Weksel jest papierem cennym. Ustanawia zobowiązanie bezwarunkowe, niezależne od jakiegokolwiek zdarzenia. Ustala dług pieniężny, ściśle określony co do sumy. Zawiera abstrakcyjną obietnicę zapłaty. Obietnicę jednostronną w której wierzyciel ma jedynie prawa, a nie obowiązki. Jest przeważnie papierem obiegowym na zlecenie. Musi zadość czynić pewnym warunkom formalnym, a przede wszystkim zawierać wzmiankę, iż jest wekslem. Zobowiązuje ‘wekslowo’ wszystkie osoby, które się na nim podpiszą.

„Cierpliwie czekać”

Zaorać i zrobić od nowa – to chyba jedyna metoda na poprawienie szybkości działania sądów. Nic nie jest dobre, może z wyjątkiem sędziów, którzy dzielnie próbują działać w takim systemie.

W polskim filmie Enen możemy znaleźć dialog, który wiernie oddaje sytuację w polskim sądownictwie. Zniecierpliwiony klient w rozmowie ze swoim adwokatem, rozważa możliwość złożenia skargi, aby przyspieszyć toczone się w jego sprawie postępowanie. Adwokat sprowadza go do realiów – „Jest pan w gorącej wodzie kąpany. Skarga opóźni jeszcze procedury. Najlepiej cierpliwie poczekać.”

Dlaczego sprawy trwają długo? W powszechnej opinii dlatego, że sędziowie nic nie robią. Na pierwszy rzut oka może się tak wydawać, skoro mamy podobno dużo sędziów (w przeliczeniu na mieszkańca) w porównaniu z innymi europejskimi krajami. Jednak po sprawdzeniu z iloma sprawami na raz zmaga się sędzia, trzeba przyznać rację, że „nicnierobienie”, to nie to, co sędzia robi. Jak się ma prowadzonych 300 spraw, to nie sposób zajmować się każdą co tydzień i nic dziwnego, że terminy rozpraw są co pół roku.

Może zatem zwiększyć liczbę sędziów? Ale i tak mamy ich dużo. Jak będzie więcej, to powstanie prozaiczny problem sal sądowych, których brakuje. Przynajmniej takie było uzasadnienie pewnego sądu tego, że rozprawy wyznacza tak rzadko.

Załóżmy jednak, że sędziów i sal będziemy mieli w bród, czy to spowoduje, że sprawy będą rozpatrywane szybko? Niestety nie, ponieważ na przeszkodzie stoi „procedura”. To procedura jest winna temu, że wyrok wydany rok temu, jeszcze nie jest prawomocny, mimo braku apelacji, bo „apelacja źle złożona”, „bo wniosek o zwolnienie z kosztów”, „bo odwołanie od odrzucenia apelacji” – i tak te kilka decyzji, które sędzia musiał w tej sprawie podjąć rozciągnęło się na rok, bo…

… bo listonosz. Który jest ważniejszy od sędziego w postępowaniu cywilnym. Bo to on decyduje czy, jak i kiedy doręczy pismo z sądu, a adnotacje listonosza na liście lub zwrotce mają moc większą niż decyzja sędziego, który musi się im podporządkować. Dużo decyzji sędziów, choćby najbardziej słusznych, nie może być szybko ogłoszonych i działających, bo trzeba to zrobić na piśmie i pocztą (miesiąc w plecy). A jak stronie zachce się polemizować z tą decyzją, to i dłużej, bo przecież na polemikę też sąd musi odpowiedzieć, choćby ją odrzucając (miesiąc w plecy), a jakby jeszcze stronie się to nie podobało, to i z sądem wyższej instancji może popolemizować (kilka miesięcy w plecy). A sprawa stoi. Dość powiedzieć, że na gruncie teorii, jest możliwość przedłużania na przykład postanowienia odrzucającego źle złożoną apelację w nieskończoność. I wówczas tylko autorytatywne postanowienie „dość tej dziecinady, nie stosujemy już kodeksu postępowania cywilnego” pozwala na zakończenie tej karuzeli. Oczywiście postanowieniu temu służy zażalenie do sądu wyższej instancji. Procedurę kpc trzeba napisać od nowa.

Do naprawy jest też wiele sekretariatów sądów – co z tego, że sąd wyda postanowienie szybko, jak list zostanie wysłany po 3 miesiącach…

Czasem nawet w obecnej procedurze brakuje po prostu sędziemu ikry, aby szybko zakończyć spór, tak jak w sprawie przerobionego weksla, gdzie sąd po 4 latach wydał wyrok taki, jaki mógł wydać już na pierwszej rozprawie.

