Weksel jest papierem cennym. Ustanawia zobowiązanie bezwarunkowe, niezależne od jakiegokolwiek zdarzenia. Ustala dług pieniężny, ściśle określony co do sumy. Zawiera abstrakcyjną obietnicę zapłaty. Obietnicę jednostronną w której wierzyciel ma jedynie prawa, a nie obowiązki. Jest przeważnie papierem obiegowym na zlecenie. Musi zadość czynić pewnym warunkom formalnym, a przede wszystkim zawierać wzmiankę, iż jest wekslem. Zobowiązuje ‘wekslowo’ wszystkie osoby, które się na nim podpiszą.

Przyznanie się Kamila Durczoka – czyli co nowego w sprawie i dlaczego grozi mu aż 25 lat?

W związku z nowymi informacjami w sprawie na popularnych serwisach znowu zagościły wpisy o tematyce wekslowej. Pod artykułami widać ożywioną dyskusję, niestety często daleką od merytoryki :/ Wykorzystując zatem ten czas, chciałbym poruszyć i wytłumaczyć kilka związanych z tą sprawą tematów i opinii.

Czy Kamil Durczok uczestniczył w przekręcie finansowym na miliony franków?

Tytuł jest chwytliwy, ale nie epatowałbym tak sumą kredytu. Głównym zarzutem jest to, że sfałszował podpis swojej żony, ale pod wekslem zabezpieczającym kredyt, który miał zamiar spłacić, o czym świadczy fakt, że sprawa wydała się po wielu latach dokonywania spłat. Wiele osób ma niewiele mniejsze kredyty na swoje mieszkania, i jeśli przestają je spłacać, to nie mówimy, że dokonali przekrętu finansowego.

Czy bank musi być obecny przy podpisywaniu weksla przez dłużnika?

Niektórzy doszukują się winy (zmowy) banku polegającej na tym, że weksel „musi być podpisywany w obecności banku”. W rzeczywistości przymusu takiego nie ma, przynajmniej w żadnym prawie powszechnie obowiązującym. Każdy wierzyciel może przyjąć weksel, który nie został podpisany w jego obecności. Ryzykuje wówczas tym, że otrzymany weksel nie będzie miał prawdziwego podpisu dłużnika, jest to już jednak cywilne ryzyko wierzyciela, jakie w tym przypadku wziął na siebie bank, i połowicznie przegrał – bo z dwóch dłużników na wekslu został mu tylko jeden, sam ten fakt nie ma jednak wpływu na ważność samego weksla i odpowiedzialność wobec wierzyciela osób, których podpisy na wekslu się jednak znajdują.

Jeśli jest tak, że bank zobowiązuje swoich pracowników, aby byli obecni przy podpisywaniu weksli, wówczas możemy mówić jedynie o odpowiedzialności pracownika wobec pracodawcy (banku) za nierzetelne wykonywanie swoich obowiązków, pozostaje to jednak bez wpływu na ważność samego weksla.

Zwrócić uwagę należy jednak, że pracownik banku może odpowiadać za współudział lub podżeganie, jeśli taka była jego rola w uzyskiwaniu przez niego sfałszowanego podpisu.

Dlaczego nie aresztowali Kamila Durczoka, a uczeń za sfałszowaną legitymację siedział 3 miesiące w areszcie?

Dlatego, że okoliczności sprawy są bezsporne, Kamil Durczok przyznał się do winy, nie ma obawy matactwa. Jedyną podstawą do aresztu pozostaje zatem zagrożenie wysoką karą. Jednakże, moim zdaniem, dobrze jest, że sąd nie orzeka aresztu wyłącznie na tej podstawie. A dlaczego aresztowano (fałszywego) ucznia? Okazuje się, że za niestawianie się do sądu.

Skąd tak wysoka kara – od 5 do 25 lat więzienia?

Głównym powodem jest skarb państwa, który bardzo surowo karze za fałszerstwo pieniędzy, uznając, że taka działalność jest działaniem wbrew jego żywotnym interesom. Mniej lub bardziej przypadkowo brzmienie tego przepisu kodeksu karnego jest takie, że oprócz fałszowania pieniędzy, karalne są również fałszowania blankietów upoważniających do otrzymania sumy pieniężnej. Jako że weksel jest takim dokumentem, surowość karania za jego fałszerstwo wynika niejako jako rykoszet walki z ludźmi okradającymi państwo.

