Weksel jest papierem cennym. Ustanawia zobowiązanie bezwarunkowe, niezależne od jakiegokolwiek zdarzenia. Ustala dług pieniężny, ściśle określony co do sumy. Zawiera abstrakcyjną obietnicę zapłaty. Obietnicę jednostronną w której wierzyciel ma jedynie prawa, a nie obowiązki. Jest przeważnie papierem obiegowym na zlecenie. Musi zadość czynić pewnym warunkom formalnym, a przede wszystkim zawierać wzmiankę, iż jest wekslem. Zobowiązuje ‘wekslowo’ wszystkie osoby, które się na nim podpiszą.

Ujawnił korupcję Philips i szpitali – uderzyli w niego wekslami

Jak wiadomo, połączenie „dziennikarstwa śledczego” z wekslami rzadko kiedy się udaje. Starzy czytelnicy bloga pamiętają zapewne reportaż Życie jak w Madrycie – a potem 300 tysięcy zł długu, gdzie wystawcy narzekali, że podpisali weksel na zabezpieczenie swoich długów, a potem muszą go spłacać, o poręczycielu, który poręczył za weksel, a potem się dziwił, że musi spłacać, bo myślał, że to tak na niby, czy o Domach za pożyczkę, gdzie udający eksperta profesor dr hab. Andrzej Bień wypowiada się na temat, którego nawet poprawnie nie umiał przeczytać lub usłyszeć.

Dzisiaj omówimy materiał w Superwizjerze. Bohaterem jest Marian Kulig, który miał ujawnić korupcję na styku firmy Philips i dyrektorów szpitali. Sprawa jest stara, więc już w roku 2013 można było przeczytać, że kilka osób było w jej związku skazanych.

Marian Kulig zarzuca firmie Philips, że w zemście za ujawnienie korupcji, posłużyła się firmą windykacyjną, na rzecz której dokonała cesji przysługującej jej od niego wierzytelności. Początkowo w sumie 800 tysięcy złotych. Po dokonaniu cesji Marian Kulig uznał swój dług i wystawił na rzecz firmy windykacyjnej, na zabezpieczenie jego spłat, aż 9 weksli in blanco. Reporterzy TVN twierdzą, że były to weksle trasowane, i że to trasaci (dłużnicy Mariana Kuliga) mieli spłacić ten dług.

Jednak zamiast tego, już miesiąc później prezes firmy windykacyjnej wypełnił jeden z weksli sumą 800 tysięcy złotych i zażądał zapłaty całej kwoty od Mariana Kuliga.

Zarzut poważny, pan Marian może czuć się poszkodowany, jednakże wątpliwości wzbudzają dwa fakty.

Po pierwsze TVN pokazało ten trasowany weksel, i okazało się, że nie jest to weksel trasowany, tylko weksel własny. Zatem z tak wystawionego weksla nigdy nie odpowiadałby dłużnik Mariana Kuliga, tylko sam Marian Kulig (lub spółka-wystawca, która weksel wystawiła).


Po drugie – nawet przyjąć tymczasowo, że rzeczywiście Marian Kulig wystawił weksel trasowany, i że głównym dłużnikiem wekslowym miał być dłużnik wystawcy, nie zmienia to faktu, że wystawca również z takiego weksla odpowiada za zapłatę, zatem nie może on czynić zarzutu wierzycielowi, że przyszedł do wystawcy po zapłatę z weksla trasowanego.

Dobrze, jeden weksel został wykorzystany, pozostało jeszcze 8 weksli. Firma Philips dokonała drugiej cesji wierzytelności na rzecz tej samej firmy windykacyjnej, ale już na sumę 9 milionów złotych. Firma windykacyjna wypełniła drugi z weksli na taką właśnie sumę i należność zwindykowała przez komornika.

Marian Kulig twierdzi, że wypełnienie drugiego weksla odbyło się wbrew zawartemu porozumieniu, ponieważ weksle miały zabezpieczać tylko pierwszy dług, na sumę 800 tysięcy. Nie wiem, czy wystawca składał zarzuty do sprawy cywilnej na tę okoliczność, ale w czasie kręcenia odcinka tego reportażu (a było to chyba 5-6 lat temu) toczyła się sprawa karna na tę okoliczność.

Przez ten dług firma pana Kuliga zbankrutowała.

Weksle były podpisywane w roku 2006, blog ten jeszcze nie istniał i niestety nie mogłem pomóc panu Kuligowi w podjęciu dobrych decyzji biznesowych. Warto jednak z tej sprawy wynieść nauczkę na przyszłość.

Po pierwsze – należy upewnić się, co podpisujemy i dlaczego. Jeśli pan Marian myślał, że wystawiając weksel trasowany, pozbędzie się odpowiedzialności za dług i sceduje go na swoich dłużników – to niestety mylił się, albo udzielona mu porada przez jego doradcę/prawnika była błędna.