Jak już będziemy zmieniać, to jestem zwolennikiem prowadzenia spraw „ciągiem” na podstawie dowodów przedstawionych przez strony. Świadkowie, biegli, wszelkie dowody – to problem strony, która powinna się przygotować do rozprawy (od tego masz pełnomocnika, albo uważasz, że sam sobie poradzisz, aby do sprawy się rzetelnie przygotować). Składającym zarzuty oczywiście taki czas trzeba dać. Dowody zebrane? Wyznaczamy 3 dni rozprawy, a sąd osądza. Jeśli świadek nie przyszedł, to jest już problem strony go powołującej, że jej się środki dowodowe rozłażą. W obecnej procedurze cywilnej, o ile byśmy nie zwiększyli obsady sędziów, albo ile byśmy ich nie chłostali po plecach, aby pracowali, to nie zwiększymy istotnie szybkości postępowania, błędy są bowiem systemowe, a nie ludzkie.

Choć te drugie też się zdarzają – tak jak rok czekania na klauzulę wykonalności, bo „sędzia nie uważa postępowań klauzulowych za ważne” (prawa autorskie cytatu do sekretariatu SR Warszawa Praga-Północ).

A co w obecnym stanie? Skoro to blog o wekslach, to trzeba wskazać na zaletę weksla – nakazy zapłaty są wydawane względnie szybko, a z weksla otrzymasz nakaz zapłaty w postępowaniu nakazowym. Na podstawie niego możesz prowadzić zabezpieczenie, a nieraz i egzekucję, jeszcze przed ostatecznym wyrokiem. Pozwala to trochę łagodniej znieść trudy, jeśli okaże się, że twoja sprawa będzie się toczyła jeszcze przez wiele lat.

Cierpliwie czekać.

I kto tu jest remitentem? Spór musiał rozstrzygnąć sąd

Kilka lat temu temu zgłosił się czytelnik, który właśnie dostał z sądu pozew wraz z zaproszeniem na rozprawę z weksla wystawionego (wypełnionego) na sumę 30 000zł. Weksel wyglądał tak:
weksel remitent

Moje wątpliwości wzbudziło oczywiście wskazanie remitenta:

Adam Nowak, prowadzący działalność gospodarczą pod firmą KAPITOL Karol Kowalski

Co ważne, powodem nie był Adam Nowak, tylko Karol Kowalski. W takim przypadku trudno uznać, że Karol Kowalski jest jest legitymowany formalnie z weksla, skoro wskazanym z imienia i nazwiska remitentem jest Adam Nowak, który miałby prowadzić firmę o takiej dziwnej nazwie („KAPITOL Karol Kowalski”).

Nie wiem jaka musiała być impreza, aby wierzyciel (wierzyciele?) zgodzili się na otrzymanie takiego weksla ;) niemniej jednak nawet wówczas można by sprawę uratować, gdyby z powództwem wystąpił Adam Nowak. To, że być może nigdy nie prowadził on działalności o nazwie „KAPITOL Karol Kowalski” w mojej ocenie nie niweczyło by jego legitymacji wekslowej, ważniejsze byłoby bowiem jego imię i nazwisko jako osoby, na zlecenie której weksel jest wystawiony, i fakt posiadania przez niego weksla.

Z pozwem wystąpiła jednak inna osoba (Karol Kowalski). Niestety dla niej to, że nazywa się ona tak samo jak firma remitenta to jeszcze za mało, aby można było ją uznać za uprawnioną do żądania zapłaty z weksla.

Zapewne takie wątpliwości od razu miał sąd, nie wydając nakazu zapłaty. W wyroku pierwszej instancji (prawomocnym) sąd oddalił powództwo. Powoda taka lekcja kosztowała, oprócz straty możliwości dochodzenia 30 000zł, dodatkowe 2400zł kosztów zastępstwa procesowego. Myślę, że niewiele, mając na uwadze jak cennych informacji się dowiedział ;)

„Zapłacę w terminie od-do” to nieważny weksel

weksel dwie daty
To już cztery lata minęły (ach, jak dużo czasu potrzeba, aby sąd rozpatrzył tylko w jednej instancji z gruntu proste zarzuty) jak opisywałem początek sprawy powyższego weksla, do którego najważniejszym zarzutem było przerobienie jego tekstu.

Warszawski sąd rejonowy oddalił właśnie powództwo z tego weksla. Uzasadnieniem oddalenia był fakt, że weksel posiadał dwa terminy płatności, a zatem był wekslem nieważnym. W toku postępowania (prokuratorskiego, ponieważ sąd zgłosił sprawę do prokuratury pod pretekstem fałszerstwa dokumentu) ustalono, że dopiski „W terminie…” oraz data z 2009 roku pochodzą od posiadacza weksla, który w ten sposób prawdopodobnie chciał uniknąć zarzutu przedawnienia – pozostawienie samej daty płatności z 1999 roku rodziłoby bowiem taki skutek.
Wyrok uznaję za słuszny, przy czym na miejscu sądy wydałbym go już na pierwszej rozprawie – kilka lat temu :)

Iura novit curia? Czy sąd zna prawo?

