Weksel jest papierem cennym. Ustanawia zobowiązanie bezwarunkowe, niezależne od jakiegokolwiek zdarzenia. Ustala dług pieniężny, ściśle określony co do sumy. Zawiera abstrakcyjną obietnicę zapłaty. Obietnicę jednostronną w której wierzyciel ma jedynie prawa, a nie obowiązki. Jest przeważnie papierem obiegowym na zlecenie. Musi zadość czynić pewnym warunkom formalnym, a przede wszystkim zawierać wzmiankę, iż jest wekslem. Zobowiązuje ‘wekslowo’ wszystkie osoby, które się na nim podpiszą.

(prawie) Koniec sprawy „przekombinowanego” weksla

Sześć lat temu opisywałem sprawę weksla z datą płatności przerobioną na dwie daty. Później był wydany wyrok, w którym sąd po myśli czytelnika bloga oddalił powództwo, uznając, że weksel jest nieważny, jednocześnie oddalając wnioski o przeprowadzenie innych dowodów.

Sprawa trafiła do apelacji, na której nawet pełnomocnik remitenta uznał, że weksel jest rzeczywiście wadliwy.

Na tym sprawa tego weksla właściwie się może zakończyć, przynajmniej jeśli chodzi o spór na tle wekslowym. Z kronikarskiego obowiązku dodam jednak, że apelacja została uznana, ale w ten sposób, że sprawa trafi jeszcze raz do sądu I instancji, który to sąd będzie musiał dopuścić nowe dowody, które wskaże powódka, na okoliczność istnienia innych, niż wekslowe, długów. Poprzedni sąd bowiem nie chciał dopuścić do złożenia przez powódkę takich dowodów, powołując się na art. 495 kodeksu postępowania cywilnego, który zabrania przeprowadzania nowych dowodów, lub wysuwania nowych roszczeń, ale przepis ten dotyczy postępowania nakazowego, gdy tymczasem w tym przypadku nakaz zapłaty w ogóle nie został wydany.

Jest zatem całkiem możliwe, że czas trwania tego procesu dojdzie do 10 lat, które – od jakiegoś czasu – zacząłem uważać za typową długość procesu przed polskim sądem. Czasami nawet w prostych sprawach czytelnicy się mnie pytają „a ile to może czasu zająć”, i wówczas bez zastanowienia się odpowiadam, że „kilka lat”. Słyszę wówczas, że to długo, że gdzieś-tam ktoś obiecywał pół roku, że nie potrafię, że jest to sprawa na jedną rozprawę (haha! po zarzutach okazuje się, że rozpraw potrzeba 5, zresztą nawet jedna rozprawa może się rozłożyć na trzy, bo brak zwrotki, bo brak strony, bo świadek nie dojechał – a trzy rozprawy to w niektórych sądach może być 18 miesięcy…). Statystycznie każdy pełnomocnik w wieku 50+ powinien już mieć prowadzoną jakąś sprawę, w której spokojnie dotrwa do emerytury :)

Oczywiście przy dochodzeniu roszczenia z (prawidłowego!) weksla ta „reguła kilku lat” może być złagodzona tym, że zabezpieczenie roszczenia, lub nawet egzekucję, możemy przeprowadzić pomimo zarzutów, i jest to ważny powód, dla którego warto stosować weksle, ale trzeba mieć na uwadze, że jeśli sprawa trafi w tryb zarzutów lub sprzeciwu, to czas jej trwania jest potencjalnie nieograniczony.

A teraz proszę sobie wyobrazić, że wielu przedsiębiorców dochodzi należności nie na podstawie weksla, tylko zwykłych umów i faktur – nawet jeśli mają rację, nie chroni ich to przed „wymyślonymi” zarzutami, które mogą odwlec możliwość uzyskania zapłaty na bardzo długo…

2 lata, 4 lata, 5 lat – wyrok w sprawie kieleckich weksli

Po ponad 3 latach procesu, sąd okręgowy w Kielcach wydał wyrok w sprawie trzech oskarżonych. Dowiedzieliśmy się między innymi tego, że sądy w Polsce nie służą do rozstrzygania sporów. Ale… zacznijmy od początku.

Oskarżeni Paweł K. (remitent weksli) i Marcin S. (osoba, która w nieustalony przez sąd sposób weszła w posiadanie weksli wystawionych na zabezpieczenie bankowych kredytów) mieli działać wspólnie i w porozumieniu. Paweł K. był pod kierownictwem Marcina S. Wypełnili niezgodnie z wolą wystawców 52 weksle wystawione w latach ’90 na zabezpieczenie roszczeń kredytowych Wschodniego Banku Cukrownictwa (obecnie Getin Noble Bank SA). Na 42 wekslach umieścili indosy remitenta Pawła K. Nadto Paweł K. przerobił co najmniej 18 weksli w ten sposób, że uciął z ich górnego fragmentu część, na której znajdował się numer umowy kredytowej, którą weksel miał zabezpieczać.

Następnie remitent Paweł K. przekazał te weksle Marcinowi S. oraz Dariuszowi K. – po dokonaniu indosu na nich – czym ułatwił im popełnienie przestępstwa.

Konkretny zarzut wobec Marcina S. i Dariusza K. brzmiał następująco, powtarzając się kilkadziesiąt razy, w ramach każdego weksla:

W bliżej nieustalonych dniach pomiędzy styczniem 2013 a czerwcem 2013 w Kielcach blankiet weksla opatrzony podpisem [nazwisko wystawcy] wypełniony niezgodnie z wolą i na szkodę wystawcy wpisując pismem maszynowym na awersie datę [data] jako dzień wystawienia, sumę [suma] jako kwotę należności wekslowej, imię i nazwisko Pawła K. jako remitenta oraz miejscowość wystawienia weksla i płatności, termin płatności, a na rewersie Paweł K. na polecenie Marcina S. dokonał własnoręcznego indosu na rzecz Dariusza K., nie będąc wierzycielem wystawcy, który to weksel Paweł K. przyjął od Marcina S., a następnie przekazał Dariuszowi K.

Jak wspomniałem wyżej, niektórym wekslom ucinano ich górną część z numerem umowy kredytowej. W takim przypadku zarzucany czyn był rozszerzany o następujące oskarżenie:

…i tak wypełniony weksel, będący dokumentem do uzyskania sumy pieniężnej, Paweł K. na polecenie Marcina S. przerobił przez odcięcie górnej części weksla z numerem umowy kredytowej zabezpieczonej wekslem, który to weksel Paweł K. przyjął od Marcina S., przechowywał, a następnie po przekazaniu weksla do Marcina S. ten go przechowywał do dnia [daty różne 2013 roku].