Osobiście nie widzę powodu, aby jakiegokolwiek fałszerza skazywać na 25 lat więzienia, tym bardziej kogoś, kto jednorazowo sfałszował podpis swojej żony na wekslu. Kara na pewno będzie niższa, być może nawet uda się uniknąć zasądzenia bezwzględnego pozbawienia wolności. Warto jednak urealnić kary za takie czyny, aby skazani mogli być uczciwie karani, bez potrzeby wynajdywania kruczków prawnych do tego, aby przypadkiem nie skazać ich w ramach kodeksowych widełek, które są w obecnej sytuacji nieżyciowe.

Czy często zdarzają się fałszerstwa podpisów?

I tak i nie. Właściwie nie słyszałem o przypadku, może poza jakimś wyjątkiem, aby ktoś wziął kartkę papieru, wydrukował weksel, i podrobił na nim czyjś podpis, w celu wyłudzenia od tej osoby pieniędzy. Takie działanie nie może być skuteczne, skoro sprawa musi się oprzeć o sąd, gdzie rzekomy wystawca będzie mógł zgłosić skutecznie swoje zarzuty.

Jednak w to, że ktoś podrabia podpis – poręczyciela, żony, brata itd. nie w celu uzyskania od niego pieniędzy, tylko w celu złożenia weksla jako zabezpieczenie do banku lub innego wierzyciela – wierzę. Wierzę, że jest to praktyka dość częsta, może nie w połowie przypadków, ale nawet jeden przypadek na sto to jest już często, mając na uwadze to, jak surowo jest karane takie przestępstwo.

Niestety nie widzę wśród ludzi kultury szanowania swojego podpisu – polegającej po pierwsze na tym, że jeśli chcę coś podpisać, to najpierw zapoznam się z treścią składanego oświadczenia, a potem będę brał odpowiedzialność za podjęte zobowiązanie, a po drugie na tym, że nie będę się zgadzał na to, aby się „za kogoś” podpisać, choćby tym podpisem byłaby lista obecności w pracy. Podpis jest obecnie traktowany za mało znaczącą formalność, i przydałaby się akcja edukacyjna w tym zakresie.

Jako zabawną historię – kontrprzykład – mogę podać czasy III Rzeszy, kiedy niemieckie służby organizowały pewien szpiegowski plan. Wymagał on sporządzenia serii sfałszowanych dokumentów, które oczywiście były przez niemieckie służby spreparowane, jednakże na jednym z nich miał się znaleźć podpis Hitlera. Organizatorzy, z szacunku do niego, nie chcieli podrabiać jego podpisu, co zakończyło się tym, że Hitler osobiście podpisał się na fałszywce.

Wracając na nasze podwórko – w większości przypadków takie sprawy nie wychodzą na światło dzienne – bo weksel nigdy nie zostaje użyty, a jeśli zostaje, to poszkodowany i sprawca rozliczają się w swoim własnym gronie, bez angażowania organów ścigania.

Jednak wystarczy, że żona staje się byłą żoną, i już motywacji do współdziałania już nie ma – a może nawet jest motywacja, aby jeszcze zaszkodzić byłemu partnerowi. Skutki – widzimy w załączonej sprawie.

Jaki będzie wyrok? Sam jestem niezmiernie ciekaw i czekam z niecierpliwością na zakończenie.

Jak wygląda weksel Kamila Durczoka?

Dzisiejszy program Wiadomości zamieścił zdjęcie weksla wystawionego przez Kamila Durczoka i poręczonego przez jego byłą żonę.

Jak widać, weksel jest poprawny formalnie, jeśli tylko remitent, którego nazwa została w materiale zakryta, został oznaczony prawidłowo.

Odnośnie podpisu byłej żony – bynajmniej nie jestem grafologiem, ale patrząc na pojedyncze litery nazwiska w oby podpisach, oraz na całe nazwiska, podpisy wyglądają na bardzo podobne. Pani Marianna sama najlepiej wie, jak się podpisuje, ale jeśli ma ona swój własny styl pisma, który istotnie różni się od pisma byłego męża, to z takiego wyglądu weksla można – oczywiście zupełnie nieprofesjonalnie – uznać, że podpisy te nie pochodzą z różnych rąk.

Profesjonalną opinię wyda biegły z pisma ręcznego, a ostateczną decyzję podejmie sąd.

Jeśli to ja byłbym Kamilem Durczokiem i rzeczywiście własną ręką napisał imię i nazwisko swojej żony, broniłbym się tym, że imię i nazwisko było tylko wskazaniem poręczyciela, który miał złożyć swój podpis później (analogicznie jak w sytuacji, kiedy do takiego wskazania poręczyciela mogło by dojść poprzez napisanie jego imienia i nazwiska pismem maszynowym) – do złożenia jednak tego podpisu z jakiegoś powodu nie doszło (zbyt wczesne wręczenie weksla związane z nieuwagą lub nieprofesjonalnością pracownika banku? rozmyślenie się poręczyciela?). Co byłoby o tyle wiarygodne, że jeśli moim celem byłoby świadome sfałszowanie podpisu, to chociaż próbowałbym się podpisać inaczej niż sam się podpisuję, czego w tym rzekomo sfałszowanym podpisie nie sposób dostrzec :)

Była żona Kamila Durczoka twierdzi, że jej mąż podrobił podpis na wekslu

Weksel miał być podpisany 10 lat temu na zabezpieczenie spłaty kredytu frankowego. Obecnie został wypełniony przez bank na sumę 2 milionów franków i przedstawiony do zapłaty.