Są takie chwile, kiedy wszystkie witki opadają po otrzymaniu listu z sądu, i aż się chce sparafrazować popularne powiedzenie „Ach, jak małą ilością mądrości jest rządzony ten świat” w odniesieniu do… sądzenia.

Jeszcze w pamięci mam wybryki pleszewskiego sądu, dla którego przedłożony poprawny weksel to było za mało, aby mieć podstawę nie tylko do wydania nakazu zapłaty, ale w ogóle do zasądzenia roszczenia, czy też drobne potknięcie jednego z sądów, który sam z siebie nie wiedział z czego wynika solidarność zobowiązania dłużników wekslowych, i gdy myślałem, że nic mnie już nie zdziwi – tak znów zostałem zaskoczony, tym razem sądem w Gdyni, który odmawia wydania nakazu zapłaty, z uwagi na „brak dowodu przedstawienia weksla do zapłaty”.

nieprzedstawienie-wezwanie
Z pozoru żądanie wygląda logicznie – sąd, chcąc zasądzić odsetki od daty przedstawienia weksla do zapłaty, chce mieć dowód dokonania takiego przedstawienia. Tylko że wygląda na to, że sąd nie do końca wie na czym polega przedstawienie weksla do zapłaty, oraz co się działo w tym temacie w dotychczasowych orzeczeniach sądów oraz poglądach komentatorów do prawa wekslowego gdzieś tak w ostatnich stu latach, jeśli nie więcej.

Jakkolwiek zgodziłbym się ze stanowiskiem sądu, gdyby powód w pozwie jawnie przyznał, że weksla do zapłaty nie przedstawił – bowiem wówczas z samych opisanych przez wierzyciela okoliczności wynikałoby, że roszczenie jest przedwczesne, to w tym przypadku w pozwie powód prawidłowo oświadczył, że weksel w terminie jego płatności został przedstawiony do zapłaty. Samo żądanie sądu jest błędne przynajmniej z trzech powodów.

Po pierwsze, na etapie wydawania nakazu zapłaty takie oświadczenie ze strony powoda jest wystarczające. Zważywszy na fakt, że przedstawienie weksla do zapłaty nie przybiera „formy pisemnej”, tylko polega na dokonaniu odpowiednich czynności – czyli pójściu z wekslem w terminie płatności do miejsca jego płatności i okazanie go wystawcy, czy nawet na samej obecności wierzyciela w miejscu płatności, podczas gdy dłużnika tam nie zastano – nie sposób sobie wyobrazić innego „dowodu” na przedstawienie weksla niż taki, że powód oświadcza, że weksel do zapłaty przedstawił.

Po drugie, ewentualne nieprzedstawienie weksla do zapłaty może być przedmiotem zarzutu ze strony pozwanego. Jeśli zatem sąd, nie proszony o to przez pozwanego, sam z siebie podnosi wobec roszczenia wysuwanego w pozwie zarzuty, których podnoszenie jest przywilejem pozwanego, naraża się na zarzut nierównego traktowania stron procesu.

I w końcu po trzecie – ciężar dowodu zarzutu nieprzedstawienia weksla do zapłaty spoczywa na tym, kto taki zarzut składa. Zatem to nie powód jest zobowiązany do przeprowadzenia dowodu przedstawienia weksla do zapłaty, tylko zarzucająca to strona jest zobowiązana do przeprowadzenia dowodu na okoliczność nieprzedstawienia weksla do zapłaty.

Pomijając już fakt, że wspomniany w piśmie art. 38 prawa wekslowego nie stanowi, że „nieprzedstawienie weksla do zapłaty rodzi skutek w postaci utraty możliwości dochodzenia odsetek”. Skutku takiego doszukiwałbym się w innych przepisach.

Powód złożył pismo z wyjaśnieniem tych zawiłych kwestii – czy skutecznie – to się okaże ;)

Ten artykuł znaleziono w wyszukiwarce google między innymi poprzez poniższe frazy kluczowe:

  • iura novit curia

Fałszywe wyroki u komorników, kolejna dęta afera

Co ma wspólnego sprawa fałszywych wyroków ze sprawami afer wekslowych? Wbrew pozorom wiele. W oby przypadkach dziennikarze nie umieją opisać sprawy, po wgłębieniu się w temat z afery zostaje niewiele, a prokuratura zatrzymuje nie tych, co powinna.