Po drugie – należy zachować szczególną ostrożność przy wystawianiu weksli in blanco, zwłaszcza w tak dużej liczbie (9), najlepiej z uwzględnieniem moich porad w tym zakresie, ponadto wszelkie porozumienia wekslowe należy zawierać w formie pisemnej, z podpisami obydwu stron, aby nie dopuszczać do sytuacji, kiedy jedynym dowodem naszych racji są nasze zeznania, podczas gdy druga strona ma w ręku weksel (ma nawet nabyte roszczenie podstawowe) i już doprowadziła do bankructwa naszej firmy.

Co bym poradził panu Marianowi w 2006 roku? Jeśli chcesz uznać roszczenie na 800 tysięcy, wystaw weksel na 800 tysięcy, a nie 9 weksli in blanco. Nie doprowadzisz to do tego, że firma windykacyjna może posłużyć się kolejnym wekslem i wystawiać go nawet na istniejące roszczenia. Jeśli chcesz spłacić dług swoimi wierzytelnościami – można to zrobić, ale wymaga to współudziału z dłużnikami, i na pewno nie w ten sposób, że wystawia się rzekomo weksel trasowany, który wygląda jak weksel własny, a nawet poprawnie wystawiony weksel trasowany nie likwiduje długu, który masz. Już abstrahując od tego, ile złej wiary, złośliwości i zemsty było po stronie Philipsa i firmy windykacyjnej, to błędy prawne poczynione przez pana Mariana dały im narzędzie, które doprowadziło niestety do bankructwa dłużnika.

Robert Gwiazdowski wchodzi do polityki – a co z jego wekslem?

O tym polityku ekonomiście pisałem już 8 lat temu kiedy – zaczynając działalność blogową – obiecywał, że nie wejdzie do polityki, na dowód czego miał wystawić swojemu koledze weksel, który ten będzie mógł go użyć w sytuacji, kiedy jednak do polityki wejdzie. Trochę żałowałem, bo zawsze brakowało mi polityków o zdroworozsądkowym ekonomicznym podejściu.

Co się stało z wekslem, skoro Robert Gwiazdowski do polityki wszedł? Sam to najlepiej wyjaśnił w poniższym filmie.

W skrócie: weksel nadal pozostaje u kolegi, ale obiecał go nie wypełniać. Można domniemywać, że zawarto aneks do deklaracji wekslowej :) Pozostaje mieć nadzieję, że weksel nie będzie użyty do szantażu polityka R.G.

„Sam weksel in blanco to za mało do zasądzenia roszczenia”

Dzisiaj w serwisie prawo.pl została opublikowana historia pewnej sprawy wekslowej przed sądem rejonowym.

Streszczając (poszukującym szczegółów zachęcam do lektury całości) – firma wypełniła weksel in blanco, wytoczyła powództwo, sąd przy całkowitej bierności pozwanego w wyroku zaocznym oddalił powództwo, ponieważ powód nie przedstawiając oprócz weksla także umowy wekslowej i umowy pożyczki, którą weksel zabezpieczał, nie pozwolił sądowi na „sprawdzenie poprawności wypełnienia weksla”, co miało skutkować „nieudowodnieniem roszczenia”, ponieważ „roszczenie wynikające z weksla in blanco powinno mieć oparcie w źródle zobowiązania, czyli w umowie, która mogłaby zostać zweryfikowana przez sąd”.

Wyrok ten budzi mój sprzeciw, a nawet zdumienie.

Po pierwsze trudno powiedzieć, że tutaj jakiekolwiek roszczenie wynikało z weksla in blanco. Nie wiem, czy to skrót myślowy użyty tylko przez autora artykułu (mam nadzieję), czy termin użyty w uzasadnieniu wyroku sądu (już gorzej, bo świadczy o niewiedzy sądu), ale jestem pewien, że powództwo nie było oparte o weksel in blanco, ponieważ weksel in blanco z definicji jest wadliwy formalnie (nie zawiera wszystkich elementów weksla), a powód musiał dołączyć do pozwu weksel zupełny, który być może kiedyś był wekslem in blanco, ale już nie jest.

Po drugie – nieprawdą jest, że poprawnie wystawiony weksel to za mało, aby sąd mógł wydać nakaz zapłaty. Jest to niewątpliwie sprzeczne z przepisami kodeksu postępowania cywilnego, zgodnie z którymi do wydania nakazu zapłaty w postępowaniu nakazowym potrzebujemy (jedynie) poprawnie wypełnionego weksla, którego prawdziwość i treść „nie nasuwają wątpliwości”.

W tej sprawie sąd popełnił dwa błędy – po pierwsze nie wydał nakazu zapłaty z poprawnego formalnie weksla, po drugie powództwo oddalił pomimo zupełnej bierności pozwanego, czyli w sytuacji braku zarzutów z jego strony. Sąd zatem z urzędu oraz przy braku dowodów, czyli bezprawnie, zastosował zarzut „wypełnienia weksla niezgodnie z zawartym porozumieniem”, co może być ponadto uznane za nierówne traktowanie stron procesu (skoro to sąd sam z siebie wymyśla możliwe do podniesienia zarzuty).