Jeśli do Kamil Durczok dopuścił się podrobienia podpisu na wekslu, grozi mu za to kara od 5 do 25 lat pozbawienia wolności.

Fałszowanie podpisów małżonków to dość popularny proceder, często wykonywany za zgodą samej poszkodowanej osoby, często z błahych powodów (nieprzywiązywanie wago do ważności swojego podpisu, niechęć do pojechania gdzieś i podpisania itp.). Mogło być tak w tym przypadku, i sprawa nie wydałaby się nawet dzisiaj, jeśli małżonkowie pozostaliby małżeństwem, a nie skłóconym i rozwiedzionym związkiem.

Z drugiej strony również częstą jest obrona dłużników polegająca na wypieraniu się swoich podpisów, mimo że pochodzą z ich ręki. Część liczy na to, że opinia biegłego z pisma ręcznego nie potwierdzi jednoznacznie pochodzenia podpisu, część naprawdę nie pamięta, co podpisywała 10 lat temu, zwłaszcza że nie ma u nas kultury czytania tego, co się podpisuje.

Sprawę rozstrzygnie zatem odpowiedni biegły, który stwierdzi (albo nie) z czyjej ręki pochodzi podpis.

Swoją drogą jeszcze jakieś 100 lat temu toczono spory w literaturze dotyczącej prawa wekslowego, w jaki sposób powinien się podpisać pełnomocnik na wekslu. Obecnie uznaje się, że pełnomocnik powinien się podpisać swoim nazwiskiem, wraz ze wskazaniem nazwiska osoby, którą reprezentuje. Ale wcześniej istniała gdzieniegdzie praktyka, aby pełnomocnik podpisywał się nazwiskiem osoby, którą reprezentował, czyli – wg obecnych standardów – fałszował jej podpis. Być może Kamil Durczok powinien zatem stać na stanowisku, że podpisał się w imieniu żony jako jej pełnomocnik, tylko w taki nieumiejętny sposób.

Jako wątek poboczny warto by zbadać kto ze strony banku przyjmował weksel, i czy był to już weksel podpisany, czy też podpisy były składane w obecności pracownika banku. Teoria jest taka, że banki często wymagają, aby podpisy były składane w obecności ich pracownika, choć w praktyce czasem bywa inaczej.

Weksel zamiast obligacji – na co zwracać uwagę, inwestując na wysoki procent w nieznane firmy

Na blogu „Spółki z górnej półki” pan Bartosz Olszewski napisał artykuł pod tytułem „Weksel zamiast obligacji?”, o tym, że przepisy dotyczące emisji obligacji korporacyjnych zostały zaostrzone, że teraz obligacje te będą mogły być emitowane wyłącznie w wersji zdematerializowanej, oraz że alternatywą dla podmiotów, chcących pozyskiwać kapitał w podobny sposób, ale prostszą drogą, może być weksel – ponieważ nie podlega ustawie o ofercie publicznej i instrumentach finansowych i może być wystawiany (wyłącznie) w formie papierowego dokumentu.

Istotnie zaletą weksla jest to, że może go wystawić każdy podmiot, każdy podmiot może również go kupić za swoje pieniądze. W chwili obecnej to, na jaki cel wydaje pieniądze pan Kowalski znajduje się poza zainteresowaniem prawa. Jeśli zatem znajdą się dwie strony – jedna, która chce wyemitować weksel w zamian za gotówkę, a druga, za swoją gotówkę kupić czyjś weksel, zwykle poniżej nominału, to przeprowadzenie takiej operacji jest możliwe.

Jest to jednak transakcja, która objęta jest rynkowym ryzykiem (braku wypłacalności emitenta weksla) i inwestor (czyli pan Kowalski kupujący weksel) nie dostaje od nikogo gwarancji otrzymania zapłaty za weksel w przyszłości. Powinien zatem samodzielnie (osobiście, lub za pośrednictwem specjalizującego się w tym podmiotu) zbadać stan finansowy spółki, w którą chce zainwestować. Oczywiście można również pokusić się o inwestowanie w ciemno, albo „w półciemno”, wychodząc z założenia, że jest ryzyko, jest zabawa.