Oskarżony Dariusz K., nabywca weksli został uznany winnym tego, że przerobił 25 weksli poprzez odcięcie od ich górnej części fragmentu zawierającego wskazanie umowy kredytowej, którą weksel zabezpieczał. Oraz o to, że weksle takie użył przed sądami cywilnymi. Zarzut brzmiał następująco:

Za pomocą podstępnego wprowadzenia w błąd Wystawcy polegającego na wysłaniu do niej/niego wezwania do wykupu weksla, oraz sądu w [nazwa sądu] polegającego na skierowaniu w dniu […] przeciwko […] pozwu o zapłatę sumy […zł], do którego przedłożył weksel przyjęty uprzednio od Pawła K. przerobiony i wypełniony niezgodnie z wolą wystawcy przez wpisanie [data] jako dnia wystawienia, kwoty […zł], Pawła K. jako remitenta, [miasto] jako miejsca wystawienia, [miasto] jako miejsca płatności, indosu na oskarżonego z obciętą przez oskarżonego górną częścią weksla w celu usunięcia znajdujących się na niej zapisów dotyczących umowy kredytowej zabezpieczonej wekslem, usiłował doprowadzić sąd w postępowaniu [sygnatura] do niekorzystnego rozporządzenia mieniem pozwanego/pozwanej w kwocie […zł], lecz zamierzonego skutku nie osiągnął z uwagi na odmowę zapłaty i niewydania prawomocnego orzeczenia (względnie: niewydania orzeczenia lub zawieszenia postępowania cywilnego).

Jako że odczytywanie wyroku trwało długo, ponad godzinę, powyższe cytowane formułki były odczytywane w stosunku do każdego pojedynczego weksla, oskarżony Dariusz K. zasłabł i stracił przytomność. Po zabraniu go przez karetkę pogotowia kontynuowano odczytywanie wyroku. W trakcie tej wymuszonej przerwy, na korytarzu można było usłyszeć komentarze poszkodowanych:
– szkoda, że nie było tego łysego [oskarżony Marcin S.], to by było „po sprawie”
– „ale jesteśmy oziębli, zero współczucia”

Marcina S. sąd skazał na 5 lat pozbawienia wolności i grzywnę 300x50zł
Dariusza K. na 4 lata pozbawienia wolności i grzywnę 300x50zł
Współpracującego z prokuraturą remitenta Pawła K. sąd skazał na 2 lata pozbawienia wolności i grzywnę 200x30zł.
Nadto od każdego oskarżonych na rzecz kilkunastu poszkodowanych, którzy wysunęli takie żądanie, sąd zasądził po 2000zł odszkodowania dla każdego z nich.

W uzasadnieniu odnośnie wyroku dotyczącego remitenta Pawła K. i Marcina S. sąd uznał, że między tymi osobami było porozumienie. Sąd koncentrował się przede wszystkim na wyjaśnieniach oskarżonego Pawła K., uznając że w znaczącej większości te wyjaśnienia zasługują na wiarę. Zgodnie z nimi Marcin S. zaproponował Pawłowi K., aby on firmował weksle, które znalazły się w posiadaniu Marcina S. w niewiadomy sposób – to nie zostało ustalone. Weksle stanowiły zabezpieczenie kredytów udzielonych w latach ’90 ubiegłego wieku na zakupy artykułów gospodarczych. Były to weksle in blanco, które w niewiadomy sposób wydostały się z banku i dotarły do tych oskarżonych. Marcin S. uznał, że można takie weksle wykorzystać i uzyskać pieniądze po ich bezprawnym wypełnieniu. Namówił Pawła K., aby on występował jako wierzyciel w tych wekslach, na to Paweł K. się zgodził, tłumacząc się trudną sytuacją majątkową, a Marcin S. obiecał mu pomoc finansową za to. Następnie Paweł K. na polecenie Marcina S. weksle indosował na rzecz oskarżonego Dariusza K. oraz samego Marcina S., w zależności od tego, jak oskarżony Marcin S. decydował. Sąd przyjął, że oskarżeni Marcin S. i Paweł K. działali wspólnie i w porozumieniu, ale to Marcin S. stanowił rolę przewodniczą przy popełnieniu tego przestępstwa. Oskarżeni wypełniając weksle działali z zamiarem, aby przy użyciu tych weksli zostało popełnione przestępstwo oszustwa, w związku z tym udzielili pomocy w popełnieniu tego przestępstwa Dariuszowi K., jak też w przyszłości takie przestępstwo planował oskarżony Marcin S., chciał najpierw odczekać, aby zobaczyć jak Dariusz K. poradzi sobie z tymi wekslami, i dopiero wówczas występować ze swoimi roszczeniami.

Wypełnienie weksli niezgodnie z wolą wystawcy, zgodnie z ostatnim, dosyć świeżym Sądu Najwyższego z kwietnia 2017 roku stanowi wypełnienie znamion występku z art. 270 par. 2 kodeksu karnego. I tak sąd przyjął w przypadku wszystkich oskarżonych. Ponieważ później doszło do obcięcia fragmentu weksla z numerami umów kredytowych, oznacza to, że dokument został przerobiony, a po wypełnieniu weksla in blanco stał się dokumentem uprawniającym do otrzymania sumy pieniężnej, czyli dokumentem, o którym mowa w art. 310 par. 1 kodeksu karnego. Odcięcie fragmentu takiego dokumentu, mimo że nie miało znaczenia do żądania zapłaty, do ważności weksla, stanowiło przerobienie dokumentu, i dlatego sąd uznał kwalifikację z art. 310 par. 1.

Marcin S. nie przyznawał się do winy, jego wyjaśnienia nie zasługiwały na wiarę, były wewnętrznie sprzeczne – najpierw wskazywał, że weksle pochodziły od oskarżonego Pawła K., potem wskazywał, że miały pochodzić od Dariusza K., potem twierdził, że nie miał wiedzy skąd pochodzą weksle, ostatecznie tylko przyznał się do odcięcia fragmentów weksli, a więc przyznał się do części przestępstwa mu przypisywanego.

W przypadku weksli, które następnie były przekazywane indosem na rzecz oskarżonego Dariusza K., Paweł K. wyjaśnił, że w tym przypadku to sam Dariusz K. obcinał fragmenty weksli, które otrzymał. Paweł K. przyznał, że pomagał mu w odcinaniu kilku weksli, natomiast nie wiadomo przy odcinaniu których weksli miało to miejsce. Brak było powodu, aby podważyć wyjaśnienia Pawła K. odnośnie przerabiania weksli przez Dariusza K., ponieważ Paweł K. nie obciążał w jakiś sposób szczególny tego oskarżonego, nawet wskazywał, że nie jest pewien, czy nawet on (Dariusz K.) nie został oszukany przez Marcina S., nie wiedział o istnieniu jakiegoś porozumienia pomiędzy tymi dwoma oskarżonymi. Oskarżenie Dariusza K. dotyczące przerobienia weksli sąd oparł na dowodzie wyjaśnień Pawła K.