Błędnie zastosowano również art. 6 kodeksu cywilnego, traktującego o rozkładzie ciężaru dowodu. Skoro bowiem powód dysponował prawidłowo uzupełnionym wekslem, to na etapie wytaczania powództwa sprostał swojej części obowiązku wykazania roszczenia co do kwoty i terminu płatności. Dalsze zarzuty, w tym zarzut uzupełnienia weksla na nieistniejące roszczenie, powinien być nie tylko podniesiony przez pozwanego, ale i to na pozwanym spoczywa ciężar udowodnienia tego zarzutu.

Zatem wydany wyrok oparty był na niepodniesionym zarzucie i na podstawie hipotetycznych dowodów, które w żaden sposób nie zostały przedstawione. Niestety wyrok ten został podtrzymany w apelacji, a z uwagi na niewielką wartość przedmiotu sporu kasacja nie przysługuje.

Wniosek? Nie warto przyznawać się przed sądem bez istotnego powodu, że weksel był kiedyś wekslem in blanco oraz na etapie wydawania nakazu zapłaty informować o szczegółach porozumień pozawekslowych. Może to też pole do powstania wyspecjalizowanych spółek zajmujących się wyłącznie skupem na drodze indosu i windykacją papierów wartościowych, już nie w celu ochrony przed zarzutami pozwanych, tylko w celu zwiększenia ochrony przed absurdalnymi orzeczeniami sądów?

Wniosek drugi – omijać rejon sądu okręgowego w Łomży :)

(prawie) Koniec sprawy „przekombinowanego” weksla

Sześć lat temu opisywałem sprawę weksla z datą płatności przerobioną na dwie daty. Później był wydany wyrok, w którym sąd po myśli czytelnika bloga oddalił powództwo, uznając, że weksel jest nieważny, jednocześnie oddalając wnioski o przeprowadzenie innych dowodów.

Sprawa trafiła do apelacji, na której nawet pełnomocnik remitenta uznał, że weksel jest rzeczywiście wadliwy.

Na tym sprawa tego weksla właściwie się może zakończyć, przynajmniej jeśli chodzi o spór na tle wekslowym. Z kronikarskiego obowiązku dodam jednak, że apelacja została uznana, ale w ten sposób, że sprawa trafi jeszcze raz do sądu I instancji, który to sąd będzie musiał dopuścić nowe dowody, które wskaże powódka, na okoliczność istnienia innych, niż wekslowe, długów. Poprzedni sąd bowiem nie chciał dopuścić do złożenia przez powódkę takich dowodów, powołując się na art. 495 kodeksu postępowania cywilnego, który zabrania przeprowadzania nowych dowodów, lub wysuwania nowych roszczeń, ale przepis ten dotyczy postępowania nakazowego, gdy tymczasem w tym przypadku nakaz zapłaty w ogóle nie został wydany.

Jest zatem całkiem możliwe, że czas trwania tego procesu dojdzie do 10 lat, które – od jakiegoś czasu – zacząłem uważać za typową długość procesu przed polskim sądem. Czasami nawet w prostych sprawach czytelnicy się mnie pytają „a ile to może czasu zająć”, i wówczas bez zastanowienia się odpowiadam, że „kilka lat”. Słyszę wówczas, że to długo, że gdzieś-tam ktoś obiecywał pół roku, że nie potrafię, że jest to sprawa na jedną rozprawę (haha! po zarzutach okazuje się, że rozpraw potrzeba 5, zresztą nawet jedna rozprawa może się rozłożyć na trzy, bo brak zwrotki, bo brak strony, bo świadek nie dojechał – a trzy rozprawy to w niektórych sądach może być 18 miesięcy…). Statystycznie każdy pełnomocnik w wieku 50+ powinien już mieć prowadzoną jakąś sprawę, w której spokojnie dotrwa do emerytury :)

Oczywiście przy dochodzeniu roszczenia z (prawidłowego!) weksla ta „reguła kilku lat” może być złagodzona tym, że zabezpieczenie roszczenia, lub nawet egzekucję, możemy przeprowadzić pomimo zarzutów, i jest to ważny powód, dla którego warto stosować weksle, ale trzeba mieć na uwadze, że jeśli sprawa trafi w tryb zarzutów lub sprzeciwu, to czas jej trwania jest potencjalnie nieograniczony.

A teraz proszę sobie wyobrazić, że wielu przedsiębiorców dochodzi należności nie na podstawie weksla, tylko zwykłych umów i faktur – nawet jeśli mają rację, nie chroni ich to przed „wymyślonymi” zarzutami, które mogą odwlec możliwość uzyskania zapłaty na bardzo długo…

Czy niezałączenie do pozwu umowy ze stosunku podstawowego to przestępstwo?

Już osiem lat temu pisałem o tym, że do wytoczenia powództwa sądowego z prawidłowego weksla wystarczy sam weksel i nie potrzeba dołączać umowy ze stosunku podstawowego. Czyżbym nieświadomie namawiał do popełnienia przestępstwa?

Obserwuję toczącą się przed Sądem Okręgowym w Warszawie sprawę karną (prowadzoną nota bene przez znanego sędziego Igora Tuleyę) przeciwko (w zamyśle prokuratury) zorganizowanej grupie przestępczej, o bardzo szerokim spektrum działania. Przewijają się tam tematy wyłudzeń nieruchomości pod pretekstem udzielania pożyczek, współdziałania z nieuczciwym notariuszem, oraz obrót wekslami, również zabezpieczonymi hipotecznie.