Na Onecie możemy przeczytać (mirror) o aferze polegającej na tym, że źli ludzie preparowali wyroki fałszywych sądów, kierowali sprawy do komorników, którzy egzekwowali wielomilionowe roszczenia z majątku polskich przedsiębiorców.

Pierwsze co rzuca się w oczy to fakt, że operacja w opisany sposób w ogóle nie powinna móc zajść. Czytamy bowiem, że:

Oszuści założyli fikcyjne międzynarodowe sądy arbitrażowe – jeden w Rydze, a drugi w Warszawie. Sądy te wydawały fikcyjne wyroki. Te trafiały do kancelarii komorniczych i na ich podstawie komornicy zajmowali mienie przedsiębiorców.

Ta opowiastka to bujda. Niemożliwe jest, aby mając wyrok sądu arbitrażowego, można było od razu na jego podstawie wszczynać egzekucję komorniczą – potrzebna jest jeszcze klauzula wykonalności nadawana przez polski sąd powszechny (taki z orzełkiem:)

CBŚP zatrzymało rzekomych wierzycieli i zadowolone, a tymczasem:

– niemożliwym jest, aby sprawa odbyła się tak, jak zostało to opisane, ponieważ nieprawdą jest, że komornik może działać na podstawie wyroku sądu arbitrażowego bez klauzuli wykonalności

– jeśli jednak komornik działał na podstawie wyroku bez klauzuli wykonalności, to dlaczego CBŚP nie chwali się zatrzymaniami komorników?

– jeśli jednak komornik działał na podstawie wyroku z klauzulą wykonalności, to dlaczego CBŚP nie chwali się zatrzymaniami sędziów nadających klauzulę wykonalności na wyroki nieistniejących sądów?

Jest jeszcze możliwość, że źli ludzie fałszowali również klauzule wykonalności, ale gdyby już dochodziło do takiego fałszerstwa dokumentu, to nie byłoby potrzeby „zakładać fikcyjnego sądu i wydawać fikcyjny wyrok”, bo wystarczyłoby tylko spreparować nawet polski tytuł wykonawczy.

Nie zdziwiłbym się, gdyby się w końcu okazało, ze wyroki były poprawne, roszczenia słuszne, a afera wzięła się z tego, że komuś się nie chciało bronić w czasie do tego przeznaczonym…

Ten artykuł znaleziono w wyszukiwarce google między innymi poprzez poniższe frazy kluczowe:

  • komornik egzekwowal falszywe wyroki

Weksle poznańskiej Akademii Sztuk Wizualnych

W Poznaniu toczy się sprawa karna, na pierwszy rzut oka podobna do kieleckich weksli. Dotyczy weksli in blanco wystawionych na rzecz remitenta, będącego właścicielem poznańskiej szkoły o nazwie Akademia Sztuk Wizualnych. Trzy lata temu pisała o tym Gazeta Wyborcza, do dnia dzisiejszego ostała się tylko kopia artykułu na forum wekslowym.

Z artykułu wynika, że daaaawno temu uczniowie wystawiali dla szkoły weksle in blanco na zabezpieczenie zapłaty czesnego, a teraz (to znaczy po kilkunastu latach) dostają wezwania do zapłaty. Sprawy były kierowane przez posiadacza weksli do sądu cywilnego, sąd nakazy zapłaty wydawał, ale że poszkodowanych jest niebagatelna liczba (około 150 osób), i każda z nich zarzeka się, że długu wobec szkoły nie miała, to zrobiła się z tego mała afera, zakończona przesłaniem aktu oskarżenia do sądu karnego, a zawieszeniem większości spraw cywilnych do czasu ustalenia czy ktoś tu jest „winny”.

Sąd przyjął podobną taktykę prowadzenia procesu jak w sprawie kieleckiej, to znaczy wszystkich, których udało się ustalić, że weksel podpisali, wzywa się przed sąd, gdzie zapewne zeznają, jak niewiele pamiętają. Zapewne – ponieważ oczywiście nie wsłuchałem się we wszystkie zeznania, tylko zadowoliłem się dzisiejszymi dwoma, aby mieć ogólny obraz „o co chodzi”.

I tak jedna z pań zeznała, że kiedyś do wspomnianej szkoły chodziła, czesne płaciła regularnie, ale po drugim roku szkołę rzuciła bez wypowiadania umowy w jakikolwiek sposób. Po kilkunastu latach z kancelarii adwokata Tomasza Święcha (to chyba ten pan, który kiedyś ubolewał, że jego nazwisko wiązane jest z oszustwami wekslowymi, poniekąd słusznie, bo trudno winić pełnomocnika, że tylko wykonuje polecenia klienta) przyszło wezwanie do zapłaty na rzecz wierzyciela wekslowego sumy dwóch tysięcy złotych.