Oskarżony Dariusz K. nie przyznawał się konsekwentnie, twierdząc, że został wprowadzony w błąd, że nie wiedział, że weksle są niewiarygodne, nie przyznawał się do przerobienia tych dokumentów. Sąd odmówił wiary tym wyjaśnieniom z uwagi na sprzeczności w wyjaśnieniach. Wskazywał różne informacje jeśli chodzi o informacje, które uzyskiwał od Pawła K. na temat pochodzenia weksli. Raz twierdził, że weksle miały pochodzić z pożyczek udzielanych przez Pawła K., potem się pojawia jakiś wspólnik, potem ponownie oskarżony twierdził, że tylko Paweł K. miał pożyczać pieniądze, potem są rozmowy, że „trzeba zeznawać tak, że Paweł K. pożyczał pieniądze za pośrednictwem wspólnika”. Ponadto okoliczności przedmiotowe przestępstwa – oskarżony uzyskał 28 weksli, wysłał wezwania do zapłaty do wystawców, żadna z tych osób nie przyznała się, by miała jakikolwiek dług, wszyscy zaprzeczyli wystawianiu weksli. To było wiarygodne, bo te osoby stwierdzając początkowo, że to nie są ich podpisy, wskazywały tymi swoimi stwierdzeniami emocjonalnymi początkowo, bo trudno się dziwić, że osoba starsza, która nie posiadała żadnych zadłużeń, nagle widzi dokument na podstawie którego ktoś żąda dziesiątków tysięcy złotych, to trudno się dziwić, że osoba w pierwszym odruchu twierdzi, że nie podpisywała takiego weksla. Podpisy były oryginalne, natomiast treść weksli była stworzona na okoliczność tego, żeby popełnić przestępstwo.

Nie jest prawdą, to co twierdził Dariusz K., że musiał występować z pozwami, aby nie dopuścić do przedawnienia roszczeń wekslowych. W dokumentach, które zostały zabezpieczone jest zestawienie wykonane przez samego oskarżonego do kiedy może dochodzić roszczeń z weksli. Wynika z niego, że tylko w jednym przypadku termin kończył się w styczniu 2014, kolejne: maj, wrzesień, październik, a pozostałe w roku 2015, a nawet w 2016. Te terminy były na tyle odległe, że oskarżony, gdyby miał wątpliwości, tak jak twierdził, że dopiero w pewnym momencie już po zakupie te wątpliwości co do weksli powziął – dlaczego ludzie nie chcą płacić, dlaczego zaprzeczają, tak emocjonalnie reagują, to nie powinien występować z żądaniami aby uzyskać nakazy zapłaty. Oskarżony liczył, że to są osoby starsze, występował do sądów dalekich miejscowo i to utrudniało pokrzywdzonym działania. Z tych powodów sąd uznał wyjaśnienia oskarżonego za niewiarygodne.

Mój komentarz

Jeśli spojrzeć na tę sprawę z punktu widzenia tego, co wynika z dokumentów, to główną winę ponosi w niej Paweł K., który stał się remitentem tych weksli i własnoręcznym swoim podpisem dokonywał indosów, zbywając wekske na pozostałych dwóch oskarżonych. W toku sprawy ustalono, że działał na polecenie „szarej eminencji” Marcina S., który w jakiś sposób wszedł w posiadanie wekski, i użył Pawła K. jako słupa.

Wina Pawła K. jest bezsporna, bo wynika i z jego zeznań, i z dokumentów weksli. Nie wnikam zbytnio także w to, na ile prawdą jest, że to właśnie Marcin S. był prowodyrem całej sprawy. Obu panów nie znam, nie rozmawiałem z nimi, a ustalenia sądu nie wydają mi się niemożliwe.

Natomiast ze szczególną uwagą wsłuchiwałem się w oskarżenie nabywcy weksli Dariusza K. Osoba ta nawiązała ze mną kontakt po nabyciu przez nią weksli, kiedy to na forum wekslowym zaczęła zadawać pytania w tej sprawie. Wielokrotnie się z nią widziałem i omawialiśmy jej położenie w wysuwanych wobec niej roszczeniach cywilnych. Zawsze twierdziła, że weksle kupiła wypełnione, oczywiście z chęci zysku (ale to chyba nie jest karalne:), żadnych weksli nie przerabiała i nie ucinała, a mając na uwadze, że sama za weksle zapłaciła remitentowi kilkaset tysięcy złotych, to też powinna być poszkodowaną w tej sprawie.

Jednak w związku z faktem, że osobie tej zarzuca się także przerabianie weksli poprzez ich ucinanie, co automatycznie podwyższa wymiar kary do 5-25 lat pozbawienia wolności, tak jak za fałszerstwo pieniędzy, to z zainteresowaniem obserwowałem proces, aby dowiedzieć się, czy rzeczywiście nabywca weksli był taki zły, jak zarzuca mu prokurator, a jedynie przede mną udawał poszkodowanego indosatariusza (nabywcę weksli).

Po 3 latach procesu dowiedziałem się, że jedynym dowodem, na którym sąd oparł swoje przekonanie, że nabywca dopuszczał się przerabiania weksli, były zeznania remitenta Pawła K., który w porozumieniu z Marcinem S. naciągnął Dariusza K. na zakup weksli.

Jak tam było, tak tam było, natomiast patrząc obiektywnie i bardziej całościowo – czuję niepokój związany z faktem, że może dojść do sytuacji, kiedy nabyłbym sfałszowane przez remitenta weksle, a wystarczającym dowodem mojej winy byłoby to, że ten, kto mi te weksle sprzedawał stwierdziłby, że razem z nim je fałszowałem.

Jako kuriozalne oceniam ustalenia sądu, że oskarżony nie powinien kierować powództw cywilnych, jeśli wystawcy twierdzili, że takich weksli nie wystawiali. Okazuje się zatem, że sądy w Polsce nie służą już do rozstrzygania sporów. Sąd wymieniał daty przedawnień roszczeń, sugerując że oskarżony mógł jeszcze wstrzymywać się z dochodzeniem roszczeń, nie bardzo wiem jednak na co trzeba było jeszcze czekać, skoro większość zarzutów polegała na negowaniu prawdziwości podpisu, a chyba w katalogu możliwych sposobów wyjaśnień takiego sporu w sposób cywilizowany jest rozprawa sądowa. Jak widać nie, a sąd okręgowy w Kielcach uznaje starą rzymską zasadę „cunctando rem restituere” co oznacza, aby sytuację ratować zwlekaniem. Jeśli zatem masz dłużnika, który bardzo emocjonalnie neguje istnienie swojego długu, to raczej go nie pozywaj, a jeśli już, to niedługo przed terminem przedawnienia. Bowiem zbytnie dbanie o własne interesy może być uznane za przestępstwo.