Niegłupim pomysłem jest również to, aby w takie relacje wchodziły podmioty lub osoby mające do siebie zaufanie – na przykład przedsiębiorca z pomysłem pozyskujący kapitał od swojej rodziny i przyjaciół.

Czy na rynku znajdują się firmy zajmujące się pomocą w kojarzeniu inwestorów z podmiotami potrzebującymi kapitału? Już kilka lat temu spotkałem się z czymś takim. Przykładem może być warszawska firma Syngrapha.

Czy polecam inwestowanie za pomocą takich pośredników? Swego czasu dla jednego z czytelników bloga analizowaliśmy draft umowy, który Syngrapha podpisywała z inwestorami. Nanieśliśmy kilka poprawek, które miały na celu polepszenie sytuacji prawnej dawcy kapitału. Niestety odpowiedź pośrednika była taka, że umowy takie są, jakie są, a zainteresowanie inwestorów jest tak duże, że nie mają (czasu/ochoty/niepotrzebne skreślić) dokonywania indywidualnych zmian.

Przyznam się, że wprawiło mnie to w pewien dysonans – z jednej strony oferta siłą rzeczy kierowana jest do najbardziej rozeznanych w rynku inwestorów – czyli do podmiotów chcących zainwestować swoje pieniądze w bardzo ryzykowny biznes, powinni oni zatem wykazywać się najwyższą świadomością prawną, wyrażającą się tym, że będą chcieli negocjować warunki umów, które zawierają, z drugiej strony pośrednik takich negocjacji nie przewiduje. Tak jakby jego klientami byli w rzeczywistości nie świadomi inwestorzy, tylko czasami osoby, które być może nie do końca zdają sobie sprawę z ryzyka inwestycyjnego i mogą traktować inwestycje w weksle jak… lokatę (6-9%).

Swoją drogą, powoływanie się na „80 lat tradycji” – czy sugeruje to wam tradycję firmy, czy tradycję prawa wekslowego? :)

Podsumowując – przed zainwestowaniem w firmę za pomocą weksla skonsultuj się z prawnikiem lub farmaceutą :)

Przegrał w pierwszej instancji – czy jest sens apelować?

Na forum wekslowym pojawiło się pytanie czytelnika, który przegrał sprawę w pierwszej instancji. Swego czasu wystawił on weksel na zabezpieczenie roszczeń:

Weksel własny
miejscowość, data 8 listopad 2014r.

Za okazaniem zapłacę ten weksel na rzecz… sumę xxx, słownie, płatny w miejscowość

podpis wystawcy nazwiskiem

Treść ręcznie naniesionego indosu:
Zstępuje bez obliga na rzecz (wskazanie firmy spółki i numeru krs) z siedzibą …, miejscowość, data (2016 rok) i podpis imieniem i nazwiskiem

Jako że roszczenie, które weksel zabezpieczał, według wystawcy nie istniało (zostało spłacone lub nie powstało), pozwany próbował bronić się przed sądem takimi zarzutami. Sąd zarzutów nie przyjął, uznając ochronę wierzyciela wynikającą z art. 17 prawa wekslowego.

Czy słusznie?

Należy wiedzieć, że ochrona wierzyciela zachodzi wyłącznie w przypadku, kiedy nabędzie on weksel przez indos. Tymczasem w tym przypadku upłynął już ponad rok od daty wystawienia weksla płatnego za okazaniem. Po tym czasie, tak samo jak po upłynięciu terminu płatności weksla płatnego w danym dniu, dokonywanie późniejszych indosów jest co prawda możliwe, ale mają one skutki wyłącznie zwykłego przelewu wierzytelności.

Konsekwencją tego jest fakt, że nabywca weksla ze skutkami przelewu nie korzysta z ochrony przed zarzutami, które pozwany może mieć wobec poprzedniego wierzyciela wekslowego.

Sąd zatem nie zauważył tego faktu, może dlatego, że i sam pozwany nie zwrócił na to uwagi i nie zastosował takiej argumentacji. Być może sprawa zostanie naprostowana w apelacji :)

Ujawnił korupcję Philips i szpitali – uderzyli w niego wekslami

Jak wiadomo, połączenie „dziennikarstwa śledczego” z wekslami rzadko kiedy się udaje. Starzy czytelnicy bloga pamiętają zapewne reportaż Życie jak w Madrycie – a potem 300 tysięcy zł długu, gdzie wystawcy narzekali, że podpisali weksel na zabezpieczenie swoich długów, a potem muszą go spłacać, o poręczycielu, który poręczył za weksel, a potem się dziwił, że musi spłacać, bo myślał, że to tak na niby, czy o Domach za pożyczkę, gdzie udający eksperta profesor dr hab. Andrzej Bień wypowiada się na temat, którego nawet poprawnie nie umiał przeczytać lub usłyszeć.