Działalność tych osób, jak i cała sprawa karna, to spory, wielowątkowy temat do dyskusji, i na pewno będzie ona inspiracją do wielu opowieści na tematy wierzytelnościowo-wekslowe.

I aby nie być gołosłownym, zacznę od analizy bardzo krótkiego fragmentu aktu oskarżenia, który brzmiał:

„Zatajenie przed sądem, że weksel zabezpiecza roszczenia wynikające z umowy pożyczki, a następnie prowadzenie egzekucji z tak otrzymanego nakazu zapłaty”

W mojej ocenie taki zarzut „nie trzyma się kupy”.
Aby cokolwiek „zataić”, wpierw musi istnieć obowiązek ujawnienia jakiegoś faktu przed sądem. Tymczasem warunkiem wydania nakazu zapłaty na podstawie weksla jest sam weksel, bez konieczności dołączania dodatkowych umów. Nawet jeśli w sprawie pojawią się zarzuty, to powód nie jest zobowiązany do przedstawiania dowodów na ich poparcie (czyli wspomnianych „umów pożyczek”), ponieważ na podstawie art. 6 kodeksu cywilnego, ciężar dowodu spoczywa na stronie, która takimi zarzutami chciałaby się bronić, czyli na pozwanym. Skoro zatem na żadnym etapie powód nie jest zobowiązany do ujawniania stosunku podstawowego, kuriozalnym jest zatem wysuwanie wobec niego zarzutu „zatajania” tego faktu. Zwłaszcza, jeśli nawet zarzutów nie było, a sprawa kończyła się prawomocnym nakazem zapłaty.

Mocno naciągając mógłbym dać śladowe ilości sensu oskarżeniu, że przestępstwem może być kierowanie powództwa w sytuacji, kiedy powód wie, że roszczenie nie jest mu należne. Taka sytuacja zachodzi jednak bardzo rzadko – nawet powodowie prowadzący działalność przestępczą, głęboko wierzą w zasadność swoich roszczeń (w końcu na tym właśnie opierają swoją działalność, wykorzystując do tego celu całkiem poprawnie wyglądające umowy z poszkodowanymi osobami). Ponadto taka jest rola sądów cywilnych, aby wątpliwości rozstrzygać w procedurze cywilnej, a nie karnej. Byłoby bardzo dziwnym, gdyby każdemu powodowi, któremu oddalono powództwo w sprawie cywilnej (co przecież jest sytuacją niemalże nagminną) przedstawiano z automatu zarzut karny w związku z faktem, że kierował do sądu cywilnego niezasadne roszczenie.

Na pewno przyjrzę się wyrokowi w tym kontekście:)

Skuteczny komornik został aresztowany – czyli czy znacjonalizują nam komorników?

Kilka dni temu internet obiegła informacja, że aresztowany został jeden z warszawskich komorników. Okazało się, że to komornik Rafał W., mający swoją kancelarię na al. Solidarności 155 w Warszawie.

Nie korzystałem z jego usług jako wierzyciel, ale pamiętam, że w przeszłości kupiłem coś u niego na licytacji. Numer sprawy tego dłużnika składał się z liczby ponad 85000, więc można założyć, że komornik ten miał setki tysięcy spraw rocznie. Jak przeglądałem ogłoszenia o licytacjach (do tego celu polecam serwis licytacje.komornik.pl), to właśnie ten komornik miał ich najwięcej – było ich wiele w każdym tygodniu, w różnych miejscach, nie tylko z samego rewiru. Widać było, że jest to niesamowicie pracowity komornik. Mógłbym zaryzykować twierdzenie, że była to jedna z najbogatszych kancelarii komorniczych w Polsce.

Może dlatego narobił sobie wrogów. Z jednej strony – mnóstwo niezadowolonych dłużników, z drugiej strony – politycy i innej maści populiści, zaglądający innym do portfela, i dziwiący się, że skuteczny komornik może zarobić milion, zamiast siedzieć na urzędniczej pensji za 3000 zł miesięcznie – pamiętacie takie propozycje sprzed niedalekich kilku lat? Komornik na urzędowej posadzie z marną pensją, wypłacaną „czy się stoi, czy się leży”, to dopiero byłby uwiąd wszelakiej egzekucji… Mam nadzieję, że sprawa ta nie będzie wykorzystywana jako argument do upaństwowienia komorników, ani nie jest tego początkiem.

Kolejny sąd nie rozróżnia najprostszych pojęć

Kilka lat temu śmiałem się z orzeczenia Sądu Najwyższego, w którym sąd ten nie rozróżniał nieważności weksla od nieważności zobowiązania wekslowego.

W czym tkwi główna różnica w tych pojęciach? Ważny weksel z nieważnym zobowiązaniem wystawcy (w przeciwieństwie do nieważnego weksla, czyli wystawionego z wadami formalnymi) będzie mógł zawierać w sobie ważne zobowiązania innych dłużników wekslowych, na przykład indosantów.