Druga pani zeznawała podobnie, z tą różnicą, że dobrze pamiętała, że na rzecz szkoły wystawiało się weksel, a miała o tyle więcej szczęścia, że została wezwana przez policję zanim posiadacz zdążył użyć weksla w sprawie cywilnej.

Sprawa jest na pozór podobna do kieleckiej, ale w rzeczywistości ma mniejszy kaliber. Tam, w Kielcach, blankiety weksli był zapewne ordynarnie wykradzione z banku i podstępnie użyte. Tutaj – wierzycielem jest właściciel szkoły (był co prawda indos, ale z ojca na syna – tudzież odwrotnie – więc próba wykazania złej wiary lub rażącego niedbalstwa ma jakby trochę więcej szans na powodzenie), więc największy spór się toczy o to, czy roszczenie istnieje, i co najważniejsze – po zeznaniach tych dwóch świadków nie można wykluczyć, że nie. Świadek co prawda zeznała, że czesne płaciła regularnie, dopóki się uczyła, ale jednocześnie powiedziała, że szkołę porzuciła. Nie można zatem wykluczyć, że czesne mogło być naliczane również za okres, kiedy student nie uczęszczał już na zajęcia, ale był formalnie klientem Akademii. Najłatwiej byłoby się bronić w sprawie cywilnej uzupełnieniem weksla po przedawnieniu roszczenia podstawowego, ponieważ fakt ten jest tutaj raczej bezsporny.

We wrześniu będzie jeszcze jedna rozprawa, w październiku aż cztery dzień po dniu, czy jednak będzie na nich coś ciekawszego niż przesłuchiwanie poszkodowanych wystawców – trudno powiedzieć.

Jeśli wiesz coś więcej na ten temat, chętnie porozmawiam – w komentarzach lub w prywatnych mailach :)

Ten artykuł znaleziono w wyszukiwarce google między innymi poprzez poniższe frazy kluczowe:

  • akademia sztuk wizualnych poznań

Poręczenie poza ramką weksla, czyli gdzie?

Trafił od nas klient, będący remitentem weksla, po przegranej sprawie sądowej. Sąd odmówił mu zasądzenia należności z weksla od poręczyciela, uznając, że poręczenie znajduje się poza wekslem. Od razu miałem duże wątpliwości do takiej interpretacji.

Orzeczenie wyjątkowo niesłuszne i złośliwe, więc trzeba było zawalczyć w apelacji, tym bardziej, że kwota sporu niebagatelna. Oczywistym jest, że poręczenie musi się znajdować na wekslu lub na przedłużku, co wynika wprost z art. 31 prawa wekslowego. W niniejszej sprawie sąd okręgowy uznał jednak, że poręczenie, jako znajdujące się poza ramką narysowaną na wekslu, znajduje się poza wekslem.
weksel-poreczony-poza-ramka
W apelacji użyliśmy dość prostych w tych okolicznościach argumentów.

Po pierwsze – że mimo wszystko poręczenie znajduje się na wekslu. Weksel bowiem nie kończy się na ramce, tylko stanowi jako całość dokument składający się z kartki papieru, w którym ramka stanowi jedynie element ozdobny, tudzież ułatwiający nanoszenie klauzul.

Po drugie – nawet jeśli by przyjąć, że rzeczywiście „ramka kończy weksel”, to należy dojść do wniosku, że obszar poza ramką jest przedłużkiem weksla, czyli, jak ją opisują definicje – elementem trwale połączonym z wekslem, na którym można umieszczać niektóre elementy tego weksla, w tym i poręczenia.

Szczęśliwie dla remitenta warszawski sąd apelacyjny wydał prawomocny już od razu wyrok, zasądzający od poręczyciela sumę wekslową. Sąd podkreślił, że co prawda przytaczane przez poprzedni sąd orzecznictwo, z którego wynika, że nieważne jest poręczenie poza wekslem, jest co do zasady słuszne, dotyczyło ono jednak innej sytuacji, to znaczy takiej, kiedy ktoś chciał umieścić swoje poręczenie na deklaracji wekslowej, natomiast w tym przypadku zdaniem sądu (i moim:) poręczenie na wekslu się znajduje (przy czym w ustnym uzasadnieniu sąd nie rozwodził się zbytnio, czy mamy tutaj do czynienia z poręczeniem na wekslu, czy na jego przedłużku, zauważył tylko, że… „jeśli strony chciałyby zakończyć weksel na ramce, to by go tak wycięły” ;).

Remitentowi życzę powodzenia w egzekucji :)

Moje przemyślenia na temat brania dotacji z PARP

Na podstawie moich obserwacji przedsiębiorców biorących dotację z PARP mogę podzielić na trzy grupy – tych, którzy z tego żyją, tych, którzy traktują dotację pomocniczo, oraz tych, którzy na poważnie chcieliby rozwinąć swój główny interes z pomocą dotacji. Ci ostatni zasługują na miano samobójców.