Dzisiaj omówimy materiał w Superwizjerze. Bohaterem jest Marian Kulig, który miał ujawnić korupcję na styku firmy Philips i dyrektorów szpitali. Sprawa jest stara, więc już w roku 2013 można było przeczytać, że kilka osób było w jej związku skazanych.

Marian Kulig zarzuca firmie Philips, że w zemście za ujawnienie korupcji, posłużyła się firmą windykacyjną, na rzecz której dokonała cesji przysługującej jej od niego wierzytelności. Początkowo w sumie 800 tysięcy złotych. Po dokonaniu cesji Marian Kulig uznał swój dług i wystawił na rzecz firmy windykacyjnej, na zabezpieczenie jego spłat, aż 9 weksli in blanco. Reporterzy TVN twierdzą, że były to weksle trasowane, i że to trasaci (dłużnicy Mariana Kuliga) mieli spłacić ten dług.

Jednak zamiast tego, już miesiąc później prezes firmy windykacyjnej wypełnił jeden z weksli sumą 800 tysięcy złotych i zażądał zapłaty całej kwoty od Mariana Kuliga.

Zarzut poważny, pan Marian może czuć się poszkodowany, jednakże wątpliwości wzbudzają dwa fakty.

Po pierwsze TVN pokazało ten trasowany weksel, i okazało się, że nie jest to weksel trasowany, tylko weksel własny. Zatem z tak wystawionego weksla nigdy nie odpowiadałby dłużnik Mariana Kuliga, tylko sam Marian Kulig (lub spółka-wystawca, która weksel wystawiła).


Po drugie – nawet przyjąć tymczasowo, że rzeczywiście Marian Kulig wystawił weksel trasowany, i że głównym dłużnikiem wekslowym miał być dłużnik wystawcy, nie zmienia to faktu, że wystawca również z takiego weksla odpowiada za zapłatę, zatem nie może on czynić zarzutu wierzycielowi, że przyszedł do wystawcy po zapłatę z weksla trasowanego.

Dobrze, jeden weksel został wykorzystany, pozostało jeszcze 8 weksli. Firma Philips dokonała drugiej cesji wierzytelności na rzecz tej samej firmy windykacyjnej, ale już na sumę 9 milionów złotych. Firma windykacyjna wypełniła drugi z weksli na taką właśnie sumę i należność zwindykowała przez komornika.

Marian Kulig twierdzi, że wypełnienie drugiego weksla odbyło się wbrew zawartemu porozumieniu, ponieważ weksle miały zabezpieczać tylko pierwszy dług, na sumę 800 tysięcy. Nie wiem, czy wystawca składał zarzuty do sprawy cywilnej na tę okoliczność, ale w czasie kręcenia odcinka tego reportażu (a było to chyba 5-6 lat temu) toczyła się sprawa karna na tę okoliczność.

Przez ten dług firma pana Kuliga zbankrutowała.

Weksle były podpisywane w roku 2006, blog ten jeszcze nie istniał i niestety nie mogłem pomóc panu Kuligowi w podjęciu dobrych decyzji biznesowych. Warto jednak z tej sprawy wynieść nauczkę na przyszłość.

Po pierwsze – należy upewnić się, co podpisujemy i dlaczego. Jeśli pan Marian myślał, że wystawiając weksel trasowany, pozbędzie się odpowiedzialności za dług i sceduje go na swoich dłużników – to niestety mylił się, albo udzielona mu porada przez jego doradcę/prawnika była błędna.

Po drugie – należy zachować szczególną ostrożność przy wystawianiu weksli in blanco, zwłaszcza w tak dużej liczbie (9), najlepiej z uwzględnieniem moich porad w tym zakresie, ponadto wszelkie porozumienia wekslowe należy zawierać w formie pisemnej, z podpisami obydwu stron, aby nie dopuszczać do sytuacji, kiedy jedynym dowodem naszych racji są nasze zeznania, podczas gdy druga strona ma w ręku weksel (ma nawet nabyte roszczenie podstawowe) i już doprowadziła do bankructwa naszej firmy.