O apelacji, która niewątpliwie się pojawi i będzie rozpatrywana w Krakowie, zapewne będę dalej relacjonował 😊

Dwudziesta trzecia rozprawa w sprawie kieleckich weksli

Na ostatniej rozprawie były kończone mowy końcowe.

Przedstawicielka poszkodowanych mówiła, że od 5 lat żyją w stanie, w którym muszą bronić się przed oszustami. Z przerażeniem obserwują ich tłumaczenia. Zarzuciła nabywcy weksli, byłemu policjantowi, że został wyszkolony do walki z oszustami, a po przejściu na emeryturę sam zaczął oszukiwać. Jest dla nich człowiekiem złym i pozbawionym skrupułów. O jego złej woli świadczyć ma to, że sprawy z weksli kierował do sądów w całej Polsce (wg miejsca płatności weksla), a nie do Kielc, w którym okręgu mieszkali wystawcy. Drugi oskarżony miał już wcześniej brać udział w transakcji zakupu weksla na 500 000 zł. Oskarżeni mieli doskonale wiedzieć, że weksle pochodzą z przestępstwa. Żałowała, że nie wszyscy dożyli końca tej sprawy, dwóch poszkodowanych zmarło, być może stres związany z tą sytuacją mógł się do tego przyczynić. Oczekują wysokiego wymiaru kary, aby było wiadomo, że do dużych pieniędzy dochodzi się ciężką pracą, a nie oszustwem. Ponadto zażądali od każdego z oskarżonych na rzecz każdego z poszkodowanych po 20 000 zł zadośćuczynienia.

Obrońca nabywcy weksli, detektywa Dariusza K. mówiła, że sprawa budzi emocje, ale prosi o odłożenie ich na bok i o to, aby skupić się na materiale dowodowym. Porozumienie, wspólne działanie, spisek – tego postępowanie nie wykazało. Tylko oskarżony Dariusz K. miał wyjaśniać od początku wszystko konsekwentnie, i nie zmieniał zeznań w trakcie postępowania.

Sam oskarżony osobiście mówił, że był tylko nabywcą weksli, który również stracił na tej transakcji. Sprawy kierował do sądu, ponieważ wystawcy weksli twierdzili, że w ogóle ich nie podpisywali, więc sąd cywilnym był właściwym organem do rozstrzygnięcia tego sporu. Żaden z oskarżonych przed wytoczeniem powództwa nie sugerował, że weksle mogły pochodzić z banku.

Radca prawny będący obrońcą Marcina S. zwrócił uwagę, że mamy do czynienia z człowiekiem („Ecce homo”) i wszystkie kwestie przemawiające na jego korzyść muszą być uwzględnione. Postępowanie nie dało odpowiedzi na pytanie kiedy doszło do podrobienia lub przerobienia weksli, czy w którym momencie zostały uzupełnione. Chybiony jest również zarzut pomocnictwa wobec tego oskarżonego. Radca prawny zwierzył się, że pomimo skończonych studiów i aplikacji, nie może powiedzieć, aby mógł udzielić komuś rady z zakresu prawa wekslowego. Może tylko przytoczyć komentarze. Tym bardziej rad takich nie mógł udzielać oskarżony, który z wykształcenia jest technikiem. Nie można zatem mówić o pomocnictwie, skoro rzekomy pomocnik „się nie zna”. Przyznał, że oskarżony miał już wcześniej do czynienia z wekslami, ale były to tylko weksle kolekcjonerskie. Chybiony jest również zarzut 286 kodeksu karnego, ponieważ w sprawie nie doszło ani do wprowadzenia w błąd, ani do wyzyskania błędu lub niezdolności pojmowania – po stronie wystawców weksli. Choćby dlatego, że oskarżony Marcin S. w żaden sposób z wystawcami weksli się nie kontaktował, ani nie wystawiali oni weksli za jego namową. Nadto pełnomocnik zwrócił uwagę, że być może nie mamy tu do czynienia ze szkodą znacznej wartości – jako że jeśli weksle były wystawiane przez wystawców przed rokiem 1995, to każdą sumę wekslową należy podzielić przez 10 000, z uwagi na denominację.

Wyrok w przyszłym tygodniu.

Dwudziesta, dwudziesta pierwsza i dwudziesta druga rozprawa w sprawie kieleckich weksli

Zrobiło się trochę zaległości w relacjach, bo i niewiele ciekawego się działo. Ot, trochę spraw formalnych trochę przekomarzania się oskarżonych między sobą, kto z nich ma więcej, lub ma mniej pieniędzy, kto gdzie jeździł na wczasy, i ilu miał kiedyś obrońców, jakie kredyty spłacił lub nie spłacił, i jakie kto ma zaległości w urzędzie skarbowym lub ZUS. Wszystko to ma na celu wykazanie w odpowiednim kontekście, różnym dla każdego z trzech oskarżonych, tego, czy było możliwe, aby nabywca weksli zapłacił za nie remitentowi, kto komu pożyczał pieniądze, kto kogo mógł szantażować, a przede wszystkim kto na tym interesie naprawdę stracił, a kto tylko udaje, że stracił. Skoro bowiem nabywca weksli twierdzi, że zapłacił za nie remitentowi pół miliona, to jeśli jest to prawda, to znaczy, że powinien być poszkodowanym, a nie oskarżonym w sprawie, a jeśli wpłaty były fikcyjne, to wnioski nasuwają się odwrotne.

Udało się przesłuchać radcę prawnego, o którym pisałem już, że zapierał się rękami i nogami przed zeznawaniem, niemniej jednak sądy dwóch instancji łaskawie zwolniły go z zachowania tajemnicy radcowskiej, na okoliczność tego, jakich porad udzielał oskarżonemu detektywowi Dariuszowi K., występującemu w sprawie tych weksli jako indosatariusz (nabywca).

Pan mecenas zeznał, że mimo że wraz z oskarżonym dzielą biuro w tym samym budynku, to w sprawie opinii dotyczącej tych weksli zgłosił się on do niego po 8 miesiącach od daty ich zakupu. W przygotowanej opinii prawnik napisał, co podtrzymuje do dziś dzień, że weksle pod względem formalnym były prawidłowe.