Tym razem może mniej o wekslach. Już nie o wekslach in blanco w PARP. Niekoniecznie o tym, że weksle, które ktoś poręczy za swoją spółkę, będą istniały nawet wówczas, jeśli poręczyciel spółkę sprzeda, a jego poręczenie będzie nadal trwało. To też trzeba mieć na uwadze, jednakże kontakty z osobami, które zgłosiły się do mnie z wyżej wymienionymi problemami pozwoliły mi też na przyjrzenie się samej idei dotacji.

Najważniejszą rzeczą w prowadzeniu biznesu opartego na dotacji z UE jest… jego prowadzenie dokładnie ze złożonym wnioskiem i określonymi procedurami. Powtórzę: dokładnie. Dużo czasu mogło by zająć wymienianie absurdalności skutków takiego założenia, głównym efektem jest jednak to, że przedsiębiorca-beneficjent już nie prowadzi biznesu w ten sposób, aby uzyskać jak najlepsze wyniki finansowe, tylko w ten sposób, aby wypełnić założenia wniosku. I już nie chodzi o to, że na fakturze muszą się znaleźć odpowiednie logo, a jeśli dotacja jest na zatrudnienie menedżera ds. reklamy, to trzeba zatrudnić menedżera ds. reklamy, a nie managera ds. reklamy. Chodzi o fakt, że przedsiębiorca pozbywa się możliwości reagowania na sygnały z rynku. Jeśli dostałeś dotację na prowadzenie sklepu internetowego w kolorze niebieskim, to nie możesz zmienić koloru sklepu na czerwony, nawet jeśli przyniesie to wzrost przychodów, ponieważ 3 lata temu we wniosku nieopatrznie określiłeś, że sklep będzie miał ładne, innowacyjne, niebieskie tło. Jeśli w twoim sklepie miało się zarejestrować 1000 osób, to czasem musisz siedzieć i zakładać fikcyjne konta, byleby zmieścić się w zakładanych wskaźnikach.

W związku z tym można zaobserwować trzy rodzaje przedsiębiorców biorących dotację.

Po pierwsze – tych, którzy z tego żyją. Powodzenie biznesu to sprawa drugorzędna, choć oczywiście jej się nie wyklucza. Jednakże głównym celem jest rozdysponowanie otrzymanych środków po podwykonawcach. Im nie przeszkadza to, że będą latami prowadzili biznes bez możliwości jego ulepszenia, ponieważ to nie sukces rynkowy jest celem biznesu.

Drugich – tych, którzy traktują dotowane przedsiębiorstwo pomocniczo. Na przykład: Może i strona z katalogiem jachtów nie jest najlepsza, ale przynajmniej jest prowadzona zgodnie z wnioskiem, a w tej stronie zawsze się da wkleić reklamy kierujące do właściwych, niedotowanych już, biznesów przedsiębiorcy.

Trzecich – tych, którzy myśleli, że to wszystko na poważnie i zechcieli prowadzić swój główny biznes w oparciu o dotację. Duża część z nich obudzi się z ręką w nocniku, gdy pod rygorem ogromnej kary finansowej (polegającej na zwrocie dotacji z odsetkami; dotacji, której przecież nie wzięli do kieszeni, tylko uczciwie wydali na wynagrodzenia, zakupy, usługi…) będą zmuszeni do prowadzenia nierentownego biznesu, i to bez możliwości poczynienia w nim nawet mało istotnych zmian mogących poprawić rentowność.

Moje zdanie jest takie – jeśli chcesz i potrafisz robić dobre wnioski o dotację i z tego chcesz żyć – bardzo dobrze, baw się dalej. Jeśli myślisz o dotacji jako o możliwości rozwinięcia swojego biznesu – to już chyba najgorsza pożyczka lichwiarska byłaby lepsza niż dotacja z Unii.

Wyrolowany

Przez dwa lata sąd prowadził sprawę po zarzutach pozwanego z weksla. Potem stwierdził, że była ona pomyłką, i zarzuty odrzucił. Pozwany do tej pory nie zdaje sobie z tego sprawy.

Często narzekam na sądy, że same sobie robią niepotrzebnie robotę, już nie mówiąc o tym, że szkodzą stronie próbującej dochodzić swojego roszczenia. Nie wydawanie nakazów zapłaty w postępowaniu nakazowym, tylko upominawczym, czy wręcz kierowanie postępowania od razu na rozprawę. O sytuacjach, gdzie nie można mówić tylko o braku dobrej woli sądu, ale o zwykłej ignorancji, już pisałem.