Co bym poradził panu Marianowi w 2006 roku? Jeśli chcesz uznać roszczenie na 800 tysięcy, wystaw weksel na 800 tysięcy, a nie 9 weksli in blanco. Nie doprowadzisz to do tego, że firma windykacyjna może posłużyć się kolejnym wekslem i wystawiać go nawet na istniejące roszczenia. Jeśli chcesz spłacić dług swoimi wierzytelnościami – można to zrobić, ale wymaga to współudziału z dłużnikami, i na pewno nie w ten sposób, że wystawia się rzekomo weksel trasowany, który wygląda jak weksel własny, a nawet poprawnie wystawiony weksel trasowany nie likwiduje długu, który masz. Już abstrahując od tego, ile złej wiary, złośliwości i zemsty było po stronie Philipsa i firmy windykacyjnej, to błędy prawne poczynione przez pana Mariana dały im narzędzie, które doprowadziło niestety do bankructwa dłużnika.

Robert Gwiazdowski wchodzi do polityki – a co z jego wekslem?

O tym polityku ekonomiście pisałem już 8 lat temu kiedy – zaczynając działalność blogową – obiecywał, że nie wejdzie do polityki, na dowód czego miał wystawić swojemu koledze weksel, który ten będzie mógł go użyć w sytuacji, kiedy jednak do polityki wejdzie. Trochę żałowałem, bo zawsze brakowało mi polityków o zdroworozsądkowym ekonomicznym podejściu.

Co się stało z wekslem, skoro Robert Gwiazdowski do polityki wszedł? Sam to najlepiej wyjaśnił w poniższym filmie.

W skrócie: weksel nadal pozostaje u kolegi, ale obiecał go nie wypełniać. Można domniemywać, że zawarto aneks do deklaracji wekslowej :) Pozostaje mieć nadzieję, że weksel nie będzie użyty do szantażu polityka R.G.

„Sam weksel in blanco to za mało do zasądzenia roszczenia”

Dzisiaj w serwisie prawo.pl została opublikowana historia pewnej sprawy wekslowej przed sądem rejonowym.

Streszczając (poszukującym szczegółów zachęcam do lektury całości) – firma wypełniła weksel in blanco, wytoczyła powództwo, sąd przy całkowitej bierności pozwanego w wyroku zaocznym oddalił powództwo, ponieważ powód nie przedstawiając oprócz weksla także umowy wekslowej i umowy pożyczki, którą weksel zabezpieczał, nie pozwolił sądowi na „sprawdzenie poprawności wypełnienia weksla”, co miało skutkować „nieudowodnieniem roszczenia”, ponieważ „roszczenie wynikające z weksla in blanco powinno mieć oparcie w źródle zobowiązania, czyli w umowie, która mogłaby zostać zweryfikowana przez sąd”.

Wyrok ten budzi mój sprzeciw, a nawet zdumienie.

Po pierwsze trudno powiedzieć, że tutaj jakiekolwiek roszczenie wynikało z weksla in blanco. Nie wiem, czy to skrót myślowy użyty tylko przez autora artykułu (mam nadzieję), czy termin użyty w uzasadnieniu wyroku sądu (już gorzej, bo świadczy o niewiedzy sądu), ale jestem pewien, że powództwo nie było oparte o weksel in blanco, ponieważ weksel in blanco z definicji jest wadliwy formalnie (nie zawiera wszystkich elementów weksla), a powód musiał dołączyć do pozwu weksel zupełny, który być może kiedyś był wekslem in blanco, ale już nie jest.

Po drugie – nieprawdą jest, że poprawnie wystawiony weksel to za mało, aby sąd mógł wydać nakaz zapłaty. Jest to niewątpliwie sprzeczne z przepisami kodeksu postępowania cywilnego, zgodnie z którymi do wydania nakazu zapłaty w postępowaniu nakazowym potrzebujemy (jedynie) poprawnie wypełnionego weksla, którego prawdziwość i treść „nie nasuwają wątpliwości”.

W tej sprawie sąd popełnił dwa błędy – po pierwsze nie wydał nakazu zapłaty z poprawnego formalnie weksla, po drugie powództwo oddalił pomimo zupełnej bierności pozwanego, czyli w sytuacji braku zarzutów z jego strony. Sąd zatem z urzędu oraz przy braku dowodów, czyli bezprawnie, zastosował zarzut „wypełnienia weksla niezgodnie z zawartym porozumieniem”, co może być ponadto uznane za nierówne traktowanie stron procesu (skoro to sąd sam z siebie wymyśla możliwe do podniesienia zarzuty).

Błędnie zastosowano również art. 6 kodeksu cywilnego, traktującego o rozkładzie ciężaru dowodu. Skoro bowiem powód dysponował prawidłowo uzupełnionym wekslem, to na etapie wytaczania powództwa sprostał swojej części obowiązku wykazania roszczenia co do kwoty i terminu płatności. Dalsze zarzuty, w tym zarzut uzupełnienia weksla na nieistniejące roszczenie, powinien być nie tylko podniesiony przez pozwanego, ale i to na pozwanym spoczywa ciężar udowodnienia tego zarzutu.