Sąd dopytywał, czy jego czujności nie wzbudził fakt, że do weksli wystawionych w latach 2002-2003 (wg wskazanej na niej daty wystawienia) użyto blankietów weksli z wcześniejszych okresów. Sąd uznawał, że oznacza to, że były one wystawione „niezgodnie z rozporządzeniem”. Nie pamiętał jakim, więc poprosił prokuratora o przypomnienie. Prokurator na chybił trafił podał chyba jakąś losową nazwę rozporządzenia, której nazwa i tak nie ma znaczenia, bo całe te pytania były zupełnie pozbawione sensu, a więc i odpowiedziami nie ma sobie co głowy zawracać. Nawet w czasach, kiedy obowiązywały opłaty skarbowe od weksli, i zwykle używano do tego urzędowych blankietów, nie były one bezwzględnie obowiązujące. Nie było zakazu, aby używać blankietów starszych, czy w dowolny sposób niezgodnych z wzorem aktualnie używanych blankietów, skoro ktoś je jeszcze posiadał, tak samo jak ja i dzisiaj mogę wystawić weksel, używając blankietu, który był produkowany i sprzedawany do roku 2007, kiedy to zniesiono opłatę skarbową.

Kolejnym pytaniem sądu było to, czy fakt, że na wekslach znajdowała się za mała opłata skarbowa nie wzbudził czujności u opiniującego weksle prawnika. Tutaj znów wydaje mi się, że pytanie to było jak strzał kulą w płot – już pomijając fakt, że za mała opłata skarbowa, czy nawet jej brak, w żaden sposób nie oznaczają nieważności weksla, to należy pamiętać, że opłata skarbowa w wysokości 1/10 procenta wynosiła tylko weksle wymieniające kwotę w chwili ich wystawienia. Jeśli to był weksel in blanco, a tak mogło być w tym przypadku, stosowano zgodnie z przepisami opłatę stałą w wysokości 15zł, a późniejsze wypełnienie weksla na dowolnie wysoką sumę nie powodowało obowiązku dopłaty podatku (choćby z tego powodu, że obowiązek ten ciążył na wystawcy weksla i to w momencie wystawienia, więc nie mógł on potem uzupełniać opłaty skarbowej od weksla, który od dawna nie był w jego posiadaniu, jak również nie mógł musieć dochować terminu zapłaty tego podatku, który już dawno minął, a sam obowiązek zapłaty tego podatku mógł się nawet przedawnić – jeśli minął ponad rok od dnia wystawienia weksla).

Tym samym badając poprawność danego weksla, nie bierze się pod uwagę uiszczonej opłaty skarbowej.

Niespodziewanie (przyzwyczajony do „spokojnego” prowadzenia tego procesu) już dzisiaj, na 22. rozprawie, zaczęto mowy końcowe. Czasu starczyło tylko na prokuratora. Opowiadał o tym, jak doszło do oszustwa, że wg niego remitent Paweł K. występujący w wekslach był tylko wplątanym w to pionkiem, a rzeczywistymi spiritus movens tego przestępczego procederu byli Marcin S. oraz nabywca weksli Dariusz K.

Wobec remitenta Pawła K. zasugerował karę 3 lat pozbawienia wolności, wobec Marcina S. 8 lat, a wobec nabywcy weksli Dariusza K. – 10 lat. Na wysokość ostatniej z kar miałoby się składać również to, że Dariuszowi K. jest zarzucane „obcinanie weksli” z zawartych na nich numerów umów kredytowych, co jest karane z całą surowością na równi z fałszerstwem pieniędzy.

Kolejna rozprawa wkrótce:)

Zmiany terminów przedawnienia – co to oznacza dla uczestników obrotu wekslowego?

Już za parę tygodni, 9 lipca 2018r., zmieniają się niektóre terminy przedawnienia roszczeń cywilnych. Co to oznacza dla ciebie, jako posiadacza weksli? Czy trzeba się spieszyć i wyciągać stare weksle z szuflady? A może będzie trzeba pogodzić się ze stratą roszczeń ze starych nakazów? Krótki poradnik o tym, jak poradzić sobie ze zmianą prawa

Po pierwsze i najważniejsze – nic nie zmienia się w przedmiocie terminów przedawnienia roszczeń z weksla, z którego jeszcze nie wytoczyłeś powództwa. Obowiązuje tutaj nadal 3-letni termin przedawnienia wobec wystawcy weksla własnego, pozostawione są również inne (krótsze) terminy przedawnienia pomiędzy innymi niż wystawca i posiadacz uczestnikami.

Konsument szczególnie chroniony

Wprowadzona zostaje nowa zasada, że nie można pozwać konsumenta o roszczenie, które jest już przedawnione. Zwracam uwagę na to, że ograniczenie to dotyczy tylko pozwanych-konsumentów. Zatem po stronie powodowej musi występować firma – spółka prawa handlowego lub osoba fizyczna prowadząca działalność gospodarczą, dla której roszczenie wekslowe jest związane z taką właśnie działalnością, a po stronie pozwanej osoba fizyczna, dla której wystawienie weksla było niezwiązane bezpośrednio z jej działalnością gospodarczą lub zawodową. W takim przypadku, jeśli sąd będzie rozpatrywał pozew z przedawnionego roszczenia z weksla, a powodem będzie spółka prawa handlowego, albo osoba fizyczna, i jednocześnie sąd będzie wiedział, że jest ona przedsiębiorcą, a po stronie pozwanej znajdzie się konsument, to sąd powództwo powinien od razu oddalić.

Do rozważenia (i ewentualnego przetestowania przed sądem) pozostaje to, czy dokonanie indosu weksla z przedsiębiorcy na nieprzedsiębiorcę powoduje utratę statusu konsumenta przez pozwanego. Przeciwko takiej tezie w mojej ocenie świadczy to, że o statusie konsumenta świadczy sam fakt dokonania czynności z przedsiębiorcą (czyli wystawienie weksla remitentowi-przedsiębiorcy), a status konsumenta nabywa się (lub nie) w momencie dokonywania tej czynności, a nie w momencie dochodzenia roszczenia.

6 lat przedawnienia nakazów zapłaty

Istotna zmiana następuje natomiast w przypadku przedawnienia roszczeń stwierdzonych nakazami zapłaty lub wyrokami. Dotychczas było to 10 lat, od lipca okres ten zostaje skrócony do 6 lat – za to termin ten nie liczy się „dzień do dnia”, tylko zaczyna biec dopiero od końca roku – czyli zwykle będzie to trochę więcej niż 6 lat.

Co z już wydanymi nakazami? Jeśli masz nakaz, który ma już 8 lat, to czy w lipcu automatycznie się przedawni?

Na szczęście nie.

W przypadku starych nakazów będzie stosowana zasada, że termin 6-letni przedawnienia będzie liczony od lipca 2018 roku, ale jednocześnie przedawnienie nastąpi w terminie wcześniejszym z następujących – po upływie 10 lat wg starych reguł, albo po upływie 6 lat od lipca 2018, zgodnie z nowymi zasadami – w zależności od tego, który okres przedawnienia nastąpi wcześniej.

Przykład 1.
Nakaz zapłaty wydany w roku 2010 przedawni się w roku 2020, ponieważ 10-letni okres przedawnienia liczony od roku 2010 upłynie szybciej niż 6-letni termin przedawnienia liczony od lipca 2018r.

