa karna, na pierwszy rzut oka podobna do kieleckich weksli. Dotyczy weksli in blanco wystawionych na rzecz remitenta, będącego właścicielem poznańskiej szkoły o nazwie Akademia Sztuk Wizualnych. Trzy lata temu pisała o tym Gazeta Wyborcza, do dnia dzisiejszego ostała się tylko kopia artykułu na forum wekslowym.

Z artykułu wynika, że daaaawno temu uczniowie wystawiali dla szkoły weksle in blanco na zabezpieczenie zapłaty czesnego, a teraz (to znaczy po kilkunastu latach) dostają wezwania do zapłaty. Sprawy były kierowane przez posiadacza weksli do sądu cywilnego, sąd nakazy zapłaty wydawał, ale że poszkodowanych jest niebagatelna liczba (około 150 osób), i każda z nich zarzeka się, że długu wobec szkoły nie miała, to zrobiła się z tego mała afera, zakończona przesłaniem aktu oskarżenia do sądu karnego, a zawieszeniem większości spraw cywilnych do czasu ustalenia czy ktoś tu jest „winny”.

Sąd przyjął podobną taktykę prowadzenia procesu jak w sprawie kieleckiej, to znaczy wszystkich, których udało się ustalić, że weksel podpisali, wzywa się przed sąd, gdzie zapewne zeznają, jak niewiele pamiętają. Zapewne – ponieważ oczywiście nie wsłuchałem się we wszystkie zeznania, tylko zadowoliłem się dzisiejszymi dwoma, aby mieć ogólny obraz „o co chodzi”.

I tak jedna z pań zeznała, że kiedyś do wspomnianej szkoły chodziła, czesne płaciła regularnie, ale po drugim roku szkołę rzuciła bez wypowiadania umowy w jakikolwiek sposób. Po kilkunastu latach z kancelarii adwokata Tomasza Święcha (to chyba ten pan, który kiedyś ubolewał, że jego nazwisko wiązane jest z oszustwami wekslowymi, poniekąd słusznie, bo trudno winić pełnomocnika, że tylko wykonuje polecenia klienta) przyszło wezwanie do zapłaty na rzecz wierzyciela wekslowego sumy dwóch tysięcy złotych.

Druga pani zeznawała podobnie, z tą różnicą, że dobrze pamiętała, że na rzecz szkoły wystawiało się weksel, a miała o tyle więcej szczęścia, że została wezwana przez policję zanim posiadacz zdążył użyć weksla w sprawie cywilnej.

Sprawa jest na pozór podobna do kieleckiej, ale w rzeczywistości ma mniejszy kaliber. Tam, w Kielcach, blankiety weksli był zapewne ordynarnie wykradzione z banku i podstępnie użyte. Tutaj – wierzycielem jest właściciel szkoły (był co prawda indos, ale z ojca na syna – tudzież odwrotnie – więc próba wykazania złej wiary lub rażącego niedbalstwa ma jakby trochę więcej szans na powodzenie), więc największy spór się toczy o to, czy roszczenie istnieje, i co najważniejsze – po zeznaniach tych dwóch świadków nie można wykluczyć, że nie. Świadek co prawda zeznała, że czesne płaciła regularnie, dopóki się uczyła, ale jednocześnie powiedziała, że szkołę porzuciła. Nie można zatem wykluczyć, że czesne mogło być naliczane również za okres, kiedy student nie uczęszczał już na zajęcia, ale był formalnie klientem Akademii. Najłatwiej byłoby się bronić w sprawie cywilnej uzupełnieniem weksla po przedawnieniu roszczenia podstawowego, ponieważ fakt ten jest tutaj raczej bezsporny.

We wrześniu będzie jeszcze jedna rozprawa, w październiku aż cztery dzień po dniu, czy jednak będzie na nich coś ciekawszego niż przesłuchiwanie poszkodowanych wystawców – trudno powiedzieć.

Jeśli wiesz coś więcej na ten temat, chętnie porozmawiam – w komentarzach lub w prywatnych mailach :)

Ten artykuł znaleziono w wyszukiwarce google między innymi poprzez poniższe frazy kluczowe:

  • akademia sztuk wizualnych poznań