Wówczas chodziło o weksel wystawiony przez pracownika na rzecz pracodawcy, a teraz (sprawa VI ACa 318/16, wyrok wydany 7 grudnia 2017) chodzi o weksel podpisany pod wpływem groźby.

Oczywiście – wystawca podpisując weksel pod wpływem groźby nie zaciąga zobowiązania wekslowego, ale to nie znaczy, że weksel jest nieważny! Oznacza tylko, że nie odpowiada za niego wystawca.

A, jak wiadomo, z weksla może odpowiadać również szereg innych osób. Remitent (który nota bene sam ten podpis na wystawcy groźbą wymógł) może sprzedać weksel, i mimo że wystawca nie będzie odpowiadał, to będzie odpowiadał remitent!

To znaczy mógłby odpowiadać, gdyby nie to, że sąd zrobił mu prezent i orzekł, że taki weksel jest nieważny. A skoro jest nieważny, to nie ma odpowiedzialności żadnego dłużnika wekslowego.

Czy na otrzymany pozew warto składać zarzuty nie mające szans powodzenia? (i czy „zapłaci” to to samo co „zapłacę”?)

Moje rozmowy z osobami, wobec których wysuwane są roszczenia z wystawionych przez nich weksli zazwyczaj zaczyna się od tego, że osoby te przedstawiają swoje argumenty za tym, dlaczego według nich nie powinny za weksel płacić. Ja w tym przypadku wykorzystuję całą swoją wiedzę i doświadczenie do tego, aby wykazać, dlaczego te osoby się mylą. Czasem nawet wydaje mi się, że przesadzam, i wyjaśniam, że taka jest właśnie moja rola – nie taka, aby przytakiwać, tylko aby szukać słabych punktów w argumentacji dłużnika. Po ustaleniu z zainteresowaną osobą, jakie zarzuty mają szansę powodzenia, zazwyczaj dostaję pytanie – czy warto podnosić te wszystkie pozostałe zarzuty, które są wątpliwe. Odpowiadam wówczas, że tak, że im więcej tym lepiej (a nawet jeśli nie lepiej, to na pewno nie gorzej), że nawet jeśli masz ochotę jako zarzut podnieść swoje ustne zeznania, że ten milion spłaciłeś wierzycielowi w reklamówce, to istnieje niezerowe prawdopodobieństwo, że jakiś sąd może ci uwierzyć (i to jest bardzo smutne). Opłaty sądowe związane z zarzutami nie zależą od ich liczby, więc eksperymentowanie nic nie kosztuje. Można także podać wiele orzeczeń sądów, które na zwykły chłopski rozum nie powinny przejść, a jednak się czasem udaje wygrać sprawę absurdalnym zarzutem.

Swego czasu jeden z czytelników bloga został pozwany jako poręczyciel z weksla, który w swej treści w kontekście przyrzeczenia zapłaty brzmiał:

Dnia 12.12.2009 zapłaci za ten weksel bez protestu na zlecenie…

Oprócz całej masy wątpliwych zarzutów ze stosunku podstawowego, które być może miałyby szansę „zaskoczyć”, nasza kancelaria reprezentująca czytelnika podniosła również zarzut braku przyrzeczenia zapłaty. Przyrzeczenie zapłaty powinno bowiem brzmieć „zapłacę”. Słowo „zapłaci” to nie jest przyrzeczenie, tylko tryb przypuszczający, w dodatku sugeruje, że nie jest to weksel własny, tylko weksel trasowany (w wekslu wystawca nie przyrzeka, tylko wskazuje kogoś, kto za weksel miałby zapłacić), a w przypadku braku wskazania osoby trasata (co miało miejsce w tym wekslu), należałoby weksel uznać za nieważny. Dodatkowo sprawę komplikował fakt, że na użytym blankiecie weksla było miejsce na wpisanie trasata, co jeszcze bardziej utrudniało jednoznaczne wykazanie, czy celem wystawcy było wystawienie weksla własnego, czy trasowanego.

Nie wierzyłem w powodzenie tego zarzutu, ponieważ sądziłem, że sąd, zgodnie z dotychczasowym orzecznictwem, dokona wykładni treści weksla i orzeknie, że nie ma sporu odnośnie tego, czy jest to weksel własny, czy trasowany (opierając się na całej treści weksla), a użycie w treści weksla własnego przyrzeczenia zapłaty w formie „zapłaci”, zamiast „zapłacę” będzie uznane tylko za błąd w odmianie tego słowa, który nie wpływa na istotę zobowiązania.

Sąd, czyniąc nam dużą niespodziankę, zgodził się z tym zarzutem i powództwo oddalił. Doszedł do wniosku, że weksel nie zawiera przyrzeczenia zapłaty, a „przyrzeczenie” zamiast „polecenia” zapłaty stanowi jedyne kryterium rozróżnienia weksla własnego od trasowanego. Stąd w przypadku istnienia na wekslu polecenia zapłaty, z jednoczesnym brakiem wskazania osoby trasata, powoduje nieważność weksla. Nadto, odpowiadając na argument powoda, aby dokonać wykładni treści weksla sąd uznał, że nie jest możliwe usunięcie wady weksla polegającej na braku przyrzeczenia zapłaty, i uznaniu, że polecenie zapłaty („zapłaci”) stanowi de facto przyrzeczenie zapłaty, ponieważ w wekslu istnieje już zwrot „zapłaci za ten weksel”. w granicach którego sąd musi operować, a dokonanie wykładni weksla sprzecznej z jego treścią jest niemożliwe.