Zatem wydany wyrok oparty był na niepodniesionym zarzucie i na podstawie hipotetycznych dowodów, które w żaden sposób nie zostały przedstawione. Niestety wyrok ten został podtrzymany w apelacji, a z uwagi na niewielką wartość przedmiotu sporu kasacja nie przysługuje.

Wniosek? Nie warto przyznawać się przed sądem bez istotnego powodu, że weksel był kiedyś wekslem in blanco oraz na etapie wydawania nakazu zapłaty informować o szczegółach porozumień pozawekslowych. Może to też pole do powstania wyspecjalizowanych spółek zajmujących się wyłącznie skupem na drodze indosu i windykacją papierów wartościowych, już nie w celu ochrony przed zarzutami pozwanych, tylko w celu zwiększenia ochrony przed absurdalnymi orzeczeniami sądów?

Wniosek drugi – omijać rejon sądu okręgowego w Łomży :)

(prawie) Koniec sprawy „przekombinowanego” weksla

Sześć lat temu opisywałem sprawę weksla z datą płatności przerobioną na dwie daty. Później był wydany wyrok, w którym sąd po myśli czytelnika bloga oddalił powództwo, uznając, że weksel jest nieważny, jednocześnie oddalając wnioski o przeprowadzenie innych dowodów.

Sprawa trafiła do apelacji, na której nawet pełnomocnik remitenta uznał, że weksel jest rzeczywiście wadliwy.

Na tym sprawa tego weksla właściwie się może zakończyć, przynajmniej jeśli chodzi o spór na tle wekslowym. Z kronikarskiego obowiązku dodam jednak, że apelacja została uznana, ale w ten sposób, że sprawa trafi jeszcze raz do sądu I instancji, który to sąd będzie musiał dopuścić nowe dowody, które wskaże powódka, na okoliczność istnienia innych, niż wekslowe, długów. Poprzedni sąd bowiem nie chciał dopuścić do złożenia przez powódkę takich dowodów, powołując się na art. 495 kodeksu postępowania cywilnego, który zabrania przeprowadzania nowych dowodów, lub wysuwania nowych roszczeń, ale przepis ten dotyczy postępowania nakazowego, gdy tymczasem w tym przypadku nakaz zapłaty w ogóle nie został wydany.

Jest zatem całkiem możliwe, że czas trwania tego procesu dojdzie do 10 lat, które – od jakiegoś czasu – zacząłem uważać za typową długość procesu przed polskim sądem. Czasami nawet w prostych sprawach czytelnicy się mnie pytają „a ile to może czasu zająć”, i wówczas bez zastanowienia się odpowiadam, że „kilka lat”. Słyszę wówczas, że to długo, że gdzieś-tam ktoś obiecywał pół roku, że nie potrafię, że jest to sprawa na jedną rozprawę (haha! po zarzutach okazuje się, że rozpraw potrzeba 5, zresztą nawet jedna rozprawa może się rozłożyć na trzy, bo brak zwrotki, bo brak strony, bo świadek nie dojechał – a trzy rozprawy to w niektórych sądach może być 18 miesięcy…). Statystycznie każdy pełnomocnik w wieku 50+ powinien już mieć prowadzoną jakąś sprawę, w której spokojnie dotrwa do emerytury :)

Oczywiście przy dochodzeniu roszczenia z (prawidłowego!) weksla ta „reguła kilku lat” może być złagodzona tym, że zabezpieczenie roszczenia, lub nawet egzekucję, możemy przeprowadzić pomimo zarzutów, i jest to ważny powód, dla którego warto stosować weksle, ale trzeba mieć na uwadze, że jeśli sprawa trafi w tryb zarzutów lub sprzeciwu, to czas jej trwania jest potencjalnie nieograniczony.

A teraz proszę sobie wyobrazić, że wielu przedsiębiorców dochodzi należności nie na podstawie weksla, tylko zwykłych umów i faktur – nawet jeśli mają rację, nie chroni ich to przed „wymyślonymi” zarzutami, które mogą odwlec możliwość uzyskania zapłaty na bardzo długo…

Czy niezałączenie do pozwu umowy ze stosunku podstawowego to przestępstwo?

Już osiem lat temu pisałem o tym, że do wytoczenia powództwa sądowego z prawidłowego weksla wystarczy sam weksel i nie potrzeba dołączać umowy ze stosunku podstawowego. Czyżbym nieświadomie namawiał do popełnienia przestępstwa?