Przykład 2.
Nakaz zapłaty wydany w roku 2018 wg starych zasad przedawniłby się w roku 2028. Po aktualnych zmianach, przedawnienie nastąpi w 6 lat po lipcu 2018, więc w roku 2024.

Jeśli wierzycielem jest konsument…

I ma wobec przedsiębiorcy stare nakazy zapłaty, wówczas konsumenta tego zmiany nie obowiązują – jego nakazy chronione są bezwzględnym 10-letnim terminem przedawnienia.

A co, jeśli 6 lat, to mało?

Jak ścigać dłużnika do śmierci (jego lub twojej?)

Każdy sprytny wierzyciel musi pamiętać, że wszczęcie postępowania egzekucyjnego przed komornikiem powoduje, że w przypadku późniejszego umorzenia egzekucji z uwagi na jej nieskuteczność, 6-letni termin przedawnienia zaczyna biec na nowo od daty prawomocnego umorzenia postępowania. Jeśli zatem co około 6 lat będziesz wszczynał egzekucję, możesz wówczas próbować dochodzić swojej należności do samego końca.

Co po śmierci (jego lub twojej?)

Wierzytelność, albo dług, wchodzą w skład spadku. W przypadku długu w spadku – niestety z dobrodziejstwem inwentarza, czyli spadkobiercy spłacają długi tylko do wysokości otrzymanych aktywów spadku. W praktyce, jeśli zmarły miał tylko długi, to nie płacą nic. Ale czasem warto próbować :)

Co zrobić, jeśli sąd żąda od powoda dowodu przedstawienia weksla do zapłaty?

Kilkukrotnie już spotkałem się z sytuacją, kiedy pomimo złożenia prawidłowego pozwu wraz z prawidłowym wekslem, sąd wstrzymuje się z wydaniem nakazu zapłaty i pismem wzywa powoda do wykazania dowodu na przedstawienie weksla do zapłaty – uzasadniając to wątpliwościami albo co do samej zasadności roszczenia (czy nie jest przedwczesne), albo przynajmniej uznając, że wymóg ten jest uzasadniony ustaleniem faktu, czy powód ma prawo domagać się odsetek od danej daty.

Uzasadnieniem ma być art. 6 kc., zgodnie z którym „Ciężar udowodnienia faktu spoczywa na osobie, która z faktu tego wywodzi skutki prawne”. I można by rzeczywiście stwierdzić, że skoro ktoś twierdzi, że weksel przedstawił 15 maja 2018 roku i od tej daty żąda odsetek, to na nim spoczywa ciężar dowodu tej okoliczności.

Tyle że teoria (i praktyka) w tym zakresie jest, a przynajmniej powinna być, inna.

Niewątpliwie przedstawienie weksla do zapłaty to obowiązek posiadacza, i dopiero po przedstawieniu można mówić o popadnięciu wystawcy w zwłokę w spłacie swojego zobowiązania. Również z samego pozwu powinno wynikać, iż weksel został przedstawiony do zapłaty. Jednakże wystarczą wyłącznie odpowiednie stwierdzenia powoda, że przedstawienia weksla dokonał w określonym dniu, bez konieczności dowodzenia tego innymi środkami dowodowymi. Zresztą przedstawienie takiego dowodu mogłoby być niemożliwe – w końcu przedstawienie weksla nie odbywa się w formie pisemnej, notarialnej, tudzież nie ma obowiązku nagrywania tego faktu, powód zatem najczęściej dysponuje tylko swoim słowem na okoliczność dokonania tego obowiązku.

Można by stwierdzić, że powód powinien sumienniej zadbać o udokumentowanie tego faktu, ale nie ma ku temu podstaw, ponieważ – opierając się na tym samym artykule 6 kc. wspomnianym na początku – ciężar dowodu w tej materii rozkłada się w ten sposób, że to na pozwanym spoczywa ciężar przedstawienia dowodu na to, że do przedstawienia weksla nie doszło. A skoro mowa o zarzucie pozwanego, to znaczy, że temat przedstawienia weksla nie podlega ocenie na etapie wydawania nakazu zapłaty. Tym samym uzależnianie nadania biegu sprawy od wykazania dowodami innymi niż zreferowanie stanu faktycznego w uzasadnieniu pozwu – nie jest słuszne. Zresztą w jaki sposób powód miałby to udowodnić, „że nie jest wielbłądem”? Z wekslem w miejscu i terminie płatności był, dłużnik nie zapłacił (albo nawet go nie zastał), zapewne opisał to w pozwie – nic więcej na tę okoliczność ani powiedzieć, ani przedstawić się nie da.

Jeśli sąd w twojej sprawie wymaga od ciebie takiego dowodu na etapie wydawania nakazu zapłaty, należy odpisać i powtórzyć w ślad za pozwem, że przedstawienie weksla do zapłaty nastąpiło, można dokładnie opisać okoliczności, ale i pouczyć skład sędziowski, iż dalsze prowadzenie środków dowodowych w tym zakresie byłoby uzasadnione dopiero po ewentualnych zarzutach ze strony pozwanego, a i tak wówczas to środki dowodowe przedstawiane przez pozwanego, a nie przez powoda, podlegałyby ocenie w celu ustalenia poprawności przedstawienia weksla do zapłaty.

Poniżej przedstawiam fragment przykładowego uzasadnienia wyroku, w sprawie w której sąd musiał się pochylić nad zarzutem nieprzedstawienia weksla do zapłaty – podniesionym przez pozwanego, ale niedostatecznie udowodnionym.

Osiemnasta i dziewiętnasta rozprawa w sprawie kieleckich weksli (o tajemnicy radcy prawnego w praktyce)

Ostatnie rozprawy coraz mniej odnosiły się do meritum aktu oskarżenia; większość czasu zajmowały wnioski formalne (głównie dowodowe, w tym tak nierealne, jak zgłoszenie się do firm internetowych o udostępnienie treści prowadzonej korespondencji mailowej sprzed paru lat), czy polemika pomiędzy wyjaśnieniami oskarżonych, często dotyczących spraw dość luźno związanych z umowami dotyczącymi weksli. Kto gdzie przechowuje broń, czy miał w biurze sejf, czy jeśli oskarżony kłamie w jakiejś innej sprawie, to możemy dać wiarę jego zeznaniom w sprawie obecnej itp.