Skuteczność tego zarzutu była dla mnie takim zaskoczeniem, że wręcz żałowałem, że nie udało się namówić wystawcy, aby wraz z poręczycielem złożył ten sam zarzut, co skutkowałoby oddaleniem powództwa także wobec niego, a nie tylko wobec poręczyciela. Doszliśmy bowiem do pewnego paradoksu, kiedy wobec jednej osoby sąd swoim autorytetem popartym klauzulą wykonalności, nakazuje zapłacić określoną sumę, a wobec drugiej osoby z tego samego roszczenia stwierdza, że źródło roszczenia jest wadliwe :)

Drugą niespodzianką był dla mnie fakt, że powód nie wniósł apelacji, która miałaby niemałą szansę powodzenia.

Czy wyrok uważam za słuszny? Jest nowatorski i kontrowersyjny, ale nie uważam go za błędny. Z jednej strony, dotychczasowe orzecznictwo pozwalało na utrzymanie w mocy weksla, w którym zamiast słowa „zapłacę” zastosowano słowo „zapłaci”, „zapłacisz”, czy nawet słowo „zapłac”, które było nadrukowane na wielu blankietach i nie zostało uzupełnione o odpowiednią końcówkę fleksyjną – i tutaj byłaby duża szansa, że w apelacja byłaby zasadna. Z drugiej strony – precedensów w Polsce nie ma, a patrząc na sprawę bardzo formalnie – „zapłaci” to nie jest „zapłacę”, czyli przyrzeczenia brak. Orzeczenie nie jest zatem pozbawione logiki i nie można mu zarzucić braku oparcia w przepisach.

Remitenci trochę mądrzejsi, ale wystawcy nadal korzystają ze starych informacji

Stosowanie weksli in blanco, choć czasem jest wygodniejsze, nie zawsze jest korzystne. Przed wystawieniem weksla in blanco, albo sporządzeniem wzorca umowy do masowego stosowania, warto pomyśleć, czy nie lepiej będzie zastąpić weksel in blanco wekslem zupełnym.

Weksel zwykłemu człowiekowi nieodzownie kojarzy się z wekslem in blanco, zapewne z tego powodu, że w latach dziewięćdziesiątych, kiedy ponownie zaczęto powszechnie stosować weksle, używano ich właśnie w tej formie. Niemniej jednak, zapewne również z uwagi na moją działalność na blogu, coraz częściej widzę sprawy, gdzie roszczenie jest zapisane w wekslu zupełnym (już od chwili jego wystawienia). To dobry trend, korzystny zarówno dla wystawcy weksla, jak i dla wierzyciela – dokładne i nie pozostawiające pola do niejednoznaczności zapisanie roszczenia jest korzystne dla obu stron.

Konsekwencją rozpowszechnienia się weksli zupełnych jest to, że odpada potrzeba zawierania dodatkowych umów. Jeśli na przykład chcę pożyczyć komuś 1000zł, to zadowolę się wystawionym przez niego wekslem na przykład na 1100zł, a nie wekslem in blanco, deklaracją wekslową i umową pożyczki. Jak sprzedaję samochód na kredyt za 5000zł, to jako zapłatę przyjmę weksel na sumę 5000zł, a w umowie sprzedaży zapiszę, że zapłatę ceny już otrzymałem.

Odpowiedzialność za swój podpis w narodzie jest jednak różna i nawet jednoznaczne określenie warunków nie gwarantuje tego, że dłużnik będzie chciał zapłacić bez oporów. Dłużnicy imają się różnych metod, aby czasem mimo wszystko za weksel nie musieć zapłacić. Nie ma w tym nic złego, jeśli ktoś ma rzeczywiste zarzuty, często jednak jest tak, że zarzutów nie ma, ale dłużnik mimo wszystko próbuje coś wyrzeźbić. Samodzielnie, albo sterowany „z tylnego siedzenia” przez jakiegoś biednego prawnika, do którego udał się po poradę.

„Biedność” tego prawnika wynika z tego, że jak już ma klienta, który mu coś tam zapewne płaci, to czuje się obowiązku doradzić mu jakiś sposób obrony, nie zważywszy na okoliczności. I tak powstają strategie obrony, które nijak nie mają się do stanu faktycznego. A czym najłatwiej się bronić? Jak się niektórym wydaje – inblankowością weksla.

Przykład pierwszy – pan podpisał weksel zupełny a każde słowo, i każda litera na tym wekslu, które napisane są odręcznie – pochodzi z ręki samego wystawcy. Nie przeszkadza to jednak wnosić dłużnikowi zarzutów, że weksel in blanco (!) został wypełniony niezgodnie z jego wolą. Niestety dłużnik nie potrafił doprecyzować, jakie dokładnie klauzule pojawiły się na wekslu wbrew jego woli.