Obserwuję toczącą się przed Sądem Okręgowym w Warszawie sprawę karną (prowadzoną nota bene przez znanego sędziego Igora Tuleyę) przeciwko (w zamyśle prokuratury) zorganizowanej grupie przestępczej, o bardzo szerokim spektrum działania. Przewijają się tam tematy wyłudzeń nieruchomości pod pretekstem udzielania pożyczek, współdziałania z nieuczciwym notariuszem, oraz obrót wekslami, również zabezpieczonymi hipotecznie.

Działalność tych osób, jak i cała sprawa karna, to spory, wielowątkowy temat do dyskusji, i na pewno będzie ona inspiracją do wielu opowieści na tematy wierzytelnościowo-wekslowe.

I aby nie być gołosłownym, zacznę od analizy bardzo krótkiego fragmentu aktu oskarżenia, który brzmiał:

„Zatajenie przed sądem, że weksel zabezpiecza roszczenia wynikające z umowy pożyczki, a następnie prowadzenie egzekucji z tak otrzymanego nakazu zapłaty”

W mojej ocenie taki zarzut „nie trzyma się kupy”.
Aby cokolwiek „zataić”, wpierw musi istnieć obowiązek ujawnienia jakiegoś faktu przed sądem. Tymczasem warunkiem wydania nakazu zapłaty na podstawie weksla jest sam weksel, bez konieczności dołączania dodatkowych umów. Nawet jeśli w sprawie pojawią się zarzuty, to powód nie jest zobowiązany do przedstawiania dowodów na ich poparcie (czyli wspomnianych „umów pożyczek”), ponieważ na podstawie art. 6 kodeksu cywilnego, ciężar dowodu spoczywa na stronie, która takimi zarzutami chciałaby się bronić, czyli na pozwanym. Skoro zatem na żadnym etapie powód nie jest zobowiązany do ujawniania stosunku podstawowego, kuriozalnym jest zatem wysuwanie wobec niego zarzutu „zatajania” tego faktu. Zwłaszcza, jeśli nawet zarzutów nie było, a sprawa kończyła się prawomocnym nakazem zapłaty.

Mocno naciągając mógłbym dać śladowe ilości sensu oskarżeniu, że przestępstwem może być kierowanie powództwa w sytuacji, kiedy powód wie, że roszczenie nie jest mu należne. Taka sytuacja zachodzi jednak bardzo rzadko – nawet powodowie prowadzący działalność przestępczą, głęboko wierzą w zasadność swoich roszczeń (w końcu na tym właśnie opierają swoją działalność, wykorzystując do tego celu całkiem poprawnie wyglądające umowy z poszkodowanymi osobami). Ponadto taka jest rola sądów cywilnych, aby wątpliwości rozstrzygać w procedurze cywilnej, a nie karnej. Byłoby bardzo dziwnym, gdyby każdemu powodowi, któremu oddalono powództwo w sprawie cywilnej (co przecież jest sytuacją niemalże nagminną) przedstawiano z automatu zarzut karny w związku z faktem, że kierował do sądu cywilnego niezasadne roszczenie.

Na pewno przyjrzę się wyrokowi w tym kontekście:)

Skuteczny komornik został aresztowany – czyli czy znacjonalizują nam komorników?

Kilka dni temu internet obiegła informacja, że aresztowany został jeden z warszawskich komorników. Okazało się, że to komornik Rafał W., mający swoją kancelarię na al. Solidarności 155 w Warszawie.

Nie korzystałem z jego usług jako wierzyciel, ale pamiętam, że w przeszłości kupiłem coś u niego na licytacji. Numer sprawy tego dłużnika składał się z liczby ponad 85000, więc można założyć, że komornik ten miał setki tysięcy spraw rocznie. Jak przeglądałem ogłoszenia o licytacjach (do tego celu polecam serwis licytacje.komornik.pl), to właśnie ten komornik miał ich najwięcej – było ich wiele w każdym tygodniu, w różnych miejscach, nie tylko z samego rewiru. Widać było, że jest to niesamowicie pracowity komornik. Mógłbym zaryzykować twierdzenie, że była to jedna z najbogatszych kancelarii komorniczych w Polsce.

Może dlatego narobił sobie wrogów. Z jednej strony – mnóstwo niezadowolonych dłużników, z drugiej strony – politycy i innej maści populiści, zaglądający innym do portfela, i dziwiący się, że skuteczny komornik może zarobić milion, zamiast siedzieć na urzędniczej pensji za 3000 zł miesięcznie – pamiętacie takie propozycje sprzed niedalekich kilku lat? Komornik na urzędowej posadzie z marną pensją, wypłacaną „czy się stoi, czy się leży”, to dopiero byłby uwiąd wszelakiej egzekucji… Mam nadzieję, że sprawa ta nie będzie wykorzystywana jako argument do upaństwowienia komorników, ani nie jest tego początkiem.