Jednym ze świadków miał być radca prawny, udzielający ongiś konsultacji wekslowej jednemu z oskarżonych. Miał być, stawił się na wezwanie sądu, ale odmówił składania zeznań, powołując się na tajemnicę radcy prawnego. Sąd chyba nie czytał doniosłego wpisu Błażeja Sarzalskiego na jego blogu, wychwalającego kontakty z zawodowymi pełnomocnikami, jako dającymi maksimum prywatności, bo po wysłuchaniu prokuratora i oskarżyciela, przeszedł nad tym do porządku dziennego po prostu zwolnił radcę prawnego z zachowania tej tajemnicy. Sam radca prawny oczywiście nie jest w ciemię bity, i zapowiedział odwołanie się od tego postanowienia („pan mecenas zna prawo, i nie muszę chyba pouczać o terminach odwołań” – spytał sąd, dbając o dopełnienie formalności), co zapewne spowoduje, że jego przesłuchanie po prostu się odwlecze o parę tygodni lub parę miesięcy.

Kolejna rozprawa w maju.

Czy niezałączenie do pozwu umowy ze stosunku podstawowego to przestępstwo?

Już osiem lat temu pisałem o tym, że do wytoczenia powództwa sądowego z prawidłowego weksla wystarczy sam weksel i nie potrzeba dołączać umowy ze stosunku podstawowego. Czyżbym nieświadomie namawiał do popełnienia przestępstwa?

Obserwuję toczącą się przed Sądem Okręgowym w Warszawie sprawę karną (prowadzoną nota bene przez znanego sędziego Igora Tuleyę) przeciwko (w zamyśle prokuratury) zorganizowanej grupie przestępczej, o bardzo szerokim spektrum działania. Przewijają się tam tematy wyłudzeń nieruchomości pod pretekstem udzielania pożyczek, współdziałania z nieuczciwym notariuszem, oraz obrót wekslami, również zabezpieczonymi hipotecznie.

Działalność tych osób, jak i cała sprawa karna, to spory, wielowątkowy temat do dyskusji, i na pewno będzie ona inspiracją do wielu opowieści na tematy wierzytelnościowo-wekslowe.

I aby nie być gołosłownym, zacznę od analizy bardzo krótkiego fragmentu aktu oskarżenia, który brzmiał:

„Zatajenie przed sądem, że weksel zabezpiecza roszczenia wynikające z umowy pożyczki, a następnie prowadzenie egzekucji z tak otrzymanego nakazu zapłaty”

W mojej ocenie taki zarzut „nie trzyma się kupy”.
Aby cokolwiek „zataić”, wpierw musi istnieć obowiązek ujawnienia jakiegoś faktu przed sądem. Tymczasem warunkiem wydania nakazu zapłaty na podstawie weksla jest sam weksel, bez konieczności dołączania dodatkowych umów. Nawet jeśli w sprawie pojawią się zarzuty, to powód nie jest zobowiązany do przedstawiania dowodów na ich poparcie (czyli wspomnianych „umów pożyczek”), ponieważ na podstawie art. 6 kodeksu cywilnego, ciężar dowodu spoczywa na stronie, która takimi zarzutami chciałaby się bronić, czyli na pozwanym. Skoro zatem na żadnym etapie powód nie jest zobowiązany do ujawniania stosunku podstawowego, kuriozalnym jest zatem wysuwanie wobec niego zarzutu „zatajania” tego faktu. Zwłaszcza, jeśli nawet zarzutów nie było, a sprawa kończyła się prawomocnym nakazem zapłaty.

Mocno naciągając mógłbym dać śladowe ilości sensu oskarżeniu, że przestępstwem może być kierowanie powództwa w sytuacji, kiedy powód wie, że roszczenie nie jest mu należne. Taka sytuacja zachodzi jednak bardzo rzadko – nawet powodowie prowadzący działalność przestępczą, głęboko wierzą w zasadność swoich roszczeń (w końcu na tym właśnie opierają swoją działalność, wykorzystując do tego celu całkiem poprawnie wyglądające umowy z poszkodowanymi osobami). Ponadto taka jest rola sądów cywilnych, aby wątpliwości rozstrzygać w procedurze cywilnej, a nie karnej. Byłoby bardzo dziwnym, gdyby każdemu powodowi, któremu oddalono powództwo w sprawie cywilnej (co przecież jest sytuacją niemalże nagminną) przedstawiano z automatu zarzut karny w związku z faktem, że kierował do sądu cywilnego niezasadne roszczenie.

Na pewno przyjrzę się wyrokowi w tym kontekście:)

Siedemnasta rozprawa w sprawie kieleckich weksli

Sprawa powinna zakończyć się już rok temu, ale z uwagi na leczenie oskarżonego, nie było to możliwe – tak sąd podsumował dzisiaj czas jej trwania. Wyraził nadzieję że wyznaczone kolejne dwa terminy rozpraw wystarczą na zamknięcie przewodu sądowego. „Dalej będzie się tym zajmował sąd apelacyjny” – z pewną nadzieją prorokowała sędzia. Tymczasem wątku biegło-psychiatrycznego ciąg dalszy.

Okazało się, że grudniowa ekspertyza biegłych, powołanych przez sąd, była dla oskarżonego (jako człowieka) bardzo korzystna. Brak zaburzeń psychicznych, inteligencja w normie. Wnioski – oskarżony może brać udział w rozprawach, a nawet sam się bronić.
Obrońca oskarżonego chciał konfrontacji biegłych – tych, wydających opinię ostatnią, dopuszczającą do udziału w rozprawie – z tymi wcześniejszymi biegłymi – którzy mieli na ten temat zdanie odmienne. Sąd nie uwzględnił tego wniosku – w pierwszej opinii biegli, nie dopuszczając do udziału oskarżonego w rozprawie, stwierdzili, że kolejna opinia powinna być wykonana za pół roku. Akurat termin ten zbiegł się z terminem wydania drugiej opinii przez nowy skład biegłych. Jako że „nowsza opinia jest bardziej aktualna” i wcale nie musi być sprzeczna z poprzednią (wydana bowiem była na podstawie bardziej aktualnej obserwacji stanu psychicznego oskarżonego, a przecież „stany psychofizyczne się zmieniają”), w związku z tym, nie trzeba konfrontować biegłych na rozprawie.

Nie został również uwzględniony wniosek o samo przesłuchanie biegłych wydających drugą opinię, jako że podstawą przesłuchania miało być uzyskanie informacji „na jakiej podstawie biegli wydali taką opinię”, a w ocenie sądu podstawy takie są wskazane w samej opinii („badanie oskarżonego oraz akta sprawy”).

Zamykając (przynajmniej do czasu apelacji) ten wątek sprawy, sąd przeprowadził parę czynności formalnych, oraz zaplanował wezwanie na przesłuchanie dodatkowego świadka zgłoszonego przez oskarżonego Marcina S. Wnioskowanym świadkiem jest radca prawny, który miał dokonywać opinii prawnych weksli na prośbę oskarżonego Dariusza K., a nadto miał rzekomo pracować w banku, z którego te weksle „wyciekły”. Zdaniem jednego z oskarżonych, ma to świadczyć o tym, że to właśnie Dariusz K. wraz ze wspomnianym radcą prawnym byli spiritus movens tego przedsięwzięcia.