Sprawa z tego weksla wydawała się być czystą i typową. Remitent miał pieniądze i nie miał gdzie ich wydać. Wystawca pieniędzy nie miał, a wydatki owszem. Umówili się zatem, że jeden drugiemu przekaże pieniądze, w zamian za weksel zupełny. Trudno sobie wyobrazić bardziej przejrzystą sytuację. Za otrzymaną gotówkę zadowolony wystawca własnoręcznie w całości wystawił weksel:

weksel

Jak to zwykle bywa, wystawca otrzymawszy pieniądze żadnych zastrzeżeń nie ma, jednak jak musi je spłacić, wówczas stara się wynaleźć najróżniejsze zarzuty, bez względu na to, na ile mają one odbicie w rzeczywistości. Tak było i tym razem. Pozwany udał się do adwokata, który pewne rzeczy mu doradził. W postępowaniu sądowym wystawca pokazywał dowody wpłat, pochodzące sprzed daty wystawienia weksla. Pokwitowania były oczywiście prawdziwe, bo już wcześniej wystawca był remitentowi coś winien, siłą rzeczy jednak nie mogły dotyczyć tego weksla, nie sposób bowiem spłacić weksel przed jego wystawieniem. Drugim doradzonym przez adwokata zarzutem był zarzut wypełnienia weksla niezgodnie z zawartym porozumieniem, przy okazji wymyślenia bajeczki o jakież to porozumienie mogło chodzić. Tutaj też ten ukryty pomocnik (bo w sprawie nie występował) poszedł po linii najmniejszego oporu i nie zauważył nawet, że weksel ten nigdy wekslem in blanco nie był, a na dodatek został w całości wypisany ręką wystawcy, zatem zarzut, że czynu wypełnienia dokonał ktoś inny brzmiał dość absurdalnie.

Sąd – siłą rzeczy – musiał się z całą powagą pochylić nad zarzutami, i tutaj żadnych wyrzutów mu za to robić nie możemy. Czasem jednak razi to, że zbytnio dba się o interes jednej ze stron. Na przykład to, że jeśli pozwany pisze, że roszczenie spłacił, i przedstawia dowody wpłat sprzed daty wystawienia weksla, to powinno się przejść nad tym do porządku dziennego i w wyroku dowody te uznać za nieistotne. W zamian sąd usilnie chciał przesłuchać pozwanego (który na rozprawy się nie stawiał), motywując to w ten sposób, że „skoro pozwany pisze, że spłacał, to trzeba by go przesłuchać na okoliczność tego, czy spłacał”). Efekt był taki, że daleki sąd zamiejscowy w ramach pomocy prawnej przesłuchał pozwanego. Czyli prawie rok sprawy w plecy.

Jak już wszystkie czynności zostały przeprowadzone, i powoli mijały 2 lata trwania sprawy, powód nieśmiało zauważył sądowi, że dobrze by było, gdyby pozwany uiścił opłatę od zarzutów, a nawet aby sąd wezwał go do jej uiszczenia, bowiem ta niepozorna czynność formalna nie została przez sąd dokonana.

Dalej poszło z górki: sąd wezwał o uiszczenie opłaty od zarzutów, pozwany nie odebrał wezwania, sąd na rozprawie odrzucił zarzuty, a pozwany do tej pory pewnie nie wie co się stało; dowie się dopiero wtedy, kiedy przyjdzie do niego komornik, albo gdy po bardzo długim czasie zechce się w końcu dowiedzieć z akt, co się w jego sprawie dzieje. W systemie sądowym sprawa po zarzutach została wykasowana jako „omyłkowo założona”.

Co jeszcze bardziej przebiegłe – na wszelkie środki odwoławcze jest już za późno. Teoretycznie pozwany mógłby twierdzić, że nie odebrał listu z wezwaniem, ponieważ Inpost źle awizował przesyłkę (co mogło by być nawet skuteczne, gdyby tak rzeczywiście było). Samo odrzucenie zarzutów odbyło się jednak na rozprawie, i tutaj pozwany już we własnym interesie mógł dowiedzieć się co się na tym terminie wydarzyło, pod rygorem upłynięcia terminu na złożenie zażalenia na odrzucenie zarzutów.

Od zera do milionera – jak za pomocą weksla dać spółce 10 milionów kapitału

Zdumienie mnie naszło, przeglądając akta KRS jednej ze spółek z ograniczoną odpowiedzialnością. Posiadała ona oficjalnie 10 milionów złotych kapitału zakładowego.

Na tenże kapitał składał się weksel własny zupełny wystawiony przez jakąś inną firmę. Co śmieszne, weksel miał podaną datę płatności i już był przedawniony!