Przykład drugi – pani składa zupełnie nieistotne zarzuty powołując się na fakt, że „powód nie chciał rozmawiać na temat ugody” i tym podobne. O samym wekslu wyraża się jednak wyłącznie jak o „wekslu in blanco”, mimo że nigdy w życiu pani ta tego weksla jako in blanco nie wystawiła.

Przykład trzeci – pani, która wystawiła weksel zupełny (będący jedyną podstawą roszczenia – nie mający charakteru kaucyjnego) ma wielkie pretensje do sądu, że „wystawił nakaz zapłaty bez możliwości obrony z jej strony” oraz żąda „udowodnienia przez powoda swojego roszczenia” – zapominając, że taki dowód został już przedstawiony w formie weksla. Teraz to na pani spoczywa ciężar dowodu obalającego to roszczenie.

Jeśli jesteś wierzycielem i uważasz, że musisz stosować weksle in blanco, ponieważ nie znasz ani dnia, ani kwoty, którą będziesz chciał żądać od swojego dłużnika, to wiedz, że twoje obawy nie mają poparcia w faktach. Natomiast zastosowanie przez ciebie weksla zupełnego ma przynajmniej trzy zalety. Po pierwsze zwiększa się chęć wystawcy do podpisania takiego weksla, ponieważ warunki są określone w bardziej przejrzysty sposób. Po drugie nie ryzykujesz zarzutem, że jakieś klauzule na wekslu pojawiły się bez zgody wystawcy. Po trzecie ponosisz mniejsze ryzyko związane z odpowiedzialnością za szkody finansowe spowodowane zgubieniem przez ciebie weksla (tak, bo jeśli ty zgubisz weksel, i ktoś go użyje, odpowiadasz przed wystawcą za zaistniałą szkodę).

Każdy weksel in blanco można zastąpić odpowiadającym mu wekslem zupełnym w ten sposób, aby obie strony transakcji odniosły korzyść:)

Jak nie dać na sobie przeprowadzić postępowania zabezpieczającego, gdy wierzyciel dysponuje nakazem zapłaty w postępowaniu nakazowym?

Nakaz zapłaty w postępowaniu nakazowym wydanym na podstawie weksla posiada dwie istotne zalety dla wierzyciela – natychmiastową wykonalność umożliwiającą egzekucję nawet pomimo wniesienia przez dłużników zarzutów, oraz fakt, że wydany nakaz zapłaty może być od razu podstawą do wszczęcia postępowania zabezpieczającego. Czy jednak sąd może pozbawić prawa wierzyciela do zastosowania zabezpieczenia?

Wielu dłużników, tudzież pełnomocników ich reprezentujących, pamięta o zasadzie natychmiastowej wykonalności nakazu zapłaty w postępowaniu nakazowym wydanym na podstawie weksla i w zarzutach proszą sąd o nienadawanie klauzuli wykonalności. Wniosek taki ma szczególnie sens w przypadku gdy dochodzona przez wierzyciela suma jest duża, że po jej zapłaceniu dłużnik może nie mieć praktycznej możliwości jej odzyskania od przegranego wierzyciela. W wielu przypadkach (próbując oszacować to na „grube oko” jest to około połowa) sąd przychyla się do prośby dłużnika i wykonalność nakazu zapłaty wstrzymuje. Dotyczy to jednak tylko nienadawania klauzuli wykonalności, a tym samym uniemożliwienie wierzycielowi prowadzenia egzekucji. Nie pozbawia go to prawa do wykorzystania nakazu zapłaty do przeprowadzenia postępowania zabezpieczającego – które tak samo może dłużnika pozbawić pieniędzy z konta bankowego, czy utrudnić korzystanie z nieruchomości poprzez obciążenie jej hipoteką – z tą tylko zaletą, że ewentualnie zajęte pieniądze nie są przekazywane nieuczciwemu (z punktu widzenia dłużnika) wierzycielowi, tylko komornikowi, którego kulturę pracy nadzoruje prezes sądu rejonowego, więc na pewno nic złego z jego strony dłużnikowi się nie przytrafi, a po upadku zabezpieczenia pieniądze szybko wrócą do dłużnika.

Czy jednak możemy poradzić coś na to, aby wierzyciel nie nękał dłużnika nawet postępowaniem zabezpieczającym?

Zgodnie z przepisami odpowiedź nie jest jednoznaczna. Co do zasady sąd nie może wstrzymać zabezpieczenia, może je tylko ograniczyć.

Słowo ograniczenie można rozumieć różnorako. Możemy na przykład prosić, aby wierzyciel nie mógł zająć konkretnych składników majątku. Możemy wnioskować, aby suma zabezpieczenia była niższa niż w rzeczywistości wynikająca z nakazu zapłaty.

A jak znieść zupełnie możliwość zabezpieczenia? W teorii się nie da. W praktyce można poprosić sąd o ograniczenie zabezpieczenia do znośnie minimalnej sumy (na przykład jeden złoty).