Kolejna rozprawa jeszcze w tym miesiącu.

Czy polecam zostać poręczycielem w Żabce?

Dwa lata temu napisałem wpis na temat weksla podpisywanego przez ajentów Żabki. Miałem wówczas możliwość rozmawiać z kilkoma poręczycielami takich weksli, w okolicznościach niekoniecznie dla nich przyjemnych, w związku z wysuwanymi wobec nich żądaniami. Wpis dorobił się wielu komentarzy, a do mnie napływać pytania nie tylko od osób, które już stały się dłużnikami, ale również od tych, których dopiero poproszono o bycie poręczycielem weksla wystawionego na rzecz Żabki.

Sytuacja jest bowiem taka, że każdy, kto chce otworzyć sklep, musi przyprowadzić przynajmniej jednego lub dwóch poręczycieli, którzy w razie niewypalenia interesu będą odpowiadać długi tego przedsiębiorcy.

Czy mogę uczciwie polecić stanie się takim poręczycielem?

TL;DR – nie polecam bycia poręczycielem w Żabce, ponieważ proponowane warunki poręczenia nie są bezpieczne i uczciwe.

A teraz przejdźmy do uzasadnienia :)

Aby ze spokojnym sumieniem zostać poręczycielem, w mojej ocenie powinno być spełnione kilka warunków.

1. Wiemy, za kogo poręczamy,
2. Wiemy, za co poręczamy,
3. Wiemy, na jaką sumę poręczamy,
4. Wiemy, na jak długo poręczamy.

W przypadku Żabki spełniony jest tylko pierwszy warunek – podpisując weksel wiemy, za kogo ręczymy.
Niestety żaden z pozostałych warunków nie jest spełniony. Nie wiemy za co poręczamy, ponieważ poręczając na początku za jeden sklep, nie mamy potem kontroli nad tym, czy ten sam weksel nie zostanie użyty do zabezpieczenia roszczeń z kolejnych sklepów, które ajent może otworzyć w przyszłości. W takim przypadku bowiem Żabka podpisuje z ajentem aneks, w którym rozszerza zabezpieczenie podpisanym wekslem również na kolejne sklepy, a poręczyciel nie ma drogi, aby sprzeciwić się takiemu porozumieniu.

Nie wiemy na ile poręczamy, ponieważ nie ograniczamy swojego poręczenia odnośnie sumy.

Nie wiemy na jak długo poręczamy – to znaczy w najgorszym przypadku poręczamy do końca naszego życia, a nawet potem dług może przejść na naszych spadkobierców. Tymczasem w życiu bywa tak, że chcemy w końcu przestać być czyimś poręczycielem. W przypadku Żabki nie mamy takiej możliwości bez zgody wierzyciela. Oczywiście wycofanie poręczenia w każdym momencie nie powinno być możliwe, to zrozumiałe, niemniej jednak powinien być zakreślony jakiś okres, po którym poręczyciel powinien móc się wycofać, a ajent powinien wówczas przedstawić nowe sposoby zabezpieczenia jego roszczeń. Nie można bowiem czynić z poręczyciela niewolnika czyjegoś biznesu.

Kto może spokojnie poręczyć weksel dla Żabki?

Zastanawiając się nad tym, doszedłem do wniosku, że są to dwie grupy ludzi.

Po pierwsze – osoby na tyle bogate, że jeśli za 10 lat ktoś do nich przyjdzie i powie: „proszę zapłacić 2 miliony złotych w ciągu 7 dni”, to po prostu wypłacą te pieniądze, i bez żalu spłacą dług osoby, za którą poręczyły.

Po drugie – osoby, które nic nie mają i na pewno nie będą miały w przyszłości – aby w razie czego uczciwie rozłożyć ręce i powiedzieć „nie mam nic, a zatem ani nie zapłacę, ani nic nie stracę”.

Jeśli natomiast masz dom, masz mieszkanie, masz emeryturę, lub choćby nawet tylko perspektywy na nią za 20 lat – nie warto poręczać Żabce.

Nie warto również przeceniać swojego zaufania do osoby, za którą się ręczy. Wysłuchałem wiele smutnych historii. To, że w długi żonę wpędza były mąż, można zrozumieć. Obecny mąż – również. Ale szczególnie przykre są opowieści, kiedy to rodzice-poręczyciele są wpędzani w gigantyczne długi przez swoje dzieci, tracąc mieszkania i emerytury – gdy często doprowadza to do zupełnego rozpadu relacji rodzinnych. i odwrócenia się dzieci od rodziców :(

Czy można wystawić weksel w Bitcoinie?

Temat Bitcoina jest ostatnio modny. Ci, którzy żałują, że nie kupili go dwa lata temu i nie zarobili dziesiątek razy więcej, twierdzą, że to bańka spekulacyjna. Ci, którzy kupili, uznają go za kryptowalutę z przyszłością. Wszyscy pozostali, w tym i ja, z ciekawością obserwują sytuację rynkową, bez opowiadania się po którejś ze stron :)

Nie wdając się w bezcelowe w tym przypadku dyskusje, czy Bitcoin (lub inne kryptowaluty) to hit, czy kit, warto odpowiedzieć sobie na pytanie, czy można wystawić weksel, którego walutą będzie Bitcoin.

Jednym z ustawowych elementów, które powinien posiadać weksel jest oznaczenie sumy pieniężnej, którą dłużnik ma zapłacić, przy czym do tej pory uznawano, że „suma pieniężna” musi się składać z kwoty oraz waluty.

Czy można zatem wystawić weksel opiewający na walutę 1 Bitcoina?

Jeśli uznamy, że dotychczasowa praktyka i orzecznictwo jest aktualne w czasach internetowych kryptowalut, to odpowiedź brzmi: Jeszcze nie.

Nie, ponieważ wymagane jest, aby w dniu wystawienia weksla opiewał on na walutę, która ma obieg prawny w jakimkolwiek państwie na świecie. A z tego, co wiem, Bitcoin nie jest na razie oficjalnym środkiem płatniczym żadnego państwa.

Jeszcze nie, ponieważ nie można wykluczyć, że w przyszłości któreś z państw wdroży w swoim systemie prawnym oficjalną walutę Bitcoin – obok, albo zamiast swojej dotychczasowej narodowej waluty. Pomysły takie pojawiły się na przykład w Iranie.

TL;DR

Weksel w Bitcoinie będzie można wystawić dopiero wówczas, jeśli dowolne państwo na świecie uzna Bitcoina za swoją oficjalną walutę. Do tego czasu weksle wystawione w tej walucie są bezwzględnie nieważne.