Co nie przeszkadzało dumnej spółce chwalić się wysokim kapitałem zakładowym i mamić wierzycieli.

Całkiem możliwe, że spółki wystawiły sobie weksle wzajemnie. I być może jest już cały wianuszek firm o milionowych kapitałach zakładowych i… pustych portfelach.

Należy pamiętać podstawową zasadę – sam weksel jest wart tylko tyle warte są podpisy znajdujących się na nim osób.

A wiarygodność spółki z o.o. należy oceniać po aktualnym bilansie, a nie po tak zwanym „kapitale zakładowym”.

Za zaginiony weksel sąd nie odpowiada…

Jeżeli po wydaniu nakazu zapłaty zaginął z akt sprawy sądowej weksel, na podstawie którego nakaz wydano, wierzyciel wekslowy w postępowaniu toczącym się w wyniku wniesienia zarzutów może powoływać się na odpowiedzialność wekslową dłużnika jedynie po przedstawieniu postanowienia sądu o umorzeniu zaginionego weksla (Orzeczenie Sądu Najwyższego Izba Cywilna IV CKN 395/01)

Fragment uzasadnienia: Podobnie przedstawia się sytuacja, w której weksel zaginął z akt sądowych już po wydaniu na jego podstawie nakazu zapłaty, przed rozpoznaniem wniesionych zarzutów. Wbrew stanowisku Sądu Apelacyjnego, wierzyciel wekslowy, który złożył weksel do akt sądowych w celu dochodzenia swoich uprawnień, nie przestaje być posiadaczem weksla, a w razie zaginięcia weksla z akt jest „tym, komu weksel zaginął” w rozumieniu art. 96 prawa wekslowego. Nawet jeśli weksel zaginął z akt po wydaniu nakazu zapłaty, jeśli toczy się dalsze postępowanie w wyniku wniesionych zarzutów, wierzyciel wekslowy może w tym postępowaniu powoływać się na odpowiedzialność wekslową dłużnika jedynie po przedstawieniu postanowienia sądu o umorzeniu zaginionego weksla. W dalszym postępowaniu, po przedstawieniu takiego postanowienia, rozpoznawane są także zarzuty dłużnika zgłaszane na podstawie art. 16 prawa wekslowego,  przeciwko istnieniu jego zobowiązania wekslowego (por. uzasadnienie orzeczenia Sądu Najwyższego z dnia 19 listopada 1936 r., C II 1697/36, OSP 1937, poz. 587).

Przedstawienie postanowienia o umorzeniu zaginionego weksla nie jest natomiast konieczne, gdy swoich praw z weksla dochodzi remitent wobec wystawcy weksla własnego, powołując się także na istnienie stosunku zobowiązaniowego wynikającego z prawa cywilnego, stanowiącego podstawę wystawienia weksla, a dłużnik wekslowy w zarzutach od nakazu zapłaty podniósł zarzuty osobiste odnoszące się do stosunku podstawowego. Wówczas spór z płaszczyzny stosunku prawa wekslowego przenosi się na ogólną płaszczyznę prawa cywilnego, w którym nie chodzi już o wykonywanie praw z weksla, a zatem dokument ten nie jest niezbędny dla rozstrzygnięcia stosunku cywilnoprawnego leżącego u podstaw wystawienia weksla i rozstrzygnięcia sporu, który stał się sporem cywilnoprawnym.

Mój komentarz

Wierzyciel, chcąc dochodzić należności z weksla, musi zaufać sądowi i przedstawić oryginał weksla. W praktyce bywa on zazwyczaj wyjmowany z akt sprawy i deponowany w bezpiecznym miejscu, aby strony nie miały do niego dostępu podczas przeglądania akt. Zdarza się jednak (mam nadzieję, że tylko zdarzało), iż weksel nie był chroniony i uległ zniszczeniu lub został ukradziony.

W Sądzie Okręgowym w Warszawie jedna z aplikantek, przeglądając akta sprawy, zjadła weksel wyjęty z akt sądowych i popiła go coca-colą. Odzyskanie tego dokumentu było niemożliwe. (link)

Warto zatem zachować dla siebie choćby kserokopię weksla, w sytuacji gdy jesteśmy zmuszeni do „rozstania” się z nim. W szczególności dotyczy to sytuacji, kiedy musimy przesłać weksel pocztą (listem poleconym, kurierem itp.), zarówno, jeśli jesteśmy dłużnikiem wekslowym, jak i wierzycielem.

Jeśli jesteśmy wierzycielem, umorzenie weksla umożliwi nam dochodzenie wynikających z niego praw, jeśli jesteśmy dłużnikiem, uniemożliwi wykorzystanie weksla przez przypadkowego znalazcę.

Przeczytaj również: Co zrobić, jak zaginie weksel?