Można również żądać ograniczenia zabezpieczenia w ten sposób, że zabezpieczenie nie będzie dokonywane przez określony czas, a konkretnie do czasu wydania wyroku w I instancji. Taki sposób ograniczenia zabezpieczenia został uznany przez warszawski sąd rejonowy na korzyść naszego klienta – dłużnika będącego niesłusznie pozwanym z weksla na niebagatelną sumę.

Zupełnie inną sprawą była realna możliwość użycia takiego postanowienia w praktyce – to już temat na odrębny wpis (termin „wolne sądy” nabiera tu zupełnie innego znaczenia:)

Więzienie za bałagan ze 158 wekslami (Akademia Sztuk Wizualnych)

Na 3 lata bezwzględnego pozbawienia wolności skazał nieprawomocnie sąd w Poznaniu Tomasza K., który bezprawnie użył 158 weksli wobec uczniów Akademii Sztuk Wizualnych z tego miasta, próbując od każdego z nich dochodzić sum od 2 do ponad 6 tysięcy złotych.

O sprawie po raz pierwszy pisałem w zeszłym roku. Dzisiaj sąd ogłosił wyrok wraz z ustnymi motywami uzasadnienia.

Weksle były wystawiane przez studentów wspomnianej wyżej Akademii jako zabezpieczenie zapłaty czesnego. Co ciekawe, część wysuwanych roszczeń była zasadna (wobec właściciela Akademii). Jednakże sąd nie badał szczegółowo zasadności roszczeń, na które wypełniono weksle, ponieważ nie miały one istotnego znaczenia w tej sprawie. Posiadaczem weksli nie był bowiem właściciel szkoły – Andrzej Kapela – tylko jego syn, Tomasz K., który do końca procesu utrzymywał, że weksle nabył od ojca na drodze indosu.

Sąd jednak nie dał wiary tym wyjaśnieniom, ponieważ w czasie, kiedy Andrzej Kapela miał dokonywać indosów, z uwagi na postępy w chorobie, nie był w stanie samodzielnie składać podpisów. Zostało to potwierdzone przez jeden z cywilnych sądów, który udał się osobiście do mieszkania chorego, aby go przesłuchać w charakterze świadka (prawdopodobnie była to jedna z cywilnych spraw z weksla). Protokół został spisany, ale nie podpisany przez świadka, z uwagi na brak fizycznej możliwości złożenia przez niego podpisu, co zostało odnotowane w protokole, użytym teraz jako dowód w niniejszej sprawie karnej. Oskarżony, oraz zeznająca na jego korzyść mama, utrzymywali, że remitent do składania podpisów pod swoim indosem, używał specjalnego szablonu, który miał mu to ułatwić w jego niedołęstwie. Opinie biegłego wykluczyły jednak tę okoliczność z trzech powodów – po pierwsze podpisy były składane na tyle szybko, że nie mogły być składane za pomocą szablonu, po drugie analiza przeprowadzona „na pierwszym poziomie” jednoznacznie wykluczyła, aby podpisy indosanta mogły pochodzić od remitenta Andrzeja Kapeli, po trzecie – analiza przeprowadzona „na drugim poziomie” wykazała, że podpisy indosanta Andrzeja Kapeli były podrobione przez oskarżonego Tomasza K.

W związku z tym sąd uznał, że oskarżony w ogóle nie miał prawa do użycia weksli i dochodzenia zapisanego w nich roszczenia, nawet jeśliby wystawcy ci rzeczywiście mieli zaległości w zapłacie czesnego na rzecz właściciela szkoły.

W takim stanie faktycznym sąd uznał, że doszło do podrobienia weksli, i – mając do wyboru widełki kar z zakresu od 5 do 25 lat pozbawienia wolności – skazał oskarżonego na karę 3 lat bezwzględnego pozbawienia wolności. Jak widać, zastosowano nadzwyczajne złagodzenie kary, jako że sam sąd stwierdził, że kary określone przez ustawodawcę za tego typu czyny są „drakońskie”, jako okoliczność łagodzącą uznając sytuację rodzinną oskarżonego (remitent, będący ojcem oskarżonego, zmarł w trakcie trwania procesu). Z niejakim smutkiem sąd stwierdził, że nie może dalej złagodzić wyroku, ponieważ oskarżony do końca nie przyznawał się do winy. Można domniemywać, że przyznanie to mogłoby skutkować wyrokiem w zawieszeniu.

Dodatkową karą jest obowiązek naprawienia szkody poprzez zwrot sum, które oskarżony zdążył uzyskać od wystawców weksli, oraz zwrot na ich rzecz poniesionych przez nich kosztów pełnomocników. Z uwagi na dobro poszkodowanych, zważywszy na fakt, że w trakcie odbywania kary więzienia, oskarżony będzie miał ograniczone możliwości zarobkowe, a w chwili obecnej nie posiada istotnego majątku, sąd zwolnił go z obowiązku zwrotu na rzecz skarbu państwa kosztów procesu.

Można oczekiwać, że sprawa znajdzie finał w sądzie drugiej instancji.

19840393_10209342314904354_2143491814_o
(fragment Ratusza na Starym Rynku w Poznaniu)